czwartek, 27 grudnia 2012

Rozdział 10 ♥


„-Ben obudź się już po ósmej. -ymm jeszcze minutkę. -Musisz wstać inaczej spóźnimy się do szkoły i znowu będzie źle. -Nic nam nie zrobią. Wracaj do łóżka. Dziś możemy sobie odpuścić. -Tylko, że ja nie chce odpuszczać. proszę cię wstawaj. -No dobra, dobra już idę.

Ruszyłem swoje obolałe ciało przecierając oczy dłonią. Mój chłopak zniknął z pola widzenia zostawiając mnie samego, jak co rano. Wyjąłem z szafy koszulkę i przetarte dżinsy. Dzień zapowiadał się strasznie. Wokół wszędzie roznosiła się mgła i nieprzyjemny zapach wilgoci. Mieszkałem tu już dobre kilka lat, lecz pogoda wciąż była dla mnie katorgą. Zszedłem na dół po marmurowych schodach prowadzących do jadalni. Lou siedział przy stole czytając gazetę i sącząc kawę.


 Ten piękny chłopak zaskakiwał mnie każdego ranka. Jego muskularna choć drobna klata unosiła się i opadała równomiernie. Stałem na progu nie mogąc nacieszyć oczu jego widokiem. Powolnym krokiem zaszedłem go od tyłu i złożyłem delikatny pocałunek na jego szyi. Odchylił lekko głowę dając mi lepszy dostęp, więc nie pozostałem dłużny. Układałem pocałunki wzdłuż linii jego szyi schodząc coraz niżej na obojczyki. Lou przymykał oczy z każdą następną malinką.


 -Ben spóźnimy się.
-Nic się nie stanie. -Ale naprawdę. -Louuu. Proszę.
 Spojrzałem głęboko w jego oczy i miałem pewność, że wyraził na to wszystko zgodę. Odsunąłem stołek od stoły siadając okrakiem na swoim chłopaku. Gładził moje włosy z taką czułością. Uwielbiałem czuć jego delikatne palce błądzące gdzieś pomiędzy moimi lokami.  Te niebieskie oczy wpatrujące się w każdym mój ruch. To było więcej niż podniecające. To było takie gorące. Wszystko działo się tak powoli. Zacząłem odpinać guziki jego perfekcyjnie zapiętej koszuli.


 Składałem pocałunki na jego klatce zostawiając po sobie czerwone ślady. Uwielbiałem widzieć, że jest tylko mój, że nikt inny nie będzie go miał. Był tylko mój i tak pozostanie na zawsze.  Pomogłem zdjąć mu koszulę rzucając ją za siebie na stół. Louis siedział na krześle wpatrując się w każdy mój ruch.


 Energicznym ruchem podniósł się wraz ze mną i powędrował do salonu. Usadził się na kanapie. Ściągnął ze mnie koszulkę lekko przygryzając moje sutki. Dreszcze przeszedł przez całe moje ciało. To uczucie było wręcz cudowne. Nie do opisania. Gładził dłonią moją klatkę piersiową, a ja oddawałem się przyjemności. Przewrócił nas w taki sposób, że to ja leżałem teraz po nim.


 Całował mój tors wyznaczając mokrą ścieżkę prowadzącą tu do podbrzusza. Odpiął energicznie moje stare dżinsy i opuścił je znacząco. Złożył kilka gorących pocałunków na moich bokserkach doprowadzając mnie tym do szaleństwa. Robił to z taką pasją jakbyśmy pierwszy raz się kochali. Wsadził dłoń w moje spodenki i gładził moją męskość.


 Jęk rozkoszy rozniósł się po domu. Lou przyspieszał ruchy. Byłem bliski końca. Wiedział to. Opuścił moją bieliznę i wziął penisa do ust. Robił to delikatnie. Każdy ruch jego języka był jak niebo w kapsułce. Zadrżałem lekko i opadłem na oparcie kanapy. Louis podniósł głowę, spoglądając na mnie z ukradka. Podniosłem go złączając nasze usta w szalonym i namiętnym pocałunku.  Leżeliśmy wtuleni na kanapie nie zważając na czas. To wszystko było jak magia. Magia, która zostanie z nami na wieki. „



„Perspektywa Louis”



-Louis!! Louis!! Obudź żeś się do cholery!!
-Co ? Co się dzieje ?
-Louis spóźnisz się do szkoły!!
-Co ? Ben ? Jak ? Jest wcześnie.
- Louis wstań. Proszę cię.
-Nie chcę. Wróć do mnie do łóżka.
-Louis co się z Tobą dzieję?
-Jak co się ze mną dzieje ?- odwróciłem się i ujrzałem Liam’a wpatrującego się we mnie jak w idiotę.
-Wstajesz ?
-Liam ?
-Tak ?
-Gdzie Ben ?
-Lou. Co ? Jak to gdzie Ben ?
-No, gdzie jest Ben?
-Louis Ben nie żyję. Co się dzieje ?
-Co ? Jak to nie żyję! Jeszcze przed chwilą tu był! Budziłem go, uprawialiśmy sex, leżeliśmy, a potem Ty.
-Louis miałeś sen. Znowu.
-To nie był sen! To nie może być sen! Oddaj mi Ben’a!
-Lou uspokój się proszę. Wszystko będzie okej.
-Nic nie będzie okej. Oddaj mi Ben’a !
-Lou gdzie jest Harry?
-Jaki Harry ?
-Lou oddychaj. Harry twój chłopak.
-Harry? Nie wiem. Pokłóciliśmy się i on nie chcę ze mną rozmawiać.
-O co się kłóciliście?
-Liam musimy o tym rozmawiać? Naprawdę?
-Tak, bo przez to znowu masz te syn i jesteś nie szczęśliwy!
-Obudził mnie, któregoś ranka, a ja jak widzisz miałem ten sam sen. Powiedziałem mu, że ma się wynosić i oddać mi Ben’a. Boże wiem, że to nie jego wina ale wtedy byłem taki otumaniony.
-Musisz z nim porozmawiać.
-A myślisz, że nie chciałem. Tylko, że on za każdym razem mnie odrzuca.
-Lou ! Musisz! Inaczej twój związek legnie w gruzach przez samego Ciebie.
-Wiem.

„Perspektywa Harry’ego”

Leżałem w łóżku oglądając migoczące gwiazdki na suficie. Rozdzierało mnie od środka. Byłem zły, przygnębiony i smutny. Nikt ni mógł mi pomóc. Gemma nie wiedziała co się dzieje, a ja nie miałem zamiaru jej mówić. Lou. Tak Lou. Nie rozmawialiśmy od dwóch tygodni. Każdy dzień drążył w moim sercu jeszcze większą pustkę. Rozgoryczenie powiększało się, lecz nie mogłem wrócić. On sam mnie wyrzucił, więc po co miałem wracać? To bez sensu. Być z kimś, kto nie chce być z Tobą. 

-Harry chodź już.
-Gdzie?
-Jedziemy dziś odwiedzić moją przyjaciółkę.
-Muszę jechać ?
-Byłabym wdzięczna jeśli byś pojechał.
-No dobrze.

Ubrałem płaszcz i wyszedłem za Gem do samochodu. Usiadłem na miejscu pasażera wkładając słuchawki do uszu. Puściłem ulubiony kawałek i odpłynąłem. Czas zatrzymał się dla mnie w tej jednej chwili. Wszystko było tak nie realne. To było jak magia. Magia, która nigdy nie powróci.

Telefon w mojej kieszeni znacząco zabrzęczał. Ruchem ręki odblokowałem go i przeczytałem treść sms’a : „Harry. To ja Lou. Piszę w ten sposób, bo może już nie masz mojego numeru. Nie ważne. Chciałem Cię tylko przeprosić. Wiem, że to nie to samo co na żywo, ale inaczej nie umiem. Chciałbym Ci wszystko wyjaśnić. Proszę zadzwoń.”

 Łzy spłynęły po moich policzkach. Byłem szczęśliwy. No może szczęśliwy to za dużo powiedziane, zadowolony że to on zrobił ten pierwszy krok. Gemma przyglądała mi się z ukradka. Wykręciłem numer  i nacisnąłem zieloną słuchawkę. Sygnał był długi i donośny.

 -Halo.- rozbrzmiał głos po drugiej stronie
-Kocham Cię.
-Harry?
-Kocham Cię nawet nie wiesz jak bardzo.
-Boże Harry. Gdzie jesteś ? Spotkajmy się.
-Teraz nie mogę. Jadę z Gem do przyjaciółki, ale zadzwonię jak tylko wrócimy. Musisz mi dużo wyjaśnić.
-Będę czekał.
_______________________________________________________________________________
Do tego rozdziału zainspirowała mnie moja bff Karolina. Miał wyglądać troszkę inaczej ale zostanie tak ♥


sobota, 15 grudnia 2012

Rozdział 9 ♥


Przepraszam, że tak długo nic nie pisałam. Tak wiem już ponad miesiąc, ale nie miałam weny, a pisanie na siłę jest bez sensu. Za to dziś po ponownym przeczytaniu 8 rozdziału postanowiłam, że nie mogę tak zostawić tego opowiadania i skończę je. Za namową mojej bff Izabeli napisałam dla was dzisiejszy rozdział i to jej go dedykuje ♥ Love you ♥ Za to, że tak długo nic nie było macie tu troszkę mocniejszego Zialla. Miłego czytania ♥
_____________________________________________________________

„Oczami Harry’ego”

Minął tydzień od nieszczęsnego zdarzenia w kręgielni.  Wszystko toczyło się po staremu. No cóż może poza moim związkiem z Louis’m.

Boże czy to właściwie można nazwać związkiem. Byliśmy ze sobą niecałe dwa tygodnie, a potem zaczęło się psuć. Czuję się nie pewnie.



 Nie widujemy się, a to boli. Tak cholernie boli. Ostatnie parę dni spędziłem w domu z Gemmą. Zbliżały się moje urodziny i miałem małą nadzieję, że nic nie zaplanowała. Nie lubiłem urodzinowych niespodzianek, a tym bardziej po takim rozstaniu.


Boże cały czas mówię o rozstaniu, a nie byliśmy razem. No nazywałem go moim chłopakiem, ale jak widać to nic nie znaczy
.  



 Leżałem skulony, okryty szczelnie grubą kołdrą. Nie miałem siły by otworzyć laptop i obejrzeć twitter’a. To wszystko było jak fikcja. Całe moja życie. To nie mogło się stać. To musi być, tak musi jeden wielki sen. Oj jak bardzo bym tego chciał.

-Harry !!
-Co ?!
-Mam tego dość ! Natychmiast wstajesz i idziesz do szkoły ! Nie możesz tyle wagarować !
-Gem, naprawdę nie jestem w nastroju by iść.
-Nie interesuje mnie twój nastrój! Ubierasz się i idziesz !
-Gemma !
-Haroldzie Edwardzie Styles nie dyskutuj ze mną rozumiesz ?!
-Dobra.

Zwlekłem swoje ociężałe ciało z łóżka pomału krocząc ku szafie. Wyciągnąłem z niej szarą koszulkę Killersów i wytarte dżinsy. Na wierzch zarzuciłem rozciągnięty sweter. Zgarnąłem książki do plecaka i trzasnąłem drzwiami wychodząc. Było chłodno. Nie bardzo, ale zawsze. Styczeń to piękny miesiąc. Drzewa pokryte białą kopułą śniegu rozciągające się wzdłuż ulic. Rozgwieżdżone niebo w zimne wieczory. Delikatny i cichy śpiew ptaków o poranku.

Otwarłem mosiężne drzwi szkoły, wolnym krokiem zmierzałem w stronę klasy.  I tak jestem spóźniony, więc nauczyciel będzie robił problemy.

-Dzień Dobry.
-Dobry ? Dla kogo dobry, dla tego dobry Styles. Siadaj.
-To zamierzałem zrobić.
-Słucham ?
-Dobra już nic nie mówię. Pójdę usiąść do swojej ulubionej ławki i będę grzecznie słuchał. Pasuje.
-Styles jak ty się odnosisz ?
-Normalnie. Nie pasuje Ci ? Nie musisz tu uczyć !

Poczułem ciepłą dłoń na ramieniu. Tak. To była jego dłoń. Gładził mój obojczyk próbując mnie uspokoić.

-Zabieraj te łapy i spierdalaj Tomlinson!
-Harry co…co się dzieje ?
- O ty już kurwa dobrze wiesz co !!
-Harry.
-Powiedziałem spierdalaj i daj mi już wreszcie spokój.!


Poczłapałem do ławki uderzając niebezpiecznie o kant parapetu. Serce biło mi jak oszalałem widząc zdezorientowanego Lou, stojącego na środku z takim wyrazem twarzy.


Dobrze mu tak! Zasłużył na to! Po tym co mi zrobił !





„Oczami Niall’a”

Trzymali mnie jeszcze kilka dni w szpitalu. Lekarz powiedział, że mam odpoczywać i mogę zrobić sobie kilka dni wolnego od szkoły. Z moim sercem już lepiej. Codziennie zażywanie tabletek nie jest takie złe jeśli może uratować Ci życie. Po południu miałem spotkać się z Zayn’em, ale on zabronił mi wychodzić i powiedział, że wpadnie. Siedziałem na salonowej kanapie oparty o poduszki oglądając denny serial i jedząc chipsy.

-Cześć.
-Zayn!!!
-Też Cię kocham.
-Wiem
-Jak się dziś czujesz ?
-Dobrze, ale nie o tym chciałem porozmawiać.
-Stało się coś ważnego ?
-Zayn, no bo ja.. jak by to no
-Prostu z mostu
-Chcę żebyś mi wyjaśnił tą całą kłótnię.
-Nie wiem o czym mówisz
-Zayn, nie udawaj. Dobrze wiesz, że chodzi mi o to co wydarzyło się w kręgielni
- I co mam Ci wyjaśnić! Chyba wszystko było jasne !
-Tak najlepiej się wydrzeć i iść no nie ?
-Nie, ale ja po prostu nie wiem co mam wyjaśniać.
-Powiesz mi o kogo chodziło
-Kiedy ?
-Zayn !!!
-Niall proszę cię.
-O co ?
-Musimy o tym rozmawiać?
-Chciałbym wiedzieć kogo miał na myśli mój chłopak, jeśli mogę Cie tak nazwać mówiąc, że kogoś kochał.
-Naprawdę to ważne ?
-Tak
-Miałem na myśli… ehh
-Zayn..
-Harry’ego okej ? Zadowolony?
-Dziękuję.
-Za co ?
-Bo powiedziałeś mi prawdę, której domyślałem się od początku.
-To po co te męczarnie?
-Chciałem wiedzieć czy mi zaufasz.

Zayn objął mnie ramieniem i złożył soczysty pocałunek na moim czole. Złapałem jego dłoń delikatnie nakazując kierunek jego postoju. Małymi kroczkami zbliżaliśmy się do schodów prowadzący tuż do mojego małego pokoju. Od tak dawna tego nie robiłem. Chciałem wreszcie zaznać tej rozkoszy.  Zamaszystym ruchem otworzyłem drzwi i wepchnąłem Zayn’a wprost na łóżko. Siedział z wielkim uśmiechem na ustach przyglądając się mi.

Delikatnie przejechałem językiem po ustach. Widziałem jak jego spodnie robią się coraz to ciaśniejsze, aż wreszcie doszły do takiego stanu, że jeden ruch mógł spowodować ich pęknięcie. Usiadłem na kolanach mojego chłopaka składając gwałtowne pocałunki na jego szyi. Zjechałem rękami niżej gładząc jego nagą klatkę piersiową. Zayn wiercił się pode mną z rozkoszy. Zaczynając od szyi zostawiałem coraz to większe malinki na jego ciele. Zjeżdżałem językiem uwodzicielsko zahaczając zębami o każdy z jego stojących sutków.

 Wyznaczyłem mokrą ścieżkę prowadzącą to jego podbrzusza. Szarpnąłem zębami za guzik by pozbyć się spodni Zayn’a. Uniósł biodra do góry pomagając mi tym samym.  Przejechałem językiem po jego już dawno stojącej męskości. Opuściłem bokserki biorąc do buzi całego przyjaciela mojego chłopaka. Jęki, które Zayn wydawał z siebie jeszcze bardziej utwierdzały mnie w przekonaniu, że robię to dobrze. Jego penis zadrżał w moich ustach i wtedy przestałem.

 -Ej, ej, ej co to ma być ?
-Jak co ? koniec przyjemności kochaniutki.
-No chyba żartujesz.

 Przyciągnął mnie do siebie wpijając się w moje usta. Delikatnie gładził dłonią moją męskość z nadzieją, że uda mu się doprowadzić mnie do samej granicy. Odwrócił mnie i położył na plecach. Podniósł jedną nogę opierając ją sobie na ramieniu.

 -Niall jesteś pewny ?
-Oczywiście, że jestem idioto. Zrób to wreszcie !

Zayn wszedł we mnie z miłym jękiem. Poczułem lekki ból w dole brzuch, lecz po  chwili moje ciało oddało się rozkoszy zadawanej przez mojego kochanka. Chłopak ruszał się coraz szybciej i z większą energią łącznie w tym samym tempie obciągając mi. Czułem, że koniec jest blisko. Zayn zacisnął mocniej ręce i poruszył się jeszcze dwa razy. Poczułem ciepłą maź na swoim brzuch jak również w środku. Doszliśmy równocześnie. Zmęczony opadł na mnie wtulając się w moją pierś i zasypiając.