piątek, 26 października 2012

Rozdział 4 ♥


Może życie nie jest takie kolorowe jak się wydaje. Wszystko  na co walczymy całymi latami potrafi zniknąć w jednej chwili. Nasze rodziny rozpadają się przez małą kłótnię, a rodzice giną przez twoją bójkę z kolegą. Czuje się z tym tak podle. Wiem, nie moja wina ale jednak świadomość zostaje na całe życie.

Kiedy otworzyłem oczy było jeszcze ciemno. Spojrzałem na panoramę Londynu na mojej ścianie i ludzi widniejących na niej. Wyglądali na szczęśliwych. Jakby nigdy nic złego im się nie zdarzyło. Leżałem pod puchową kołdrą okrywającą moje ciało i spoglądałem na niebo przez okno w dachu. Słońce jeszcze nie wstało, a gwiazdy wciąż były widoczne.

Kolorowe smugi rozciągały się po całej okazałości nieba. Latarnie świeciły pełną światłości rozświetlając długie ulice. Podniosłem się rozciągając zmęczone mięśnie spoglądając na zegarek. Była 5:15 więc do szkoły jeszcze dużo czasu. Wolnym krokiem udałem się do łazienki chcąc wziąć gorący prysznic. Całkiem goły wróciłem i wskoczyłem pod pierzynę. Okryłem się pod samą szyję jednocześnie ściskając w dłoniach książkę.

Była to powieść dramatyczna. Opowiadała o historii małego chłopca, który stracił wszystko. Został sam na tym świecie. Miał może z 12 może 13 lat i nie miał nikogo. Co takie dziecko może wiedzieć? Ale jakby nie patrzeć ja byłem tylko 2 lata starszy choć wiedziałem już dużo. Czytając ją odpływałem, stawiałem się na jego miejscu, przeżywałem każdy krok, miejsce  gdzie był, to co czuł, co robił ze sobą, a nawet tą tęsknotę za rodziną. Czułem taką samą więc z tym było najłatwiej. Zatracałem się w niej z każdym dniem coraz bardziej. Potrzebowałem kogoś kto by mi pomógł, pokazał że mogę mieć w nim oparcie.

Potrzebowałem przyjaciela. Takiego, który kochałby mnie za to jaki jestem i wspierał w każdej decyzji. Czułem, że moje życie nie potrwa już długo, więc albo coś zmienię, albo pożegnam się z nim. To jedyne wyście.

Zanim się spostrzegłem była już 7:40. Ubrałem pospiesznie ciemnogranatowe rurki, czarną koszulkę z logiem zespołu „Ramones” do tego białe converse i czarny płaszcz. Zabrałem torbę z przedpokoju i szybkim krokiem udałem się do szkoły. Od wczoraj miałem wielką ochotę zobaczyć się z Louisem. Coś tliło się we mnie ale jeszcze nie wiedziałem co.
  
                                                                          *
Oczami Louisa.

Całą noc nie spałem. Myślałem o nim. Dlaczego już pierwszego dnia musiał trafić w tak czuły punkt. To było jak uczarowane. „On” też zrobił to pierwszego dnia naszej znajomości i od tego czasu nikt mnie tak nie nazywał. Dotknęło mnie to tak bardzo. Poczułem jakby „on” wciąż tu był i mógł ze mną być, a tego nienawidziłem. Odkąd obudziłem się około 3 nie spałem. Bałem się kolejnego dnia i tego, że będę musiał znowu go zobaczyć, a co najgorsze siedzieć z nim na angielskim. Mógłbym nie iść na pierwszą lekcję, przecież i tak nikt by nie zauważył, ale nie chciałem kiblować kolejnego roku. Zebrałem się koło 8 pośpiesznie zamykając drzwi za sobą. Niall i Liam już na mnie czekali.

-Co jest stary ?- zapytał zaciekawiony Liam widząc moją minę.
-Weź nie spałem całą noc, czuję się taki wypluty.
-A kto Ci tak zaprząta tą Twoją śliczną główkę- zażartował
-Buhahahhaha – Niall wybuchnął nie pochamowanym śmiechem
-A Tobie co jest idioto ?
-Tylko mi nie mów, że to ten nowy.
-Jaki nowy?- Liam wytrzeszczył oczy
-No, wczoraj do naszej kochanej klasy dołączył nowy kolega. Ma na imię Harry, ma 15 lat i zdecydowanie wpadł Lou w oko.
-Zamknij się.-warknąłem

Czułem jednak gdzieś w środku, że to zupełnie szczera prawda. Nie powinienem mieć problemu. Sam nam wczoraj wyznał, że jest gejem, a ja normalnie przeleciałbym go i zostawił, ale było w nim coś innego, coś przez co nie mogłem tego zrobić.

-Lou nic mi nie mówiłeś ! Dlaczego nic mi nie mówiłeś ?- wrzeszczał Li
-Bo nie ma nic do mówienia
- A i jeszcze powiedział, że jest gejem.- Niall aż rozpromieniał
-Boże czy tylko ja tu wole dziewczyny- lamentował chłopak
-TAK TYLKO TY! – wypowiedzieliśmy równocześnie z Niall’erem.
-To dlaczego po prostu nie zrobisz tego co zawsze ?
-Liam nie umiem. Nie umiem postąpić tak w stosunku do Hazzy. To mnie przerosło, gdy tylko widzę go uśmiechającego się i ten błysk w jego szmaragdowych oczach ściska mnie w żołądku. I wiem, że znam go tylko od wczoraj, ale nie umiem tego odpędzić. Czuję się taki rozbity.- zwiesiłem głowę.

Chłopcy popatrzyli po sobie niepewnie po czy Li przytulił mnie najmocniej jak umiał. Poczułem ciepło napływające z jego ciała. Zrobiło mi się lepiej, ale nie na tyle by być szczęśliwym.


Otwarliśmy drzwi klasy wparowując do niej. Nauczyciel podniósł wzrok na mnie.

-To znowu pan, panie Tomlinson.
-Tak to ja, a to pan, a to Liam i Niall. Możemy już skończyć
-Siadać! Wszyscy spóźnienie.

Harry siedział z głową wpatrzoną w szybę. Zajął moje miejsce. Odsunąłem krzesło i przycupnąłem przy nim.

        
                                                                         *

Oczami Harrego.

Wszedłem wolnym krokiem do sali. Nie było go. Usiadłem w ławce całkowicie zatracając się w krajobrazie. Bazgrałem ołówkiem w zeszycie denne rysunki kotów. Nagle drzwi otworzyły się z gromki hukiem. Louis wraz z Niall’em i jeszcze jednym chłopakiem weszli do klasy. Wymienili parę zdań z nauczycielem, po czym udali się do ławek. Serce biło mi coraz szybciej, gdy tylko on się zbliżał. Odsunął pomału krzesło siadając na nim delikatnie. Obserwował mnie, czułem jego wzrok na swoim ciele. Odwróciłem głową zauważają jego oczy tuż przed swoimi.

Westchnąłem głęboko nie mogąc nic powiedzieć. Lou wpatrywał się w moje oczy, a ja w jego. Świeciły blaskiem, tak topazowego koloru nigdy nie widziałem. Mrugałem co po chwilę, gdy on zbliżał się nie miłosiernie. Spostrzegając się co robi odsunął się nagle, nie pozostawiając po sobie żadnej pamiątki. Złapałem jego dłoń pod ławką mocno zaciskając na niej palce. Odwzajemnił moją czułość. Drugą dłonią gładziłem jego udo chcą aby nie czuł się skrępowany. Było mi wtedy tak dobrze do momentu, gdy nie zadzwonił dzwonek wyrywający nas z transu.
Lou wybiegł  jak oparzony z sali zostawiając mnie totalnie zdezorientowanym. Siedziałem na krześle nie umiejąc się poruszyć. To co było przed chwilą znikło i chyba już nigdy nie wróci. Znowu zjebałem. Po co ? Dlaczego ?
_________________________________________________________________

Normalnie jestem w szoku. Napisałam ten rozdział w troszkę ponad godzinę bez jakiejkolwiek weny. Może nie ma w nim dużo akcji, ale to tylko taka przejściówka. W końcu zanim zacznie się akcja trzeba jakoś zacząć. :D ♥ Chciałabym prosić wszystkich czytających, aby dodawali się do obserwatorów i komentowali. Jest to dla mnie bardzo motywujące i pomaga mi w lepszej pracy.  


piątek, 19 października 2012

Rozdział 3 ♥

Nowy dzień, nowe wyzwania. Około siódmej rano obudził mnie krzyk Gemmy wychodzącej do pracy. Dziś jest mój pierwszy dzień w szkole.

Tak cholernie się boję. Czy wszyscy wiedzą co stało się z moją mamą? Dlaczego się tu przeprowadziłem?


Nie miałem siły podnieść się z łóżka, więc postanowiłem jeszcze trochę poleżeć. Nie wyszło mi to na dobre, ponieważ prawie spóźniłem się na pierwszą lekcję. Spostrzegając zegarek i godzinę na nim wbiegłem do łazienki, opłukałem twarz wodą i umyłem zęby. Założyłem białą, obcisłą koszulkę i kremowe rurki, na wierzch sweter w czerwono-granatowe paski. Zszedłem po stromych schodkach do przedpokoju. Było cicho. Wręcz za cicho.

Udałem się w stronę kuchni łapiąc zaschniętego tosta z dżemem i popijając go sokiem pomarańczowym. Narzuciłem białe converse i trzaskając drzwiami wyszedłem z kamienicy.  Byłem w połowie drogi, a zostało nie całe dziesięć minut. Już wiedziałem, że spóźnię się. Zwolniłem kroku oglądając krajobraz i omijających mnie przechodniów. Doszedłem do szkoły znacznie za późno nie przejmując się tym. Pierwszy angielski. Otwarłem drzwi klasy i ujrzawszy grubawego nauczyciela wparowałem do sali. Mężczyzna zmierzył mnie wzorkiem, a gdy podałem mu kartkę uśmiechnął się.

-Klaso przedstawiam wam nowego ucznia o to Harry Styles. Od dziś jest waszym kolegą.

Po pomieszczeniu rozlały się ciche szepty i piski jakiś dziewczyn. Skierowałem się do tyłu klasy z ciężkim grymasem na twarzy.  Zobaczywszy w ostatniej ławce chłopaka w koszulce w paski rzuciłem torbę tuż koło niego. Zaczerwienił się lekko po czym odwrócił wzrok do okna.

-Jestem Harry, ale to chyba już wiesz
-Louis-odburknął niemile
-Jeśli chcesz mogę sobie pójść, nie problem.
-Nieee, znaczy no nie musisz. Będzie fajnie jeśli chcesz siedzieć ze mną.
- Pewnie, ze chcę przecież nie znam nikogo, a teraz chociaż wiem jak masz na imię.

Chłopak posłał mi znaczący uśmiech po czym położył głowę na torbę, zamykając oczy. Zastanawiałem się dlaczego zareagował tak gwałtownie, gdy chciałem zmienić miejsce. Może wiedział o tym co się wydarzyło, a może po prostu chciał być miły. No cóż cieszyłem się, ze chociaż będę miał się do kogo odezwać.

-Tomlinson, a Ty co odpoczywasz ? – zagadał blondyn i szturchnął chłopaka
-eee Niall’er daj mi spokój
-A co nie spało się w noc ? Koszmary ? Nie było mnie przy Tobie, bardzo przepraszam.- wypowiadając ostatnie słowa nie mógł powstrzymać się od śmiechu
-Nie idioto, obudziłem się o czwartej i później już nie spałem.
-Mały Lou ma koszmarki. Mały Lou ma koszmarki- zaczął wykrzykiwać
-Ty a może zamiast wymyślać dlaczego chce mi się spać przedstawisz się koledze jełopie?
-Koledze ?- zrobił zdziwioną minę
-Cześć. Jestem Harry – wydukałem
-Niall
-Miło mi Cię poznać.
-Lou mogę Cie o coś zapytać?
-Mhm
-Gdzie wyrwałeś takie ciasteczko ?

Czy on właśnie nazwał mnie ciasteczkiem ?

 -
Zamknij się.!!
-No, ale przecież powiedziałem tylko prawdę !
-Czy ja wam nie przeszkadzam – powiedział wkurzony nauczyciel
-Ależ owszem, troszeczkę- skwitowałem

Facet zrobił się cały czerwony i odszedł marudząc pod nosem jakieś przekleństwa.

-Wow, Lou niezła sztuka. Nie dość, że ładna to jeszcze niegrzeczna.
-Czy ty nie możesz trzymać języka za zębami ?
-Ej Louis nie denerwuj się tak. Nie ma czym. – uspokoiłem chłopaka
-Nie przeszkadza Ci to co on mówi ? Nie czujesz się głupio ?
-Dlaczego miałbym. No rozumiem, gdyby mnie obrażał ale jak na razie tylko mi pochlebia.
-No, ale on traktuje Cię jak obiekt SEKSUALNY- wypowiadając to zdanie dał duży nacisk na ostatnie słowo
-Nie, jakoś nie bardzo. Nie wstydzę się swojej seksualności, więc jeśli chcecie mogę od razu powiedzieć, że wolę chłopaków i nie jest to dla mnie problem.

Po tych słowach mina Lou zrzedła. Zrobił się cały czerwony i starał się unikać mojego wzroku.

Może nie potrzebnie to wszystko powiedziałem już pierwszego dnia. Kurwa mać. Zepsułem wszystko. Zaprzepaściłem swoją szanse na nowe życie w innym mieście.
- Jak zajebiście-krzyknął Niall
-Co?- moje zdziwienie rosło coraz bardziej
-No mówię, że zajebiście.
-Nie przeszkadza wam to ?
-Ej ja osobiście jestem bi, więc jest lajt, a Lou musi sam Ci to powiedzieć. Ja się nie wtrącam.
-I dobrze kretynie
-LouLou ?
-Nie mów tak do mnie !!!

Chłopak wybuchnął krzykiem i zabierając szybkim ruchem swoje rzeczy uciekł. Siedziałem zaskoczony wpatrując się w drzwi, cały czas myśląc że on może jednak wróci.

Co ja takiego zrobiłem? To wszystko przez to jak go nazwałem. W sumie powiedział raczej wrzasnął prosto w moje oczy, ze mam tak nie mówić, ale nie musiał od razu tak wybuchać. Ja też nie lubię wielu ksywek związanych z moim imieniem, no ale bez przesady. Choć może to źle mu się kojarzy. Może to tak jak ze mną i z „Hazzuś”. Nie zniósłbym jeśli ktoś bym mnie tak teraz nazwał. To było, jest i będzie zarezerwowane jedynie dla moje mamy. Nikogo więcej .
                                                                             
                                                                                      *
Po trzech lekcjach chodziłem po szkole ciągle rozkojarzony wydarzeniem z pierwszej godziny. Nie byłem pewny czy Lou będzie chciał kiedyś ze mną gadać. Fakt, że poznałem tylko jego i Niall’a nie ruszył go. Snułem się po korytarzach oglądając dziwnie znanych mi ludzi. Dziewczyny chichoczące i poprawiające makijaż, mięśniaki, kujony i skate. Każdy stał pod swoją szafką sam, bądź w większej grupce. Tylko ja nie miałem z kim porozmawiać.  Udałem się wolnym krokiem do szkolnej biblioteki.

 Uwielbiałem to miejsce. Panowała tu cisza, której nikt nie mógł naruszyć. Czasami zdarzały się szepty lub ktoś przesuwał stołek. Obchodząc regały, zatrzymałem się przy fantastyce. Mój ulubiony dział. Złapałem pierwszą lepszą książkę i opadłem na posadzkę. Oparłem się plecami o sąsiedni regał i zacząłem czytać. Pogrążyłem się w marzeniach, których nigdy już nie spełnię. Nie wrócę do domu. Do mojego domu. Nie tego tu, a w Cholmes Hapel gdzie żyłem całe piętnaście lat. Tęskniłem za przyjaciółmi. Co najdziwniejsze nawet za Zayn’em za którym to szczególnie nie przepadałem. Fakt, faktem znaliśmy się od dziecka.

Mieszkaliśmy dom przy domu co nie zmieniło tego, że tłukłem się z nim przynajmniej raz w tygodniu. Powodem mogła być zwykła drobnostka. Czasami sam zastanawiałem się po co on w ogóle nam mnie skakał. Może nie chciał się bić tylko czuł coś czegoś bał się i w ten sposób próbował pokazać mi że nic dla niego nie znaczyłem. Tylko, że ja wiedziałem że to nie prawda. Raz po imprezie u kolegi wygadał się, że chętnie by mnie pocałował. Nie było to coś dziwnego lecz po tych słowach zrobił się czerwony i wybiegł. Pamiętam to jakby to było wczoraj. Podniosłem głowę znad książki, usłyszawszy dość głośne chrząknięcie.

-Mógłbyś się stąd przesunąć ?

Chłopak wpatrywał się w moje oczy z takim bólem i goryczą, której nigdy nie widziałem. Miał ciemne ślady zachodzące prawie na policzki.

-Lou..-zamarłem widząc jego minę- Ja naprawdę przepraszam..-zdołałem wydukać z wielką gulą w gardle.
-Nie masz za co przepraszać. To nie twoja wina. Nie mogłeś wiedzieć.
-Tak, ja wiem ale czuję się bardzo źle z tym.
-Nie myśl o tym, zapomnij po prostu zapomnij. Tak jakby nic się nie stało. Tylko proszę… Nie mów tak więcej okej ?
-Nie będę, masz moje słowo.
- A teraz jeszcze raz mógłbyś się przesunąć potrzebuje książki z dolnej półki, a jak na razie ty mi ją zasłaniasz.
- Już, już.

Podniosłem swoje ciężkie dupsko i  ruszyłem w stronę kontuaru bibliotekarki. Podałem jej powieść i wyszedłem przed budynek zaczerpując świeżego powietrza.
                                                                                           
___________________________________________________

Wiem, że przetrzymałam was 2 dni ale po prostu nie miałam czasu dodać rozdziału. Planuję każdy dodawać w piątek koło tej godziny :D Chciałabym prosić tych którzy czytają, żeby chociaż zostawili po sobie jakiś ślad w postaci komentarza. Byłoby to dla mnie motywujące do dalszej pracy i miałabym świadomość, że ktoś to w ogóle czyta. 

środa, 10 października 2012

Rozdział drugi ♥


Wstałem o siódmej jak każdego dnia. Codziennie przychodzą do mnie Liam i Niall, moi dwaj idioci. Kocham ich ponad życie i nie oddam nikomu. Tylko oni wiedzą o mojej mrocznej tajemnicy i kim tak naprawdę jestem. Jak się już wszyscy domyślają nazywam się Louis Tomlinson i mam siedemnaście lat.


Otworzyłem ciężkie mosiężne drzwi naszej szkoły i wlokąc za sobą torbę powędrowałem do klasy. Pierwszy angielski(nienawidzę tego gościa). Wszedłem do sali, w której byli już wszyscy uczniowie wraz z nauczycielem.

- O widzę, że pan Tomlinson znowu zaszczycił nas swoją obecnością
-Przyszedłem to powinno cieszyć czyż nie.

Nie oczekując odpowiedzi usiadłem w ostatniej ławce tuż za moim przyjaciółmi. Codziennie ta sama gadka. Zawsze pretensje o to że się spóźniam. Nie moja wina, że mam twardy sen i nie słyszę budzika. Czterdzieści pięć minut minęło mi w męczarniach. Wyszedłem na korytarz szukając znajomych. Obiegłem wzorkiem całą przestrzeń między szafkami a łazienką . Niall stał sam pod toaletą ewidentnie na mnie czekając. Wpadłem na niego i ciągnąc za rękaw jego bluzy udałem się do ubikacji.

-Cześć kochanie. – wyszeptał do mojego ucha
-Mrraauu.
-Och Lou, nie rób tak bo czuję się twardy-posłał mi ciepły uśmiech.
-To co chciałbyś się pobawić Niall’er czy może jednak się boisz kociaku ?
- Z Tobą zawsze i wszędzie.

Otworzyłem drzwi jednej z kabin i popchnąwszy go na ścianę wpiłem się w ciepłe wargi. Oddał mój pocałunek z takim oddaniem, które przepełniło mnie od środka. Nie byliśmy zachłanni, nic z tych rzeczy. Całowaliśmy się delikatnie, lekko napierając na swoje ciała. Powoli włożyłem rękę pod jego koszulkę. Jeździłem dłonią po ciepłym i wyrzeźbionym torsie. Niall uniósł swoje ręce do góry pozwalając mi tym samym na ściągnięcie jego odzieży. Odrzucając koszulkę chłopaka zjechałem ręką do rozporka.

-YYY Lou…
-Coś nie tak? – przerwałem pieszczotę
-Jeszcze tego nie robiłem i trochę się boję-powiedział
-Nie musimy jeszcze nic robić jeśli nie jesteś gotowy. Możemy się tylko pobawić
-Dziękuje –powiedział chłopak całując moje usta

Wracając do tego co robiliśmy wcześniej ponownie zjechałem dłonią do rozporka pomału go rozpinając. Chłopak wzdrygnął się czują moją rękę na swojej męskości. Był twardszy niż przypuszczałem. Objąłem go całego i zacząłem posuwać do góry i w dół. Niall’er wydał z siebie gardłowy jęk. Czułem jak krew spływa mi do dolnych części ciała. Mój mały przyjaciel stawał się coraz to bardziej napęczniały. Wykonując ciągle ten sam ruch poczułem, że napływa ten moment kiedy mój kolega zaraz dojdzie. Usadziłem na jego ustach soczystego całusa i wtedy moja rękę zrobiła się ciepła i klejąca. Uśmiechnąłem się do chłopaka. Stał z zadowoloną miną spoglądając na mnie z u kratka. Wyciągnąłem zdobycz i oblizałem ją po całej długości. Niall naparł na moje usta przygryzając mi dolną wargę. Jęknąłem podniecony, a on nie pozostał mi dłużny. Już po chwili klęczał przede mną obciągając mi. Starałem się stłumić emocje gromadzące się w mojej głowie.
                             "Przecież ja go nie kocham. Dlaczego mu to robię ?"
Stłumiłem to uczucie i wytrysnąłem prosto do ust chłopaka. Połknął wszystko oblizując się. Podniosłem go i pocałowałem po raz ostatni. Ubrałem spodnie i wyszedłem zostawiając go samego, aby nikt nie wiedział co wydarzyło się przed chwilą.
                                                                                             
        *

Zmierzałem małymi kroczkami w stronę domu. Nie było to daleko, ale nie lubiłem sam wracać. Chłopcy nie mogli mnie odprowadzić, ponieważ oboje mieli trening. Czułem się jak świnia przypominając sobie poranną akcję z Niall’em. Raniłem go nawet o tym nie wiedząc. Patrzył na mnie z takim uczuciem, a ja go po prostu wykorzystywałem. Umówiliśmy się na samym początku, że to układ czysto seksualny(choć żadnego seksu jeszcze nie było). Było tylko małe, przyjemne obciąganko, którego nie potrafiłem sobie odmówić. Każdego ranka po pierwszej lekcji spotykaliśmy się przed właśnie tą toaletą i korzystaliśmy z tej samej kabiny. Męczyłem się z tym coraz bardziej.  Zbliżałem się do mieszkania. Wszedłem po małych schodkach otwierając wielkie drzwi prowadzące na przedpokój.
-Wróciłem !!!
Nikt nie odpowiedział. Jak zawsze, wszyscy w pracy. Moi rodzice pracowali aż za dość. Nie przeszkadzał fakt, że posiadam cztery młodsze siostry. Mama znalazła opiekunkę dla bliźniaczek, która każdego dnia rano zabierała je, a wieczorem odwoziła.  Poszedłem na górę do swojego przytulnego pokoju.  Rzuciłem plecakiem w kąt i rzuciłem swoje ciało na łóżko. Zabrałem z nocnej szafki laptopa i od razu włączyłem twittera. Podobno mieli dodać zdjęcia na konto szkoły. Wszedłem w obserwatorów, był w nich nowy chłopak. Miał piętnaście lat i właśnie przeniósł się do Londynu.  Obejrzałem wszystkie zdjęcia jego profilu. Miał kręcone, ciemne, dość długie włosy. Oczy koloru szafirów. Policzki lekko wydęte. Usta różowe i pełne. Był piękny. Pierwszy raz w życiu widziałem kogoś takiego.  Fakt, że był młodszy nie zmieniał tego iż będziemy w jednej klasie. Byłem osobą, która miała głęboko i szeroko zdanie innych, a szkołę to już w szczególności. Zawsze zawalałem egzaminy końcowe. Zamknąłem laptopa odkładając go na podłogę. Przymrużyłem oczy pozostawiając swojej świadomości czas na przetrawienie tego wszystkiego. Całej sytuacji z Niall’em i tego co wstąpiło w moje ciało, gdy tylko ujrzałem zdjęcie chłopca.

                                                                            *

Obudziłem się dobrze po północy. Mozolnie zwlokłem ciało z posłania i powolnym krokiem zmierzałem w stronę łazienki. Rozpinając guziki koszuli zauważyłem malinki na moim torsie i lekkie ślady zębów.  Czułem się okropnie. Każdym choćby mały skrawek pokryty był wstydem i uczuciem zbrukania.  Niall był miły i słodki, ale nie uważałem go za kogoś w kim mógłbym się zakochać. Wszedłem do wanny zanurzając się w malinowej pianie. Oparłem głowę o zagłówek i pogrążyłem swoje ciało i umysł w myślach.
               Moje kochanie dawno zniknęło. Nigdy go nie zobaczę. Powinienem pogodzić się ze stratą i żyć dalej, ale nie potrafię. Był moją pierwszą i ostatnią miłością. Choć wyznam szczerze, że na widok zdjęcia tego nowego zrobiło mi się gorąco. Był młody, niedoświadczony, na pewno nie zna życia. To wszystko będzie bez sensu jeśli zagadam do niego jutro z jednego powodu.”

Rozejrzałem się po pomieszczeniu. Siedziałem tu już dobre dwie godziny, więc postanowiłem wyjść. Po osuszeniu się ubrałem bokserki i poczłapałem do salonu. Dochodziła już czwarta nad ranem. Włączyłem telewizor na kanał z wiadomościami. W centrum był wypadek, w którym zginęło piętnaście osób.  Nagle usłyszałem głos mamy

-Louis!!! Louis !!!
-Jestem na dole!
-Muszę powiedzieć Ci coś ważnego synku
-Synku ? – zapytałem zaskoczony
-Oj no nie denerwuj się tym. To bardzo ważne.
-No to…. Może w końcu powiesz mi o co chodzi ?
-To nie powiedziałam ?
-Nie !
-Więc, ja i tata wyjeżdżamy  na dwa tygodnie..
-Nic nowego.-odburknąłem
-Nie tym razem. Dziewczynki pojadą z nami, a Tobie zostawiamy cały dom.
-Serio ??
-Tak kochanie, jesteś już na tyle dorosły .
-Dziękuję, dziękuję.-ucałowałem rodzicielkę i pobiegłem na górę ubrać jakieś ciuchy.

Zebrałem wszystkie książki do plecaka wkładając na siebie bardzo dopasowany T-shirt w biło-niebieskie paski, czerwone rurki i białe tomsy. Mój własny styl. Uczesałem włosy choć szczerze mówiąc do uczesania było temu daleko. Zabrałem torbę i udałem się do kuchni po kilka marchewek na śniadanie i kawę zbożową.

                                                                             *

Następny dzień, następny dzień. Postanowiłem powiedzieć Niall’owi, że nic do niego nie czuję i nic z nas nie będzie. Pewnie i tak się nie odważę i znowu się zabawimy, a ja będę czuł się gorzej i pociągnę się do czegoś złego. Nie chce nawet sobie tego wyobrażać, ale tak może się stać. Mimo iż jestem dość popularną i charyzmatyczną osobą w wyznawaniu uczuć jest ze mnie ciota. Mam wielki uraz. Pierwszą osobą , którą wyjawiłem co czuję był ON. Nie skończyło się to najlepiej dla naszej dwójki. W ten sam dzień postanowiłem, że skończę z miłym i kochanym Louis’em i moją ciotowatą stroną. Teraz coraz częściej jednak czuje, że wtedy byłem lepszym człowiekiem na którego można było liczyć. To jest takie… cholernie upokarzające. Całe życie i świat.
___________________________________________________________________________________________________________________________________________
Więc tak drugi rozdział miałam dodać dopiero w piątek ale na specjalne życzenie mojej przyjaciółki jest już dziś. Mam nadzieję, że się spodoba, a następny naprawdę obiecuje dłuższy. Teraz miałam dużo nadrabiania wiec wyszedł dość króciutki, ale mam pocieszenie dla wszystkich zaczęłam następny i już mam 3 strony a to nie koniec :D Wow i w ogóle  dziękuje wszystkim za to 107 wejść to dla mnie dużo znaczy, a wasze komentarze motywują mnie do pracy. *___*



piątek, 5 października 2012

Rozdział pierwszy


             
Dlaczego życia jest takie trudne. Przysparza tylko kłopoty, które ciężko rozwiązać. Po co się urodziłem? Dlaczego świat istniał ? Przecież to nie potrzebne. Wszystko jest bez sensu. Tak, wiele pytań każdego dnia pojawiało się w mojej głowię. Dudniły nasilając podły humor, roztrzaskiwały moją czaszkę na miliony kawałeczków.  Wiem, że nie znam się na życiu. Te słowa słyszałem wiele razy. Jesteś na to za młody. A co ty wiesz człowieku. Zapytaj kiedy dorośniesz, ale ja nie jestem już mały dzieckiem. Wręcz przeciwnie, jestem młodym chłopakiem, który został sam na świecie. No może nie całkiem sam bo przecież mam siostrę, ale mamy już nie odzyskam. Tak  jak się pewnie już wszyscy domyślają nazywam się Harry Styles i właśnie tu chciałem opowiedzieć wam moją historii.

                                                                                               
Odkąd pamiętam mieszkałem w Cholmes Hapel. Życie wiodło mi się jak każdemu nastolatkowi szkoła, dom, znajomi. Jednak wszystko zmieniło się po tym cholernym wypadku.
                Tak, uważam że to moja wina i do końca swoich dni będę tak myślał

Moja mama została wezwana do szkoły z powodu mojej bójki z kolegą. Było pochmurnie, więc niechętnie wsiadła w samochód i udała się wprost do placówki. Jechała krajową ósemką odbierając telefon od Gemmy.

-Mamo będę dziś później, nie czekaj z kolacją
-Dobrze kochanie, nic się nie stało. Właśnie jadę po Harrego znowu bił się z Zaynem.
-Czy on kiedyś nauczy się go ignorować ?!- powiedziała poirytowana
-Bardzo bym tego chciała, ale teraz już kończę.
-Widzimy się wieczorem.
Rozłączyła się rzucając komórkę na przednie siedzenie.  Podniosła wzrok i zobaczyła jadącego z pełną prędkością tira, którego kierowca nie mógł zapanować nad kierownicą. Mama próbowała zahamować, ale było za późno. Zderzyli się ze sobą. Zginęła na miejscu. Ja, nieświadomy tego co właśnie się stało czekałem podenerwowany siedząc na drewnianym krześle przed gabinetem dyrektora. Nagle rozebrzmiał głos telefonu. Widziałem, że twarz sekretarki pobladła. Podeszła do mnie wolnym krokiem i powiedziała, że ma mi coś ważnego do powiedzenia.

-No to niech pani mówi-uniosłem się
-Harry..-zatrzymała głos – Twoja mama miała wypadek.
-Co kurwa !!!
-Wiem, że to trudne ale musisz się z tym pogodzić
-Jak to miała wypadek! Jaja sobie robisz ! Przecież miała tu zaraz być !- wrzeszczałem przerażony
-Tak wiem, ale zderzyła się z tirem na autostradzie i … Bardzo mi przykro
-Co! Przykro Ci ! Jak może Ci być kurwa przykro ! Moja mama nie żyję !- płakałem

Pierwszy raz od kiedy tata nas zostawił, a było to bardzo dawno temu. Zostałem sam. Totalnie sam. Co ze mną będzie ? Pójdę do domu dziecka ? Gemma nie zajmie się mną, ona ma swoją pracę, chłopaka.  Gdyby nie ta bójka z Zaynem moja rodzicielka nie musiała by po mnie przyjeżdżać. Dlaczego znowu to zrobiłem ? A przecież prosiła mnie. Myśli kłębiły się w mojej głowie. Z każdą następną popadałem w większy płacz. Sekretarka odeszła. Wróciła do swojej pracy. W sumie co kobieta mogła zrobić mają przed sobą załamanego piętnastolatka, który wpadł w histerię. Pozostało mi teraz tylko czekać, aż ktoś po mnie przyjedzie jeśli w ogóle coś takiego miało się zdarzyć.  Po niecałych piętnastu minutach zjawiła się moja kochana siostra. Była w opłakanym stanie. Ręce trzęsły jej się nie miłosiernie. Widziałem, ze nie wie co powiedzieć. Zanim cokolwiek zrobiłem wydukała te kilka słów.

- Ja po Harre'go Styles
- A tak pani to Gemma jak mam rozumieć ? – zapytała kobieta
-Tak proszę pani- spuściła głowę nie chcą utrzymywać większego kontaktu
-Może go pani zabrać
Wstałem z krzesła biorąc ją za ramię i prowadząc na korytarz. Tego co się stało chyba nikt by się nie spodziewał. Rzuciła się na moje ramiona mocno je obłapując. Choć była ode mnie starsza o prawie dziesięć lat mama nadal uważała ją za dziecko.  Przytuliłem siostrę i powolnym krokiem ruszyliśmy do samochodu stojącego na szkolnym parkingu. Bałem się zapytać jak teraz będzie wyglądało moje życie. Do tej pory nie było zbyt kolorowe, ale podobało mi się. Kumple, rodzina coś normalnego a teraz ? W oczach Gemmy wciąż błyskały pojedyncze łzy .

- Harry – zaczęła nieśmiało
- Tak ?
- Pojedziesz ze mną do Londynu.
- Co ?- wrzasnąłem
- Hazz spokojnie, to jedyne wyjście. Nie mogę przecież zostawić Cię tu samego ani oddać do domu dziecka tego bym sobie nie wybaczyła. Więc postanowiłam, że zabiorę Cię do Londynu.
- Skąd wiesz, że tego właśnie chcę ? Nigdy nie obchodziło Cię moje życie, a teraz nagle jak mamy już nie ma chcesz naprawić wszystkie relacje ?!
-Hazza nic Cię tu nie trzyma! Sprzedamy domu i razem ze mną pojedziesz do stolicy. To jedyne wyjście.
-Ale ja nie chcę. Mam tu przyjaciół, wychowałem się w tym mieście. Tu jest mój dom Gemma.
- Wiem i bardzo żałuję, ale nie mam innego wyjścia. Jeśli nie pojedziesz ze mną opieka społeczna odda cię do jakiejś rodziny zastępczej, a tego nie chcemy prawda ?
-Prawda- przytaknąłem rozgoryczony
-Pojedziemy do domu, spakujesz się, zjemy kolację i jedziemy – ucałowałam czule moje czoła po czym wsiadła do samochodu.
Jechaliśmy w ciszy oglądając krajobrazy za oknem, których więcej nie zobaczę. To było coś strasznego. Moje całe życie wywróciło się do góry nogami przez jeden jebany wypadek. Wiem, że z Gemmą nie będzie tak źle, ale Londyn. Nowe miasto, nowa szkoła, nowi znajomi. Będę sam. Tu byłem znany, każdy chciał ze mną zamienić chociażby słówko a żeby potem chwalić się przed znajomymi jak to rozmawiał z wielkim panem Stylesem. Po około piętnastu minutach znaleźliśmy się pod małym domkiem z cegły.  Otwarłem drzwi  i zacząłem powoli wspinać się po schodach. Jeszcze rano było tu czuć ten piękny zapach dymu i świeżych naleśników. Wyciągnąłem z małej szafki plecak i wkładając do niego najpotrzebniejsze rzeczy oglądałem każdy skrawek pokoju. Było tak cicho, nikt nic nie mówił, nie grała muzyka. Podszedłem do nocnego stolika na którym stała kolekcja zdjęć. Włożyłem każde z nich do torby lekko owijając ubraniami. Jeszcze raz obiegłem oczami pomieszczenie po czym zatrzasnąłem drzwi.


Trzy godziny później byłem już w stolicy. Stanęliśmy przed starą kamienicą pokrytą odpadającym tynkiem. Okolica nie była za ciekawa, ale pewnie się do niej przyzwyczaję. Gemma otworzyłam bagażnik, a ja wyciągnąłem z niego walizkę i wielkie pudło. Skierowaliśmy się do drugiej klatki. Wchodząc po schodach czułem smród zdechłych zwierząt i nieświeżej atmosfery.
- Harry, ja wiem że może tu nie jest i nie będzie jak w domu ale postaraj zaakceptować się to że będziesz ze mną mieszkać . Dobrze ?
- Pewnie. Na pewno będzie fajnie – powiedziałem wymuszając lekki uśmiech
-Dziękuję- powiedziała i otworzyła mahoniowe drzwi

Stanąłem w korytarzu spoglądając na salon. Był przytulny, pomalowany na ciepłe kolory.  Wszystko wokół było takie ładne i przyjemne. Położyłem karton na posadzkę wchodząc w głąb mieszkania. Usiadłem na kanapie i włączyłem telewizor. Właśnie leciała powtórka X-Factor'a. Uwielbiałem ten program. Zawsze można się pośmiać z ludzi, którzy przychodzą i myślą że są wielce utalentowani. 
-Hazz może chciałbyś zobaczyć swój pokój ?
-To ja mam pokój ? – wytrzeszczyłem oczy
-Oczywiście, ze masz a myślałeś, że będziesz spać na kanapie.
-Szczerze ? Właśnie tak.
-Chodź, zaprowadzę Cię.

Weszliśmy po małych schodkach w korytarzu prowadzących na poddasze. Na końcu korytarza były 3 pokoje i 2 łazienki. Spojrzałem znacząco na siostrę. Kierowaliśmy się dalej prosto, aż nagle Gemma skręciła w prawo. Wparowała do dużego, niebieskiego pokoju z panoramom Nowego Jorku na ścianie.
-Może być ?
-Jest cudowny- zdołałem wydukać
- Cieszę się, że ci się podoba kochanie. Może chciałbyś się zdrzemnąć ?
-Powinno to dobrze mi zrobić.
-To ja już pójdę przygotować kolacją, a ty się rozgość.

Opadłem zmęczony na wielkie wodne łóżko. Pokój wydawał się ogromny. Pod oknem stało biuro, na nim mała lampka i kilka fotografii. W drugi końcu znajdowała się ciemno brązowa szafa i dwie komody. Na środku stało łóżko okryte kolorową pościelą.  Zamknąłem oczy i odpłynąłem do krainy Morfeusza czekając na nowe wydarzenia kolejnych dni. 

czwartek, 4 października 2012

Notatka organizacyjna

        Wiam was na moim blogu :D

To mój pierwszy blog o Larry'm. Wiem, że to nietypowe ale nie będzie prologu. Wrzucę od razu pierwszy rozdział. Na razie mam tylko 4 strony, a chciałabym aby rozdziały były dość długie więc troszkę poczekacie. Mam nadzieję że spodoba wam się ta historia i będziecie wiernymi czytelnikami. Pozdrawiam Wszystkich Ewa.






Historia całkowicie fikcyjna. One Direction nie istnieje. Zabrania się kopiowania.