„Oczami Harry’ego”
Nowy dzień, nowe wyzwania. Wstałem całkiem zaspany odrzucając kołdrę na bok. Na dworze było jeszcze dość ciemno, a większą część świata pokrywała mgła. Uniosłem się z łóżka, aby udać się do łazienki. Jak codziennie wykonałem poranne czynności. Ubrany zszedłem po małych schodkach do kuchni. Na stole stały już naleśniki. No to Gem się postarała tym razem. Usiadłem na krześle i wolno przeżuwałem posiłek. Godziny mijały, a ja wciąż tkwiłem w tym samym miejscu.
Całą noc rozmyślałem nad tym co wydarzyło się między Niall’em a Lou przed szkoły. Byli tylko przyjaciółmi, albo tylko mi się zdawało. No, ale mniejsza ten pocałunek nie wyglądał na przyjacielski, może jednak łączy ich coś więcej. W mojej głowie aż roiło się od pytań, których bałem się zadać. Spojrzałem na zegar, była dopiero siódma, więc ruszyłem swoje wielkie dupsko i podreptałem do salonu.
*
„Oczami Niall’a”
Wstałem, a raczej obudził mnie dźwięk dzwoniącego telefonu. Przetarłem oczy spoglądając na świecący ekran. Szybkim ruchem odblokowałem urządzenie czytając tekst wiadomości.
„Hej słonko. Co zamierzasz dziś robić ? Boże nawet sobie nie wyobrażasz jak tęsknie.”
Uśmiech momentalnie malował się na mojej twarzy. Wreszcie komuś na mnie zależało. Poczułem się taki spełniony, ale za razem rozgoryczony tym, że nie możemy się jeszcze spotkać. Nacisnąłem nową wiadomość, by po chwili wystukać tekst na klawiaturze.
„Hej misiu. Dziś jak codziennie będę tęsknił za Tobą i chyba spotkam się z przyjaciółmi. Chciałbym Cię w końcu znowu zobaczyć i przytulić.”
Nacisnąłem wyślij i czekałem na odpowiedź. Już po chwili mój telefon zabrzęczał.
„Jeju nawet nie wiesz jak bardzo też bym tego chciał, ale mam małą niespodziankę. Ubłagałem mamę i na jakiś czas zamieszkam z ciotką w Londynie.”
Moje oczy wyszły z orbit. Mój ukochany miał być tak blisko mnie i to już za niedługo. Niestety teraz musiałem zbierać się do szkoły i zakończyć konwersację z nim. Wystukałem jeszcze jednego krótkiego sms’a .
„Cieszę się bardzo, ale to bardzo. Tylko teraz muszę już zbierać do szkoły. Pogadamy wieczorem. Zadzwonię.”
Szybko wrzuciłem na siebie rurki i koszulkę i byłem gotowy do wyjścia. Nagle w całym domu rozległ się dzwonek. Zbiegłem po krętych schodach otwierając drzwi. Przed moimi oczami ukazał się smutny Lou i Liam. Obaj nie mieli dobrych humorów. Jedynie ja w tej chwili emanowałem szczęściem.
-Chłopaki co wy tacy przygnębieni?
-Mam kryzys z Dan.
-Jaa.. no sam zresztą wiesz.
-Jeju nie załamujemy się, a cieszymy życiem.
-A ty czemu jesteś taki szczęśliwy?-zapytał Li
-Bo no Lou ja Ci wczoraj mówiłem o tym chłopaku pamiętasz prawda?
-No tak pamiętam.
-To dziś się właśnie dowiedziałem, że przeprowadzi się do Londynu.
-Jakie to romantyczne.-po tych słowach Liam lekko się zaczerwienił.
-No może trochę.
-Więc kiedy nam go przedstawisz?
-Jeszcze nie wiem, ale zrobię to jak najszybciej.
-Jak dobrze, że chociaż jeden z nas jest szczęśliwy w tej chwili.- oczy Lou zaszły łzami
-Louu proszę Cię porozmawiaj z nim. Wyjaśnij, on na pewno też czuję się zagubiony w tej sytuacji, a Twoje zachowanie wcale tu nie pomogło.
-Wiem, postaram się dziś, ale nie jestem pewny czy dam radę.
-Dasz! My w Ciebie wierzymy.
-Dobra, dobra.
*
Nowy dzień, nowe wyzwania. Wstałem całkiem zaspany odrzucając kołdrę na bok. Na dworze było jeszcze dość ciemno, a większą część świata pokrywała mgła. Uniosłem się z łóżka, aby udać się do łazienki. Jak codziennie wykonałem poranne czynności. Ubrany zszedłem po małych schodkach do kuchni. Na stole stały już naleśniki. No to Gem się postarała tym razem. Usiadłem na krześle i wolno przeżuwałem posiłek. Godziny mijały, a ja wciąż tkwiłem w tym samym miejscu.
Całą noc rozmyślałem nad tym co wydarzyło się między Niall’em a Lou przed szkoły. Byli tylko przyjaciółmi, albo tylko mi się zdawało. No, ale mniejsza ten pocałunek nie wyglądał na przyjacielski, może jednak łączy ich coś więcej. W mojej głowie aż roiło się od pytań, których bałem się zadać. Spojrzałem na zegar, była dopiero siódma, więc ruszyłem swoje wielkie dupsko i podreptałem do salonu.
*
„Oczami Niall’a”
Wstałem, a raczej obudził mnie dźwięk dzwoniącego telefonu. Przetarłem oczy spoglądając na świecący ekran. Szybkim ruchem odblokowałem urządzenie czytając tekst wiadomości.
„Hej słonko. Co zamierzasz dziś robić ? Boże nawet sobie nie wyobrażasz jak tęsknie.”
Uśmiech momentalnie malował się na mojej twarzy. Wreszcie komuś na mnie zależało. Poczułem się taki spełniony, ale za razem rozgoryczony tym, że nie możemy się jeszcze spotkać. Nacisnąłem nową wiadomość, by po chwili wystukać tekst na klawiaturze.
„Hej misiu. Dziś jak codziennie będę tęsknił za Tobą i chyba spotkam się z przyjaciółmi. Chciałbym Cię w końcu znowu zobaczyć i przytulić.”
Nacisnąłem wyślij i czekałem na odpowiedź. Już po chwili mój telefon zabrzęczał.
„Jeju nawet nie wiesz jak bardzo też bym tego chciał, ale mam małą niespodziankę. Ubłagałem mamę i na jakiś czas zamieszkam z ciotką w Londynie.”
Moje oczy wyszły z orbit. Mój ukochany miał być tak blisko mnie i to już za niedługo. Niestety teraz musiałem zbierać się do szkoły i zakończyć konwersację z nim. Wystukałem jeszcze jednego krótkiego sms’a .
„Cieszę się bardzo, ale to bardzo. Tylko teraz muszę już zbierać do szkoły. Pogadamy wieczorem. Zadzwonię.”
Szybko wrzuciłem na siebie rurki i koszulkę i byłem gotowy do wyjścia. Nagle w całym domu rozległ się dzwonek. Zbiegłem po krętych schodach otwierając drzwi. Przed moimi oczami ukazał się smutny Lou i Liam. Obaj nie mieli dobrych humorów. Jedynie ja w tej chwili emanowałem szczęściem.
-Chłopaki co wy tacy przygnębieni?
-Mam kryzys z Dan.
-Jaa.. no sam zresztą wiesz.
-Jeju nie załamujemy się, a cieszymy życiem.
-A ty czemu jesteś taki szczęśliwy?-zapytał Li
-Bo no Lou ja Ci wczoraj mówiłem o tym chłopaku pamiętasz prawda?
-No tak pamiętam.
-To dziś się właśnie dowiedziałem, że przeprowadzi się do Londynu.
-Jakie to romantyczne.-po tych słowach Liam lekko się zaczerwienił.
-No może trochę.
-Więc kiedy nam go przedstawisz?
-Jeszcze nie wiem, ale zrobię to jak najszybciej.
-Jak dobrze, że chociaż jeden z nas jest szczęśliwy w tej chwili.- oczy Lou zaszły łzami
-Louu proszę Cię porozmawiaj z nim. Wyjaśnij, on na pewno też czuję się zagubiony w tej sytuacji, a Twoje zachowanie wcale tu nie pomogło.
-Wiem, postaram się dziś, ale nie jestem pewny czy dam radę.
-Dasz! My w Ciebie wierzymy.
-Dobra, dobra.
*
„Oczami Louis’ego”
Powolnym krokiem zbliżaliśmy się do szkoły. Wiedziałem, że jeśli nie wyjaśnię mu swojego zachowania może już nigdy się do mnie nie odezwać. Może to głupi pomysł, ale postanowiłem zaryzykować. Szukałem go w całej szkole lecz nigdzie ale to nigdzie nie było go. Zrezygnowany udałem się do sali od angielskiego. Zająłem swoje miejsce przy ścianie czekając na Harry’ego.
Wpadł do klasy dziesięć minut po dzwonku mocno zdyszany.
-A więc raczył pan przyjść, panie Styles.
-Ależ oczywiście, gdzie bym sobie odpuścił taką cudowną lekcję jaką jest angielski.
Zbliżał się do naszej ławki. Tak przez pewien czas zapomniałem, że ona jest nasza. Usiadł jak najdalej ode mnie mógł. Poczułem się strasznie. Zrobił to tak bezdusznie jakby brzydził się mojej osoby. Wyrwałem małą karteczkę z końca zeszytu i zapisałem na niej wiadomość
„Spotkaj się ze mną po szkole w bibliotece. Wszystko Ci wyjaśnię”.
Posłałem karteczkę po ławce czekając na jego reakcje.
Ujął ją w rękę i uważnie studiował każde słowo. Odwrócił się do mnie i kiwnął głową na znak, że się zgadza. Nagle w moim sercu zrobiło się bardzo gorąco. Dawno nie czułem czegoś takiego. Boże nigdy nie czułem czegoś takiego. Rozmarzyłem się na temat tego jak przebiegnie nasza rozmowa, że skończy się cudownie obejmiemy się i będzie pięknie. Mogła ona skończyć się zupełnie inaczej, ponieważ Harry mógłby nie wytrzymać mojego nacisku i po prostu uciec albo zwyczajnie w ogóle nie przyjść. To byłoby najgorsze.
„3 godziny później”
Czekałem już w bibliotece. Siedziałem przy małym stoliku mając nadzieję, że Hazza jednak się zjawi. Wszystko rozpierdalało mnie od środka. Czułem ucisk w sercu. Bałem się, cholernie bałem się tej rozmowy, ale nie mogę dłużej ukrywać uczuć do niego. Drzwi pomieszczenia zaskrzypiały i zza regału wyszedł nie kto inny jak Harry. Zbliżał się do mnie. Wstałem i wskazałem mu miejsce naprzeciwko siebie. Siedzieliśmy patrząc sobie w oczy, żaden z nas nie wiedział jak zacząć tą niezręczną rozmowę. W końcu przełamałem swój strach, bo to w końcu ja poprosiłem go żeby mnie wysłuchał.
-Harry-zacząłem pomału
-Lou widziałem Cię wczoraj z Niall’em- wypalił proso z mostu
-Ja nie wiem co powiedzieć.
-Powiedz to co zamierzałeś. Może po prostu wytłumacz mi swoje zachowanie bo zaczynam się w tym wszystkim gubić.
-Ja nie wiem jak.
-To po jakiego chuja kazałeś mi tu przyjść.? Najpierw obrażasz się na mnie bo nazwałem cię LouLou, potem gdy wszystko teoretycznie wróciło do normy uciekasz z sali zostawiając mnie tam całkiem rozkojarzonym, po czym widzę Cię na schodach przed szkołą namiętnie całującego się z Niall’em.-spojrzał na mnie z wyrzutem podnosząc się do wyjścia.
-Hazz czekaj.
-Na co? Na to, aż wreszcie weźmiesz się na odwagę i powiesz co chciałeś? Nie mam tyle czasu Lou.
-Ja naprawdę chcę Ci wyjaśnić
-No to zaczynaj. Nie mogę się doczekać.-był zdenerwowany
-Nie wiem od czego zacząć.
-Ja pierdole Lou albo teraz albo nigdy. Zacznij od tego czemu obściskiwałeś się z Niall’em może co?!
-My.. znaczy no kiedyś byliśmy jakby razem ale nie do końca.
-Co to znaczy nie do końca ?
-Boże Harry no obciągaliśmy sobie nawzajem to tyle.
-Wow
-Przepraszam nie chciałem, żeby to tak zabrzmiało
-Ale zabrzmiało. To skoro łączyło was coś dlaczego teraz się całowaliście? Lou ja nic już z twego nie rozumiem.
-Opowiem Ci wszystko od początku dobrze, ale to będzie bardzo długa historia
-Dobrze, tylko może nie tu. Dziwnie się czuję, gdy każdy może usłyszeć o czym mówimy.
-Jasne
Wyszliśmy ze szkoły wolnym krokiem kierując się do parku. Usiedliśmy na zielonej ławeczce oddalonej od placu zabaw w głębi zarośli. To była ławka, którą kiedyś pokazał mi Ben. Ten Ben.
-No więc Lou teraz już nikt nas nie usłyszy.
-Dobrze. Dwa lata temu poszedłem do nowej szkoły. Byłem nowy nie znałem nikogo. Już pierwszego dnia w oko wpadł mi pewien chłopak. Wiedziałem tylko, że jest ode mnie starszy. Z każdym dniem moja fascynacja nim rosła. W między czasie poznałem Liam’a i Niall’a. Staliśmy się przyjaciółmi. Tylko oni wiedzieli, że jestem gejem i podoba mi się ktoś ze szkoły. Pewnego dnia poszliśmy wszyscy na imprezę do dziewczyny ze szkoły. Było bardzo dużo ludzi i w tym on. Bałem się zagadać, choć tak bardzo chciałem. Stałem pod ścianą obserwując każdy jego ruch. Nim się spostrzegłem stał koło mnie.
-Zauważyłem, ze mi się przyglądasz-powiedział
-Yyy ja no tego boo. – jąkałem się jak nigdy
-Nic nie szkodzi młody też jesteś niezły.
Zaskoczył mnie tym, ale bardzo pozytywnie.
-Jestem Ben.
-Louis.
-LouLou jesteś słodki. Chciałbyś bardziej się poznać.
Od tego wszystko się zaczęło. Z każdym dniem zatracaliśmy się w swoim uczuciu coraz bardziej. Kochałem go. Tak bardzo go kochałem. Byliśmy razem dziewięć miesięcy, aż do tego wstrętnego dnia kiedy to Ben musiał jechać do swojej ciotki do Doncaster. Prosiłem, żeby został. Pogoda była wstrętna, padało, była mgła, widoczność na drodze była minimalna. Uparł się. Nie posłuchał mnie. Pojechał. Godzinę później dowiedziałem się, ze miał wypadek i nie żyję. Byłem załamany. Miłość mojego życia, jedyna osoba, którą kochałem nie żyje. Po tym nie umiałem się pozbierać. Obiecałem sobie, ze nigdy więcej się nie zakocham.
Nie będę już cierpiał i to skutkowało, aż do czasu gdy poznałem Ciebie Harry. Zauroczyłeś mnie już pierwszego dnia naszej znajomości. To, ze powiedziałeś nam od razu, że jesteś gejem trochę mnie zdziwiło ale ucieszyłem się. Nawet nie wiesz jak się ucieszyłem po tych słowach. Tylko, że miałem jeden mały problem. Z każdym dniem coraz bardziej przypominałeś mi Ben’a. Te same kręcone włosy, zielone oczy, dołeczki w policzkach. Każdy twój ruch w moją stronę przywoływał te wszystkie wspomnienia. Bolące wspomnienia. Nie chciałem się zakochiwać, ale stało się i nie umiem nic na to poradzić, dlatego już wiesz dlaczego wtedy w szkole zareagowałem tak gwałtownie na to jak powiedziałeś do mnie LouLou. To było pierwsze przezwisko, które Ben mi nadał.
Byłeś do niego tak podobny i jeszcze nazwałeś mnie w ten sam sposób. Po prostu nie wytrzymałem tej presji. Jeśli zaś chodzi o to co widziałeś przed szkołą to ja i Niall jak wiesz byliśmy ze sobą. No może nie byliśmy, ale no. Byłem załamany, a on jak zawsze mnie przytulił popatrzyłem w jego pełne smutku i troski oczy i nie mogłem się powstrzymać. Ja przepraszam Harry. Naprawdę przepraszam.
Oczy Harry’ego zaszły łzami, które pomalutku spływały po jego gorących policzkach. Nie mógł znieść tego, że Louis tak cierpiał, a to wszystko przez niego. Robił to co prawda nieświadomie ale zawsze.
-Harry nie płacz proszę. Ja przepraszam, jeśli chcesz mogę się już więcej do Ciebie nie zbliżać.
-Lou nawet tak nie mów. Ja nie mogę uwierzyć, że powiedziałeś mi to wszystko.
-Chciałem Ci wyjaśnić
-Dziękuję.- Harry złapał moją twarz w dłonie i lekko musnął moje usta.
-Hazza?-zapytałem zdziwiony
-No przecież sam powiedziałeś mi, że się zakochałeś. Jezu przepraszam. Odebrałem do od razu do siebie, ale ze mnie idiota.
-Nie jesteś idiotą Harry. Jesteś moim słodkim Harry’m.
Ująłem jego gorące policzki dłońmi gładząc kciukami po nich. Zbliżyłem swoją twarz do jego i złożyłem na tych malinowych ustach lekki, ale namiętny pocałunek.
Powolnym krokiem zbliżaliśmy się do szkoły. Wiedziałem, że jeśli nie wyjaśnię mu swojego zachowania może już nigdy się do mnie nie odezwać. Może to głupi pomysł, ale postanowiłem zaryzykować. Szukałem go w całej szkole lecz nigdzie ale to nigdzie nie było go. Zrezygnowany udałem się do sali od angielskiego. Zająłem swoje miejsce przy ścianie czekając na Harry’ego.
Wpadł do klasy dziesięć minut po dzwonku mocno zdyszany.
-A więc raczył pan przyjść, panie Styles.
-Ależ oczywiście, gdzie bym sobie odpuścił taką cudowną lekcję jaką jest angielski.
Zbliżał się do naszej ławki. Tak przez pewien czas zapomniałem, że ona jest nasza. Usiadł jak najdalej ode mnie mógł. Poczułem się strasznie. Zrobił to tak bezdusznie jakby brzydził się mojej osoby. Wyrwałem małą karteczkę z końca zeszytu i zapisałem na niej wiadomość
„Spotkaj się ze mną po szkole w bibliotece. Wszystko Ci wyjaśnię”.
Posłałem karteczkę po ławce czekając na jego reakcje.
Ujął ją w rękę i uważnie studiował każde słowo. Odwrócił się do mnie i kiwnął głową na znak, że się zgadza. Nagle w moim sercu zrobiło się bardzo gorąco. Dawno nie czułem czegoś takiego. Boże nigdy nie czułem czegoś takiego. Rozmarzyłem się na temat tego jak przebiegnie nasza rozmowa, że skończy się cudownie obejmiemy się i będzie pięknie. Mogła ona skończyć się zupełnie inaczej, ponieważ Harry mógłby nie wytrzymać mojego nacisku i po prostu uciec albo zwyczajnie w ogóle nie przyjść. To byłoby najgorsze.
„3 godziny później”
Czekałem już w bibliotece. Siedziałem przy małym stoliku mając nadzieję, że Hazza jednak się zjawi. Wszystko rozpierdalało mnie od środka. Czułem ucisk w sercu. Bałem się, cholernie bałem się tej rozmowy, ale nie mogę dłużej ukrywać uczuć do niego. Drzwi pomieszczenia zaskrzypiały i zza regału wyszedł nie kto inny jak Harry. Zbliżał się do mnie. Wstałem i wskazałem mu miejsce naprzeciwko siebie. Siedzieliśmy patrząc sobie w oczy, żaden z nas nie wiedział jak zacząć tą niezręczną rozmowę. W końcu przełamałem swój strach, bo to w końcu ja poprosiłem go żeby mnie wysłuchał.
-Harry-zacząłem pomału
-Lou widziałem Cię wczoraj z Niall’em- wypalił proso z mostu
-Ja nie wiem co powiedzieć.
-Powiedz to co zamierzałeś. Może po prostu wytłumacz mi swoje zachowanie bo zaczynam się w tym wszystkim gubić.
-Ja nie wiem jak.
-To po jakiego chuja kazałeś mi tu przyjść.? Najpierw obrażasz się na mnie bo nazwałem cię LouLou, potem gdy wszystko teoretycznie wróciło do normy uciekasz z sali zostawiając mnie tam całkiem rozkojarzonym, po czym widzę Cię na schodach przed szkołą namiętnie całującego się z Niall’em.-spojrzał na mnie z wyrzutem podnosząc się do wyjścia.
-Hazz czekaj.
-Na co? Na to, aż wreszcie weźmiesz się na odwagę i powiesz co chciałeś? Nie mam tyle czasu Lou.
-Ja naprawdę chcę Ci wyjaśnić
-No to zaczynaj. Nie mogę się doczekać.-był zdenerwowany
-Nie wiem od czego zacząć.
-Ja pierdole Lou albo teraz albo nigdy. Zacznij od tego czemu obściskiwałeś się z Niall’em może co?!
-My.. znaczy no kiedyś byliśmy jakby razem ale nie do końca.
-Co to znaczy nie do końca ?
-Boże Harry no obciągaliśmy sobie nawzajem to tyle.
-Wow
-Przepraszam nie chciałem, żeby to tak zabrzmiało
-Ale zabrzmiało. To skoro łączyło was coś dlaczego teraz się całowaliście? Lou ja nic już z twego nie rozumiem.
-Opowiem Ci wszystko od początku dobrze, ale to będzie bardzo długa historia
-Dobrze, tylko może nie tu. Dziwnie się czuję, gdy każdy może usłyszeć o czym mówimy.
-Jasne
Wyszliśmy ze szkoły wolnym krokiem kierując się do parku. Usiedliśmy na zielonej ławeczce oddalonej od placu zabaw w głębi zarośli. To była ławka, którą kiedyś pokazał mi Ben. Ten Ben.
-No więc Lou teraz już nikt nas nie usłyszy.
-Dobrze. Dwa lata temu poszedłem do nowej szkoły. Byłem nowy nie znałem nikogo. Już pierwszego dnia w oko wpadł mi pewien chłopak. Wiedziałem tylko, że jest ode mnie starszy. Z każdym dniem moja fascynacja nim rosła. W między czasie poznałem Liam’a i Niall’a. Staliśmy się przyjaciółmi. Tylko oni wiedzieli, że jestem gejem i podoba mi się ktoś ze szkoły. Pewnego dnia poszliśmy wszyscy na imprezę do dziewczyny ze szkoły. Było bardzo dużo ludzi i w tym on. Bałem się zagadać, choć tak bardzo chciałem. Stałem pod ścianą obserwując każdy jego ruch. Nim się spostrzegłem stał koło mnie.
-Zauważyłem, ze mi się przyglądasz-powiedział
-Yyy ja no tego boo. – jąkałem się jak nigdy
-Nic nie szkodzi młody też jesteś niezły.
Zaskoczył mnie tym, ale bardzo pozytywnie.
-Jestem Ben.
-Louis.
-LouLou jesteś słodki. Chciałbyś bardziej się poznać.
Od tego wszystko się zaczęło. Z każdym dniem zatracaliśmy się w swoim uczuciu coraz bardziej. Kochałem go. Tak bardzo go kochałem. Byliśmy razem dziewięć miesięcy, aż do tego wstrętnego dnia kiedy to Ben musiał jechać do swojej ciotki do Doncaster. Prosiłem, żeby został. Pogoda była wstrętna, padało, była mgła, widoczność na drodze była minimalna. Uparł się. Nie posłuchał mnie. Pojechał. Godzinę później dowiedziałem się, ze miał wypadek i nie żyję. Byłem załamany. Miłość mojego życia, jedyna osoba, którą kochałem nie żyje. Po tym nie umiałem się pozbierać. Obiecałem sobie, ze nigdy więcej się nie zakocham.
Nie będę już cierpiał i to skutkowało, aż do czasu gdy poznałem Ciebie Harry. Zauroczyłeś mnie już pierwszego dnia naszej znajomości. To, ze powiedziałeś nam od razu, że jesteś gejem trochę mnie zdziwiło ale ucieszyłem się. Nawet nie wiesz jak się ucieszyłem po tych słowach. Tylko, że miałem jeden mały problem. Z każdym dniem coraz bardziej przypominałeś mi Ben’a. Te same kręcone włosy, zielone oczy, dołeczki w policzkach. Każdy twój ruch w moją stronę przywoływał te wszystkie wspomnienia. Bolące wspomnienia. Nie chciałem się zakochiwać, ale stało się i nie umiem nic na to poradzić, dlatego już wiesz dlaczego wtedy w szkole zareagowałem tak gwałtownie na to jak powiedziałeś do mnie LouLou. To było pierwsze przezwisko, które Ben mi nadał.
Byłeś do niego tak podobny i jeszcze nazwałeś mnie w ten sam sposób. Po prostu nie wytrzymałem tej presji. Jeśli zaś chodzi o to co widziałeś przed szkołą to ja i Niall jak wiesz byliśmy ze sobą. No może nie byliśmy, ale no. Byłem załamany, a on jak zawsze mnie przytulił popatrzyłem w jego pełne smutku i troski oczy i nie mogłem się powstrzymać. Ja przepraszam Harry. Naprawdę przepraszam.
Oczy Harry’ego zaszły łzami, które pomalutku spływały po jego gorących policzkach. Nie mógł znieść tego, że Louis tak cierpiał, a to wszystko przez niego. Robił to co prawda nieświadomie ale zawsze.
-Harry nie płacz proszę. Ja przepraszam, jeśli chcesz mogę się już więcej do Ciebie nie zbliżać.
-Lou nawet tak nie mów. Ja nie mogę uwierzyć, że powiedziałeś mi to wszystko.
-Chciałem Ci wyjaśnić
-Dziękuję.- Harry złapał moją twarz w dłonie i lekko musnął moje usta.
-Hazza?-zapytałem zdziwiony
-No przecież sam powiedziałeś mi, że się zakochałeś. Jezu przepraszam. Odebrałem do od razu do siebie, ale ze mnie idiota.
-Nie jesteś idiotą Harry. Jesteś moim słodkim Harry’m.
Ująłem jego gorące policzki dłońmi gładząc kciukami po nich. Zbliżyłem swoją twarz do jego i złożyłem na tych malinowych ustach lekki, ale namiętny pocałunek.
Przepraszam, że dodałam wczoraj taki beznadziejny rozdział, ale nie miałam weny. Dzisiaj rano naszło mnie więc postanowiłam napisać coś nowego póki mam czas i dodać aby wynagrodzić to wszystkim, którzy czytają. Myślę, ze ten rozdział troszkę was zaskoczy choć może nie koniecznie. Teraz zacznie się juz prawdziwy Larry i pomału będziemy zbliżać się do końca. Jeśli jutro coś napiszę nowego to postaram się to dodac w jak najbliższym czasie ale nic nie obiecuje. :3♥
1 komentarz:
Zdecydowanie twój najlepszy, najpiękniejszy, najbardziej czarujący, fenomenalny, uroczy, zaskakująco romantyczny, rozdział na blogu. Inne też są eksra super ale ten bije je na głowę. Kocham Cię EFO <3 !
Prześlij komentarz