piątek, 5 października 2012

Rozdział pierwszy


             
Dlaczego życia jest takie trudne. Przysparza tylko kłopoty, które ciężko rozwiązać. Po co się urodziłem? Dlaczego świat istniał ? Przecież to nie potrzebne. Wszystko jest bez sensu. Tak, wiele pytań każdego dnia pojawiało się w mojej głowię. Dudniły nasilając podły humor, roztrzaskiwały moją czaszkę na miliony kawałeczków.  Wiem, że nie znam się na życiu. Te słowa słyszałem wiele razy. Jesteś na to za młody. A co ty wiesz człowieku. Zapytaj kiedy dorośniesz, ale ja nie jestem już mały dzieckiem. Wręcz przeciwnie, jestem młodym chłopakiem, który został sam na świecie. No może nie całkiem sam bo przecież mam siostrę, ale mamy już nie odzyskam. Tak  jak się pewnie już wszyscy domyślają nazywam się Harry Styles i właśnie tu chciałem opowiedzieć wam moją historii.

                                                                                               
Odkąd pamiętam mieszkałem w Cholmes Hapel. Życie wiodło mi się jak każdemu nastolatkowi szkoła, dom, znajomi. Jednak wszystko zmieniło się po tym cholernym wypadku.
                Tak, uważam że to moja wina i do końca swoich dni będę tak myślał

Moja mama została wezwana do szkoły z powodu mojej bójki z kolegą. Było pochmurnie, więc niechętnie wsiadła w samochód i udała się wprost do placówki. Jechała krajową ósemką odbierając telefon od Gemmy.

-Mamo będę dziś później, nie czekaj z kolacją
-Dobrze kochanie, nic się nie stało. Właśnie jadę po Harrego znowu bił się z Zaynem.
-Czy on kiedyś nauczy się go ignorować ?!- powiedziała poirytowana
-Bardzo bym tego chciała, ale teraz już kończę.
-Widzimy się wieczorem.
Rozłączyła się rzucając komórkę na przednie siedzenie.  Podniosła wzrok i zobaczyła jadącego z pełną prędkością tira, którego kierowca nie mógł zapanować nad kierownicą. Mama próbowała zahamować, ale było za późno. Zderzyli się ze sobą. Zginęła na miejscu. Ja, nieświadomy tego co właśnie się stało czekałem podenerwowany siedząc na drewnianym krześle przed gabinetem dyrektora. Nagle rozebrzmiał głos telefonu. Widziałem, że twarz sekretarki pobladła. Podeszła do mnie wolnym krokiem i powiedziała, że ma mi coś ważnego do powiedzenia.

-No to niech pani mówi-uniosłem się
-Harry..-zatrzymała głos – Twoja mama miała wypadek.
-Co kurwa !!!
-Wiem, że to trudne ale musisz się z tym pogodzić
-Jak to miała wypadek! Jaja sobie robisz ! Przecież miała tu zaraz być !- wrzeszczałem przerażony
-Tak wiem, ale zderzyła się z tirem na autostradzie i … Bardzo mi przykro
-Co! Przykro Ci ! Jak może Ci być kurwa przykro ! Moja mama nie żyję !- płakałem

Pierwszy raz od kiedy tata nas zostawił, a było to bardzo dawno temu. Zostałem sam. Totalnie sam. Co ze mną będzie ? Pójdę do domu dziecka ? Gemma nie zajmie się mną, ona ma swoją pracę, chłopaka.  Gdyby nie ta bójka z Zaynem moja rodzicielka nie musiała by po mnie przyjeżdżać. Dlaczego znowu to zrobiłem ? A przecież prosiła mnie. Myśli kłębiły się w mojej głowie. Z każdą następną popadałem w większy płacz. Sekretarka odeszła. Wróciła do swojej pracy. W sumie co kobieta mogła zrobić mają przed sobą załamanego piętnastolatka, który wpadł w histerię. Pozostało mi teraz tylko czekać, aż ktoś po mnie przyjedzie jeśli w ogóle coś takiego miało się zdarzyć.  Po niecałych piętnastu minutach zjawiła się moja kochana siostra. Była w opłakanym stanie. Ręce trzęsły jej się nie miłosiernie. Widziałem, ze nie wie co powiedzieć. Zanim cokolwiek zrobiłem wydukała te kilka słów.

- Ja po Harre'go Styles
- A tak pani to Gemma jak mam rozumieć ? – zapytała kobieta
-Tak proszę pani- spuściła głowę nie chcą utrzymywać większego kontaktu
-Może go pani zabrać
Wstałem z krzesła biorąc ją za ramię i prowadząc na korytarz. Tego co się stało chyba nikt by się nie spodziewał. Rzuciła się na moje ramiona mocno je obłapując. Choć była ode mnie starsza o prawie dziesięć lat mama nadal uważała ją za dziecko.  Przytuliłem siostrę i powolnym krokiem ruszyliśmy do samochodu stojącego na szkolnym parkingu. Bałem się zapytać jak teraz będzie wyglądało moje życie. Do tej pory nie było zbyt kolorowe, ale podobało mi się. Kumple, rodzina coś normalnego a teraz ? W oczach Gemmy wciąż błyskały pojedyncze łzy .

- Harry – zaczęła nieśmiało
- Tak ?
- Pojedziesz ze mną do Londynu.
- Co ?- wrzasnąłem
- Hazz spokojnie, to jedyne wyjście. Nie mogę przecież zostawić Cię tu samego ani oddać do domu dziecka tego bym sobie nie wybaczyła. Więc postanowiłam, że zabiorę Cię do Londynu.
- Skąd wiesz, że tego właśnie chcę ? Nigdy nie obchodziło Cię moje życie, a teraz nagle jak mamy już nie ma chcesz naprawić wszystkie relacje ?!
-Hazza nic Cię tu nie trzyma! Sprzedamy domu i razem ze mną pojedziesz do stolicy. To jedyne wyjście.
-Ale ja nie chcę. Mam tu przyjaciół, wychowałem się w tym mieście. Tu jest mój dom Gemma.
- Wiem i bardzo żałuję, ale nie mam innego wyjścia. Jeśli nie pojedziesz ze mną opieka społeczna odda cię do jakiejś rodziny zastępczej, a tego nie chcemy prawda ?
-Prawda- przytaknąłem rozgoryczony
-Pojedziemy do domu, spakujesz się, zjemy kolację i jedziemy – ucałowałam czule moje czoła po czym wsiadła do samochodu.
Jechaliśmy w ciszy oglądając krajobrazy za oknem, których więcej nie zobaczę. To było coś strasznego. Moje całe życie wywróciło się do góry nogami przez jeden jebany wypadek. Wiem, że z Gemmą nie będzie tak źle, ale Londyn. Nowe miasto, nowa szkoła, nowi znajomi. Będę sam. Tu byłem znany, każdy chciał ze mną zamienić chociażby słówko a żeby potem chwalić się przed znajomymi jak to rozmawiał z wielkim panem Stylesem. Po około piętnastu minutach znaleźliśmy się pod małym domkiem z cegły.  Otwarłem drzwi  i zacząłem powoli wspinać się po schodach. Jeszcze rano było tu czuć ten piękny zapach dymu i świeżych naleśników. Wyciągnąłem z małej szafki plecak i wkładając do niego najpotrzebniejsze rzeczy oglądałem każdy skrawek pokoju. Było tak cicho, nikt nic nie mówił, nie grała muzyka. Podszedłem do nocnego stolika na którym stała kolekcja zdjęć. Włożyłem każde z nich do torby lekko owijając ubraniami. Jeszcze raz obiegłem oczami pomieszczenie po czym zatrzasnąłem drzwi.


Trzy godziny później byłem już w stolicy. Stanęliśmy przed starą kamienicą pokrytą odpadającym tynkiem. Okolica nie była za ciekawa, ale pewnie się do niej przyzwyczaję. Gemma otworzyłam bagażnik, a ja wyciągnąłem z niego walizkę i wielkie pudło. Skierowaliśmy się do drugiej klatki. Wchodząc po schodach czułem smród zdechłych zwierząt i nieświeżej atmosfery.
- Harry, ja wiem że może tu nie jest i nie będzie jak w domu ale postaraj zaakceptować się to że będziesz ze mną mieszkać . Dobrze ?
- Pewnie. Na pewno będzie fajnie – powiedziałem wymuszając lekki uśmiech
-Dziękuję- powiedziała i otworzyła mahoniowe drzwi

Stanąłem w korytarzu spoglądając na salon. Był przytulny, pomalowany na ciepłe kolory.  Wszystko wokół było takie ładne i przyjemne. Położyłem karton na posadzkę wchodząc w głąb mieszkania. Usiadłem na kanapie i włączyłem telewizor. Właśnie leciała powtórka X-Factor'a. Uwielbiałem ten program. Zawsze można się pośmiać z ludzi, którzy przychodzą i myślą że są wielce utalentowani. 
-Hazz może chciałbyś zobaczyć swój pokój ?
-To ja mam pokój ? – wytrzeszczyłem oczy
-Oczywiście, ze masz a myślałeś, że będziesz spać na kanapie.
-Szczerze ? Właśnie tak.
-Chodź, zaprowadzę Cię.

Weszliśmy po małych schodkach w korytarzu prowadzących na poddasze. Na końcu korytarza były 3 pokoje i 2 łazienki. Spojrzałem znacząco na siostrę. Kierowaliśmy się dalej prosto, aż nagle Gemma skręciła w prawo. Wparowała do dużego, niebieskiego pokoju z panoramom Nowego Jorku na ścianie.
-Może być ?
-Jest cudowny- zdołałem wydukać
- Cieszę się, że ci się podoba kochanie. Może chciałbyś się zdrzemnąć ?
-Powinno to dobrze mi zrobić.
-To ja już pójdę przygotować kolacją, a ty się rozgość.

Opadłem zmęczony na wielkie wodne łóżko. Pokój wydawał się ogromny. Pod oknem stało biuro, na nim mała lampka i kilka fotografii. W drugi końcu znajdowała się ciemno brązowa szafa i dwie komody. Na środku stało łóżko okryte kolorową pościelą.  Zamknąłem oczy i odpłynąłem do krainy Morfeusza czekając na nowe wydarzenia kolejnych dni. 

1 komentarz:

heskimos pisze...

AW! Wiesz, że kocham Ciebie i Twoje opowiadania najbardziej na świecie! Z niecierpliwością czekam na ten magiczny piątek, w którym dodasz dwójeczkę. A może dodasz wcześniej? *.* Było by super!
Jest mi tylko smutno, że uśmierciłaś Anne, ale mam nadzieje, że już tego nie zrobisz. Utłukłabym Cię wałkiem. Serio.
Twój FAN NUMBER ONE!
http://tillthewordsdryout.blogspot.com/