Przepraszam, że tak długo nic nie pisałam. Tak wiem już ponad miesiąc, ale nie miałam weny, a pisanie na siłę jest bez sensu. Za to dziś po ponownym przeczytaniu 8 rozdziału postanowiłam, że nie mogę tak zostawić tego opowiadania i skończę je. Za namową mojej bff Izabeli napisałam dla was dzisiejszy rozdział i to jej go dedykuje ♥ Love you ♥ Za to, że tak długo nic nie było macie tu troszkę mocniejszego Zialla. Miłego czytania ♥
_____________________________________________________________
„Oczami Harry’ego”
Minął tydzień od nieszczęsnego zdarzenia w kręgielni. Wszystko toczyło się po staremu. No cóż może poza moim związkiem z Louis’m.
Boże czy to właściwie można nazwać związkiem. Byliśmy ze sobą niecałe dwa tygodnie, a potem zaczęło się psuć. Czuję się nie pewnie.
Nie widujemy się, a to boli. Tak cholernie boli. Ostatnie parę dni spędziłem w domu z Gemmą. Zbliżały się moje urodziny i miałem małą nadzieję, że nic nie zaplanowała. Nie lubiłem urodzinowych niespodzianek, a tym bardziej po takim rozstaniu.
Boże cały czas mówię o rozstaniu, a nie byliśmy razem. No nazywałem go moim chłopakiem, ale jak widać to nic nie znaczy.
Leżałem skulony, okryty szczelnie grubą kołdrą. Nie miałem siły by otworzyć laptop i obejrzeć twitter’a. To wszystko było jak fikcja. Całe moja życie. To nie mogło się stać. To musi być, tak musi jeden wielki sen. Oj jak bardzo bym tego chciał.
-Harry !!
-Co ?!
-Mam tego dość ! Natychmiast wstajesz i idziesz do szkoły ! Nie możesz tyle wagarować !
-Gem, naprawdę nie jestem w nastroju by iść.
-Nie interesuje mnie twój nastrój! Ubierasz się i idziesz !
-Gemma !
-Haroldzie Edwardzie Styles nie dyskutuj ze mną rozumiesz ?!
-Dobra.
Zwlekłem swoje ociężałe ciało z łóżka pomału krocząc ku szafie. Wyciągnąłem z niej szarą koszulkę Killersów i wytarte dżinsy. Na wierzch zarzuciłem rozciągnięty sweter. Zgarnąłem książki do plecaka i trzasnąłem drzwiami wychodząc. Było chłodno. Nie bardzo, ale zawsze. Styczeń to piękny miesiąc. Drzewa pokryte białą kopułą śniegu rozciągające się wzdłuż ulic. Rozgwieżdżone niebo w zimne wieczory. Delikatny i cichy śpiew ptaków o poranku.
Otwarłem mosiężne drzwi szkoły, wolnym krokiem zmierzałem w stronę klasy. I tak jestem spóźniony, więc nauczyciel będzie robił problemy.
-Dzień Dobry.
-Dobry ? Dla kogo dobry, dla tego dobry Styles. Siadaj.
-To zamierzałem zrobić.
-Słucham ?
-Dobra już nic nie mówię. Pójdę usiąść do swojej ulubionej ławki i będę grzecznie słuchał. Pasuje.
-Styles jak ty się odnosisz ?
-Normalnie. Nie pasuje Ci ? Nie musisz tu uczyć !
Poczułem ciepłą dłoń na ramieniu. Tak. To była jego dłoń. Gładził mój obojczyk próbując mnie uspokoić.
-Zabieraj te łapy i spierdalaj Tomlinson!
-Harry co…co się dzieje ?
- O ty już kurwa dobrze wiesz co !!
-Harry.
-Powiedziałem spierdalaj i daj mi już wreszcie spokój.!
Poczłapałem do ławki uderzając niebezpiecznie o kant parapetu. Serce biło mi jak oszalałem widząc zdezorientowanego Lou, stojącego na środku z takim wyrazem twarzy.
Dobrze mu tak! Zasłużył na to! Po tym co mi zrobił !
„Oczami Niall’a”
Trzymali mnie jeszcze kilka dni w szpitalu. Lekarz powiedział, że mam odpoczywać i mogę zrobić sobie kilka dni wolnego od szkoły. Z moim sercem już lepiej. Codziennie zażywanie tabletek nie jest takie złe jeśli może uratować Ci życie. Po południu miałem spotkać się z Zayn’em, ale on zabronił mi wychodzić i powiedział, że wpadnie. Siedziałem na salonowej kanapie oparty o poduszki oglądając denny serial i jedząc chipsy.
-Cześć.
-Zayn!!!
-Też Cię kocham.
-Wiem
-Jak się dziś czujesz ?
-Dobrze, ale nie o tym chciałem porozmawiać.
-Stało się coś ważnego ?
-Zayn, no bo ja.. jak by to no
-Prostu z mostu
-Chcę żebyś mi wyjaśnił tą całą kłótnię.
-Nie wiem o czym mówisz
-Zayn, nie udawaj. Dobrze wiesz, że chodzi mi o to co wydarzyło się w kręgielni
- I co mam Ci wyjaśnić! Chyba wszystko było jasne !
-Tak najlepiej się wydrzeć i iść no nie ?
-Nie, ale ja po prostu nie wiem co mam wyjaśniać.
-Powiesz mi o kogo chodziło
-Kiedy ?
-Zayn !!!
-Niall proszę cię.
-O co ?
-Musimy o tym rozmawiać?
-Chciałbym wiedzieć kogo miał na myśli mój chłopak, jeśli mogę Cie tak nazwać mówiąc, że kogoś kochał.
-Naprawdę to ważne ?
-Tak
-Miałem na myśli… ehh
-Zayn..
-Harry’ego okej ? Zadowolony?
-Dziękuję.
-Za co ?
-Bo powiedziałeś mi prawdę, której domyślałem się od początku.
-To po co te męczarnie?
-Chciałem wiedzieć czy mi zaufasz.
Zayn objął mnie ramieniem i złożył soczysty pocałunek na moim czole. Złapałem jego dłoń delikatnie nakazując kierunek jego postoju. Małymi kroczkami zbliżaliśmy się do schodów prowadzący tuż do mojego małego pokoju. Od tak dawna tego nie robiłem. Chciałem wreszcie zaznać tej rozkoszy. Zamaszystym ruchem otworzyłem drzwi i wepchnąłem Zayn’a wprost na łóżko. Siedział z wielkim uśmiechem na ustach przyglądając się mi.
Delikatnie przejechałem językiem po ustach. Widziałem jak jego spodnie robią się coraz to ciaśniejsze, aż wreszcie doszły do takiego stanu, że jeden ruch mógł spowodować ich pęknięcie. Usiadłem na kolanach mojego chłopaka składając gwałtowne pocałunki na jego szyi. Zjechałem rękami niżej gładząc jego nagą klatkę piersiową. Zayn wiercił się pode mną z rozkoszy. Zaczynając od szyi zostawiałem coraz to większe malinki na jego ciele. Zjeżdżałem językiem uwodzicielsko zahaczając zębami o każdy z jego stojących sutków.
Wyznaczyłem mokrą ścieżkę prowadzącą to jego podbrzusza. Szarpnąłem zębami za guzik by pozbyć się spodni Zayn’a. Uniósł biodra do góry pomagając mi tym samym. Przejechałem językiem po jego już dawno stojącej męskości. Opuściłem bokserki biorąc do buzi całego przyjaciela mojego chłopaka. Jęki, które Zayn wydawał z siebie jeszcze bardziej utwierdzały mnie w przekonaniu, że robię to dobrze. Jego penis zadrżał w moich ustach i wtedy przestałem.
-Ej, ej, ej co to ma być ?
-Jak co ? koniec przyjemności kochaniutki.
-No chyba żartujesz.
Przyciągnął mnie do siebie wpijając się w moje usta. Delikatnie gładził dłonią moją męskość z nadzieją, że uda mu się doprowadzić mnie do samej granicy. Odwrócił mnie i położył na plecach. Podniósł jedną nogę opierając ją sobie na ramieniu.
-Niall jesteś pewny ?
-Oczywiście, że jestem idioto. Zrób to wreszcie !
Zayn wszedł we mnie z miłym jękiem. Poczułem lekki ból w dole brzuch, lecz po chwili moje ciało oddało się rozkoszy zadawanej przez mojego kochanka. Chłopak ruszał się coraz szybciej i z większą energią łącznie w tym samym tempie obciągając mi. Czułem, że koniec jest blisko. Zayn zacisnął mocniej ręce i poruszył się jeszcze dwa razy. Poczułem ciepłą maź na swoim brzuch jak również w środku. Doszliśmy równocześnie. Zmęczony opadł na mnie wtulając się w moją pierś i zasypiając.
_____________________________________________________________
„Oczami Harry’ego”
Minął tydzień od nieszczęsnego zdarzenia w kręgielni. Wszystko toczyło się po staremu. No cóż może poza moim związkiem z Louis’m.
Boże czy to właściwie można nazwać związkiem. Byliśmy ze sobą niecałe dwa tygodnie, a potem zaczęło się psuć. Czuję się nie pewnie.
Nie widujemy się, a to boli. Tak cholernie boli. Ostatnie parę dni spędziłem w domu z Gemmą. Zbliżały się moje urodziny i miałem małą nadzieję, że nic nie zaplanowała. Nie lubiłem urodzinowych niespodzianek, a tym bardziej po takim rozstaniu.
Boże cały czas mówię o rozstaniu, a nie byliśmy razem. No nazywałem go moim chłopakiem, ale jak widać to nic nie znaczy.
Leżałem skulony, okryty szczelnie grubą kołdrą. Nie miałem siły by otworzyć laptop i obejrzeć twitter’a. To wszystko było jak fikcja. Całe moja życie. To nie mogło się stać. To musi być, tak musi jeden wielki sen. Oj jak bardzo bym tego chciał.
-Harry !!
-Co ?!
-Mam tego dość ! Natychmiast wstajesz i idziesz do szkoły ! Nie możesz tyle wagarować !
-Gem, naprawdę nie jestem w nastroju by iść.
-Nie interesuje mnie twój nastrój! Ubierasz się i idziesz !
-Gemma !
-Haroldzie Edwardzie Styles nie dyskutuj ze mną rozumiesz ?!
-Dobra.
Zwlekłem swoje ociężałe ciało z łóżka pomału krocząc ku szafie. Wyciągnąłem z niej szarą koszulkę Killersów i wytarte dżinsy. Na wierzch zarzuciłem rozciągnięty sweter. Zgarnąłem książki do plecaka i trzasnąłem drzwiami wychodząc. Było chłodno. Nie bardzo, ale zawsze. Styczeń to piękny miesiąc. Drzewa pokryte białą kopułą śniegu rozciągające się wzdłuż ulic. Rozgwieżdżone niebo w zimne wieczory. Delikatny i cichy śpiew ptaków o poranku.
Otwarłem mosiężne drzwi szkoły, wolnym krokiem zmierzałem w stronę klasy. I tak jestem spóźniony, więc nauczyciel będzie robił problemy.
-Dzień Dobry.
-Dobry ? Dla kogo dobry, dla tego dobry Styles. Siadaj.
-To zamierzałem zrobić.
-Słucham ?
-Dobra już nic nie mówię. Pójdę usiąść do swojej ulubionej ławki i będę grzecznie słuchał. Pasuje.
-Styles jak ty się odnosisz ?
-Normalnie. Nie pasuje Ci ? Nie musisz tu uczyć !
Poczułem ciepłą dłoń na ramieniu. Tak. To była jego dłoń. Gładził mój obojczyk próbując mnie uspokoić.
-Zabieraj te łapy i spierdalaj Tomlinson!
-Harry co…co się dzieje ?
- O ty już kurwa dobrze wiesz co !!
-Harry.
-Powiedziałem spierdalaj i daj mi już wreszcie spokój.!
Poczłapałem do ławki uderzając niebezpiecznie o kant parapetu. Serce biło mi jak oszalałem widząc zdezorientowanego Lou, stojącego na środku z takim wyrazem twarzy.
Dobrze mu tak! Zasłużył na to! Po tym co mi zrobił !
„Oczami Niall’a”
Trzymali mnie jeszcze kilka dni w szpitalu. Lekarz powiedział, że mam odpoczywać i mogę zrobić sobie kilka dni wolnego od szkoły. Z moim sercem już lepiej. Codziennie zażywanie tabletek nie jest takie złe jeśli może uratować Ci życie. Po południu miałem spotkać się z Zayn’em, ale on zabronił mi wychodzić i powiedział, że wpadnie. Siedziałem na salonowej kanapie oparty o poduszki oglądając denny serial i jedząc chipsy.
-Cześć.
-Zayn!!!
-Też Cię kocham.
-Wiem
-Jak się dziś czujesz ?
-Dobrze, ale nie o tym chciałem porozmawiać.
-Stało się coś ważnego ?
-Zayn, no bo ja.. jak by to no
-Prostu z mostu
-Chcę żebyś mi wyjaśnił tą całą kłótnię.
-Nie wiem o czym mówisz
-Zayn, nie udawaj. Dobrze wiesz, że chodzi mi o to co wydarzyło się w kręgielni
- I co mam Ci wyjaśnić! Chyba wszystko było jasne !
-Tak najlepiej się wydrzeć i iść no nie ?
-Nie, ale ja po prostu nie wiem co mam wyjaśniać.
-Powiesz mi o kogo chodziło
-Kiedy ?
-Zayn !!!
-Niall proszę cię.
-O co ?
-Musimy o tym rozmawiać?
-Chciałbym wiedzieć kogo miał na myśli mój chłopak, jeśli mogę Cie tak nazwać mówiąc, że kogoś kochał.
-Naprawdę to ważne ?
-Tak
-Miałem na myśli… ehh
-Zayn..
-Harry’ego okej ? Zadowolony?
-Dziękuję.
-Za co ?
-Bo powiedziałeś mi prawdę, której domyślałem się od początku.
-To po co te męczarnie?
-Chciałem wiedzieć czy mi zaufasz.
Zayn objął mnie ramieniem i złożył soczysty pocałunek na moim czole. Złapałem jego dłoń delikatnie nakazując kierunek jego postoju. Małymi kroczkami zbliżaliśmy się do schodów prowadzący tuż do mojego małego pokoju. Od tak dawna tego nie robiłem. Chciałem wreszcie zaznać tej rozkoszy. Zamaszystym ruchem otworzyłem drzwi i wepchnąłem Zayn’a wprost na łóżko. Siedział z wielkim uśmiechem na ustach przyglądając się mi.
Delikatnie przejechałem językiem po ustach. Widziałem jak jego spodnie robią się coraz to ciaśniejsze, aż wreszcie doszły do takiego stanu, że jeden ruch mógł spowodować ich pęknięcie. Usiadłem na kolanach mojego chłopaka składając gwałtowne pocałunki na jego szyi. Zjechałem rękami niżej gładząc jego nagą klatkę piersiową. Zayn wiercił się pode mną z rozkoszy. Zaczynając od szyi zostawiałem coraz to większe malinki na jego ciele. Zjeżdżałem językiem uwodzicielsko zahaczając zębami o każdy z jego stojących sutków.
Wyznaczyłem mokrą ścieżkę prowadzącą to jego podbrzusza. Szarpnąłem zębami za guzik by pozbyć się spodni Zayn’a. Uniósł biodra do góry pomagając mi tym samym. Przejechałem językiem po jego już dawno stojącej męskości. Opuściłem bokserki biorąc do buzi całego przyjaciela mojego chłopaka. Jęki, które Zayn wydawał z siebie jeszcze bardziej utwierdzały mnie w przekonaniu, że robię to dobrze. Jego penis zadrżał w moich ustach i wtedy przestałem.
-Ej, ej, ej co to ma być ?
-Jak co ? koniec przyjemności kochaniutki.
-No chyba żartujesz.
Przyciągnął mnie do siebie wpijając się w moje usta. Delikatnie gładził dłonią moją męskość z nadzieją, że uda mu się doprowadzić mnie do samej granicy. Odwrócił mnie i położył na plecach. Podniósł jedną nogę opierając ją sobie na ramieniu.
-Niall jesteś pewny ?
-Oczywiście, że jestem idioto. Zrób to wreszcie !
Zayn wszedł we mnie z miłym jękiem. Poczułem lekki ból w dole brzuch, lecz po chwili moje ciało oddało się rozkoszy zadawanej przez mojego kochanka. Chłopak ruszał się coraz szybciej i z większą energią łącznie w tym samym tempie obciągając mi. Czułem, że koniec jest blisko. Zayn zacisnął mocniej ręce i poruszył się jeszcze dwa razy. Poczułem ciepłą maź na swoim brzuch jak również w środku. Doszliśmy równocześnie. Zmęczony opadł na mnie wtulając się w moją pierś i zasypiając.
1 komentarz:
WIESZ, ŻE O TO TYM SPOSOBEM DOPROWADZIŁAŚ DO ZATRZYMANIA PRACY MOJEGO SERCA?
Ten rozdział jest cudowny. Ty jesteś cudowna! Wiedziałam, że kiedyś napiszesz ten rozdział, warto było cię męczyć! Mam nadzieje, że szybko dodasz następny, że cię nie opuści wena, że Lou i Hazzah się kiedyś podogzą i będą żyć ze sobą w szczęściu
Uwielbiam twojego Zialla <3
ICH LIEBE DICH
JE T'AIME
KOCHAM CIĘ
TE AMO
I LOVE YOU
IS BREA LIOM TU
Prześlij komentarz