czwartek, 27 grudnia 2012

Rozdział 10 ♥


„-Ben obudź się już po ósmej. -ymm jeszcze minutkę. -Musisz wstać inaczej spóźnimy się do szkoły i znowu będzie źle. -Nic nam nie zrobią. Wracaj do łóżka. Dziś możemy sobie odpuścić. -Tylko, że ja nie chce odpuszczać. proszę cię wstawaj. -No dobra, dobra już idę.

Ruszyłem swoje obolałe ciało przecierając oczy dłonią. Mój chłopak zniknął z pola widzenia zostawiając mnie samego, jak co rano. Wyjąłem z szafy koszulkę i przetarte dżinsy. Dzień zapowiadał się strasznie. Wokół wszędzie roznosiła się mgła i nieprzyjemny zapach wilgoci. Mieszkałem tu już dobre kilka lat, lecz pogoda wciąż była dla mnie katorgą. Zszedłem na dół po marmurowych schodach prowadzących do jadalni. Lou siedział przy stole czytając gazetę i sącząc kawę.


 Ten piękny chłopak zaskakiwał mnie każdego ranka. Jego muskularna choć drobna klata unosiła się i opadała równomiernie. Stałem na progu nie mogąc nacieszyć oczu jego widokiem. Powolnym krokiem zaszedłem go od tyłu i złożyłem delikatny pocałunek na jego szyi. Odchylił lekko głowę dając mi lepszy dostęp, więc nie pozostałem dłużny. Układałem pocałunki wzdłuż linii jego szyi schodząc coraz niżej na obojczyki. Lou przymykał oczy z każdą następną malinką.


 -Ben spóźnimy się.
-Nic się nie stanie. -Ale naprawdę. -Louuu. Proszę.
 Spojrzałem głęboko w jego oczy i miałem pewność, że wyraził na to wszystko zgodę. Odsunąłem stołek od stoły siadając okrakiem na swoim chłopaku. Gładził moje włosy z taką czułością. Uwielbiałem czuć jego delikatne palce błądzące gdzieś pomiędzy moimi lokami.  Te niebieskie oczy wpatrujące się w każdym mój ruch. To było więcej niż podniecające. To było takie gorące. Wszystko działo się tak powoli. Zacząłem odpinać guziki jego perfekcyjnie zapiętej koszuli.


 Składałem pocałunki na jego klatce zostawiając po sobie czerwone ślady. Uwielbiałem widzieć, że jest tylko mój, że nikt inny nie będzie go miał. Był tylko mój i tak pozostanie na zawsze.  Pomogłem zdjąć mu koszulę rzucając ją za siebie na stół. Louis siedział na krześle wpatrując się w każdy mój ruch.


 Energicznym ruchem podniósł się wraz ze mną i powędrował do salonu. Usadził się na kanapie. Ściągnął ze mnie koszulkę lekko przygryzając moje sutki. Dreszcze przeszedł przez całe moje ciało. To uczucie było wręcz cudowne. Nie do opisania. Gładził dłonią moją klatkę piersiową, a ja oddawałem się przyjemności. Przewrócił nas w taki sposób, że to ja leżałem teraz po nim.


 Całował mój tors wyznaczając mokrą ścieżkę prowadzącą tu do podbrzusza. Odpiął energicznie moje stare dżinsy i opuścił je znacząco. Złożył kilka gorących pocałunków na moich bokserkach doprowadzając mnie tym do szaleństwa. Robił to z taką pasją jakbyśmy pierwszy raz się kochali. Wsadził dłoń w moje spodenki i gładził moją męskość.


 Jęk rozkoszy rozniósł się po domu. Lou przyspieszał ruchy. Byłem bliski końca. Wiedział to. Opuścił moją bieliznę i wziął penisa do ust. Robił to delikatnie. Każdy ruch jego języka był jak niebo w kapsułce. Zadrżałem lekko i opadłem na oparcie kanapy. Louis podniósł głowę, spoglądając na mnie z ukradka. Podniosłem go złączając nasze usta w szalonym i namiętnym pocałunku.  Leżeliśmy wtuleni na kanapie nie zważając na czas. To wszystko było jak magia. Magia, która zostanie z nami na wieki. „



„Perspektywa Louis”



-Louis!! Louis!! Obudź żeś się do cholery!!
-Co ? Co się dzieje ?
-Louis spóźnisz się do szkoły!!
-Co ? Ben ? Jak ? Jest wcześnie.
- Louis wstań. Proszę cię.
-Nie chcę. Wróć do mnie do łóżka.
-Louis co się z Tobą dzieję?
-Jak co się ze mną dzieje ?- odwróciłem się i ujrzałem Liam’a wpatrującego się we mnie jak w idiotę.
-Wstajesz ?
-Liam ?
-Tak ?
-Gdzie Ben ?
-Lou. Co ? Jak to gdzie Ben ?
-No, gdzie jest Ben?
-Louis Ben nie żyję. Co się dzieje ?
-Co ? Jak to nie żyję! Jeszcze przed chwilą tu był! Budziłem go, uprawialiśmy sex, leżeliśmy, a potem Ty.
-Louis miałeś sen. Znowu.
-To nie był sen! To nie może być sen! Oddaj mi Ben’a!
-Lou uspokój się proszę. Wszystko będzie okej.
-Nic nie będzie okej. Oddaj mi Ben’a !
-Lou gdzie jest Harry?
-Jaki Harry ?
-Lou oddychaj. Harry twój chłopak.
-Harry? Nie wiem. Pokłóciliśmy się i on nie chcę ze mną rozmawiać.
-O co się kłóciliście?
-Liam musimy o tym rozmawiać? Naprawdę?
-Tak, bo przez to znowu masz te syn i jesteś nie szczęśliwy!
-Obudził mnie, któregoś ranka, a ja jak widzisz miałem ten sam sen. Powiedziałem mu, że ma się wynosić i oddać mi Ben’a. Boże wiem, że to nie jego wina ale wtedy byłem taki otumaniony.
-Musisz z nim porozmawiać.
-A myślisz, że nie chciałem. Tylko, że on za każdym razem mnie odrzuca.
-Lou ! Musisz! Inaczej twój związek legnie w gruzach przez samego Ciebie.
-Wiem.

„Perspektywa Harry’ego”

Leżałem w łóżku oglądając migoczące gwiazdki na suficie. Rozdzierało mnie od środka. Byłem zły, przygnębiony i smutny. Nikt ni mógł mi pomóc. Gemma nie wiedziała co się dzieje, a ja nie miałem zamiaru jej mówić. Lou. Tak Lou. Nie rozmawialiśmy od dwóch tygodni. Każdy dzień drążył w moim sercu jeszcze większą pustkę. Rozgoryczenie powiększało się, lecz nie mogłem wrócić. On sam mnie wyrzucił, więc po co miałem wracać? To bez sensu. Być z kimś, kto nie chce być z Tobą. 

-Harry chodź już.
-Gdzie?
-Jedziemy dziś odwiedzić moją przyjaciółkę.
-Muszę jechać ?
-Byłabym wdzięczna jeśli byś pojechał.
-No dobrze.

Ubrałem płaszcz i wyszedłem za Gem do samochodu. Usiadłem na miejscu pasażera wkładając słuchawki do uszu. Puściłem ulubiony kawałek i odpłynąłem. Czas zatrzymał się dla mnie w tej jednej chwili. Wszystko było tak nie realne. To było jak magia. Magia, która nigdy nie powróci.

Telefon w mojej kieszeni znacząco zabrzęczał. Ruchem ręki odblokowałem go i przeczytałem treść sms’a : „Harry. To ja Lou. Piszę w ten sposób, bo może już nie masz mojego numeru. Nie ważne. Chciałem Cię tylko przeprosić. Wiem, że to nie to samo co na żywo, ale inaczej nie umiem. Chciałbym Ci wszystko wyjaśnić. Proszę zadzwoń.”

 Łzy spłynęły po moich policzkach. Byłem szczęśliwy. No może szczęśliwy to za dużo powiedziane, zadowolony że to on zrobił ten pierwszy krok. Gemma przyglądała mi się z ukradka. Wykręciłem numer  i nacisnąłem zieloną słuchawkę. Sygnał był długi i donośny.

 -Halo.- rozbrzmiał głos po drugiej stronie
-Kocham Cię.
-Harry?
-Kocham Cię nawet nie wiesz jak bardzo.
-Boże Harry. Gdzie jesteś ? Spotkajmy się.
-Teraz nie mogę. Jadę z Gem do przyjaciółki, ale zadzwonię jak tylko wrócimy. Musisz mi dużo wyjaśnić.
-Będę czekał.
_______________________________________________________________________________
Do tego rozdziału zainspirowała mnie moja bff Karolina. Miał wyglądać troszkę inaczej ale zostanie tak ♥


sobota, 15 grudnia 2012

Rozdział 9 ♥


Przepraszam, że tak długo nic nie pisałam. Tak wiem już ponad miesiąc, ale nie miałam weny, a pisanie na siłę jest bez sensu. Za to dziś po ponownym przeczytaniu 8 rozdziału postanowiłam, że nie mogę tak zostawić tego opowiadania i skończę je. Za namową mojej bff Izabeli napisałam dla was dzisiejszy rozdział i to jej go dedykuje ♥ Love you ♥ Za to, że tak długo nic nie było macie tu troszkę mocniejszego Zialla. Miłego czytania ♥
_____________________________________________________________

„Oczami Harry’ego”

Minął tydzień od nieszczęsnego zdarzenia w kręgielni.  Wszystko toczyło się po staremu. No cóż może poza moim związkiem z Louis’m.

Boże czy to właściwie można nazwać związkiem. Byliśmy ze sobą niecałe dwa tygodnie, a potem zaczęło się psuć. Czuję się nie pewnie.



 Nie widujemy się, a to boli. Tak cholernie boli. Ostatnie parę dni spędziłem w domu z Gemmą. Zbliżały się moje urodziny i miałem małą nadzieję, że nic nie zaplanowała. Nie lubiłem urodzinowych niespodzianek, a tym bardziej po takim rozstaniu.


Boże cały czas mówię o rozstaniu, a nie byliśmy razem. No nazywałem go moim chłopakiem, ale jak widać to nic nie znaczy
.  



 Leżałem skulony, okryty szczelnie grubą kołdrą. Nie miałem siły by otworzyć laptop i obejrzeć twitter’a. To wszystko było jak fikcja. Całe moja życie. To nie mogło się stać. To musi być, tak musi jeden wielki sen. Oj jak bardzo bym tego chciał.

-Harry !!
-Co ?!
-Mam tego dość ! Natychmiast wstajesz i idziesz do szkoły ! Nie możesz tyle wagarować !
-Gem, naprawdę nie jestem w nastroju by iść.
-Nie interesuje mnie twój nastrój! Ubierasz się i idziesz !
-Gemma !
-Haroldzie Edwardzie Styles nie dyskutuj ze mną rozumiesz ?!
-Dobra.

Zwlekłem swoje ociężałe ciało z łóżka pomału krocząc ku szafie. Wyciągnąłem z niej szarą koszulkę Killersów i wytarte dżinsy. Na wierzch zarzuciłem rozciągnięty sweter. Zgarnąłem książki do plecaka i trzasnąłem drzwiami wychodząc. Było chłodno. Nie bardzo, ale zawsze. Styczeń to piękny miesiąc. Drzewa pokryte białą kopułą śniegu rozciągające się wzdłuż ulic. Rozgwieżdżone niebo w zimne wieczory. Delikatny i cichy śpiew ptaków o poranku.

Otwarłem mosiężne drzwi szkoły, wolnym krokiem zmierzałem w stronę klasy.  I tak jestem spóźniony, więc nauczyciel będzie robił problemy.

-Dzień Dobry.
-Dobry ? Dla kogo dobry, dla tego dobry Styles. Siadaj.
-To zamierzałem zrobić.
-Słucham ?
-Dobra już nic nie mówię. Pójdę usiąść do swojej ulubionej ławki i będę grzecznie słuchał. Pasuje.
-Styles jak ty się odnosisz ?
-Normalnie. Nie pasuje Ci ? Nie musisz tu uczyć !

Poczułem ciepłą dłoń na ramieniu. Tak. To była jego dłoń. Gładził mój obojczyk próbując mnie uspokoić.

-Zabieraj te łapy i spierdalaj Tomlinson!
-Harry co…co się dzieje ?
- O ty już kurwa dobrze wiesz co !!
-Harry.
-Powiedziałem spierdalaj i daj mi już wreszcie spokój.!


Poczłapałem do ławki uderzając niebezpiecznie o kant parapetu. Serce biło mi jak oszalałem widząc zdezorientowanego Lou, stojącego na środku z takim wyrazem twarzy.


Dobrze mu tak! Zasłużył na to! Po tym co mi zrobił !





„Oczami Niall’a”

Trzymali mnie jeszcze kilka dni w szpitalu. Lekarz powiedział, że mam odpoczywać i mogę zrobić sobie kilka dni wolnego od szkoły. Z moim sercem już lepiej. Codziennie zażywanie tabletek nie jest takie złe jeśli może uratować Ci życie. Po południu miałem spotkać się z Zayn’em, ale on zabronił mi wychodzić i powiedział, że wpadnie. Siedziałem na salonowej kanapie oparty o poduszki oglądając denny serial i jedząc chipsy.

-Cześć.
-Zayn!!!
-Też Cię kocham.
-Wiem
-Jak się dziś czujesz ?
-Dobrze, ale nie o tym chciałem porozmawiać.
-Stało się coś ważnego ?
-Zayn, no bo ja.. jak by to no
-Prostu z mostu
-Chcę żebyś mi wyjaśnił tą całą kłótnię.
-Nie wiem o czym mówisz
-Zayn, nie udawaj. Dobrze wiesz, że chodzi mi o to co wydarzyło się w kręgielni
- I co mam Ci wyjaśnić! Chyba wszystko było jasne !
-Tak najlepiej się wydrzeć i iść no nie ?
-Nie, ale ja po prostu nie wiem co mam wyjaśniać.
-Powiesz mi o kogo chodziło
-Kiedy ?
-Zayn !!!
-Niall proszę cię.
-O co ?
-Musimy o tym rozmawiać?
-Chciałbym wiedzieć kogo miał na myśli mój chłopak, jeśli mogę Cie tak nazwać mówiąc, że kogoś kochał.
-Naprawdę to ważne ?
-Tak
-Miałem na myśli… ehh
-Zayn..
-Harry’ego okej ? Zadowolony?
-Dziękuję.
-Za co ?
-Bo powiedziałeś mi prawdę, której domyślałem się od początku.
-To po co te męczarnie?
-Chciałem wiedzieć czy mi zaufasz.

Zayn objął mnie ramieniem i złożył soczysty pocałunek na moim czole. Złapałem jego dłoń delikatnie nakazując kierunek jego postoju. Małymi kroczkami zbliżaliśmy się do schodów prowadzący tuż do mojego małego pokoju. Od tak dawna tego nie robiłem. Chciałem wreszcie zaznać tej rozkoszy.  Zamaszystym ruchem otworzyłem drzwi i wepchnąłem Zayn’a wprost na łóżko. Siedział z wielkim uśmiechem na ustach przyglądając się mi.

Delikatnie przejechałem językiem po ustach. Widziałem jak jego spodnie robią się coraz to ciaśniejsze, aż wreszcie doszły do takiego stanu, że jeden ruch mógł spowodować ich pęknięcie. Usiadłem na kolanach mojego chłopaka składając gwałtowne pocałunki na jego szyi. Zjechałem rękami niżej gładząc jego nagą klatkę piersiową. Zayn wiercił się pode mną z rozkoszy. Zaczynając od szyi zostawiałem coraz to większe malinki na jego ciele. Zjeżdżałem językiem uwodzicielsko zahaczając zębami o każdy z jego stojących sutków.

 Wyznaczyłem mokrą ścieżkę prowadzącą to jego podbrzusza. Szarpnąłem zębami za guzik by pozbyć się spodni Zayn’a. Uniósł biodra do góry pomagając mi tym samym.  Przejechałem językiem po jego już dawno stojącej męskości. Opuściłem bokserki biorąc do buzi całego przyjaciela mojego chłopaka. Jęki, które Zayn wydawał z siebie jeszcze bardziej utwierdzały mnie w przekonaniu, że robię to dobrze. Jego penis zadrżał w moich ustach i wtedy przestałem.

 -Ej, ej, ej co to ma być ?
-Jak co ? koniec przyjemności kochaniutki.
-No chyba żartujesz.

 Przyciągnął mnie do siebie wpijając się w moje usta. Delikatnie gładził dłonią moją męskość z nadzieją, że uda mu się doprowadzić mnie do samej granicy. Odwrócił mnie i położył na plecach. Podniósł jedną nogę opierając ją sobie na ramieniu.

 -Niall jesteś pewny ?
-Oczywiście, że jestem idioto. Zrób to wreszcie !

Zayn wszedł we mnie z miłym jękiem. Poczułem lekki ból w dole brzuch, lecz po  chwili moje ciało oddało się rozkoszy zadawanej przez mojego kochanka. Chłopak ruszał się coraz szybciej i z większą energią łącznie w tym samym tempie obciągając mi. Czułem, że koniec jest blisko. Zayn zacisnął mocniej ręce i poruszył się jeszcze dwa razy. Poczułem ciepłą maź na swoim brzuch jak również w środku. Doszliśmy równocześnie. Zmęczony opadł na mnie wtulając się w moją pierś i zasypiając.

piątek, 16 listopada 2012

Rozdział 8 ♥


„Oczami Harry’ego”

-Cześć Zayn
-Harry ? Boże skąd Ty się tu wziąłeś ?
-Mieszkam tu Zayn już prawie trzy miesiące, ale jak widzę nie zauważyłeś, że nie chodzę do szkoły.
-Oczywiście, że zauważyłem, nie bądź śmieszny. Jestem teraz totalnie zaskoczony po prostu.
-To tak jak ja- wtrącił Niall
-Skąd Wy się w ogóle znacie ? – zaczął nieśmiało Liam
-Chodziliśmy razem do szkoły jeszcze w Cholmes Hapel
-Wow. Czyli to ten Zayn, o którym tyle się nasłuchałem ? – Louis przymrużył zmęczone oczy
-Co?
-Oj no opowiadałem Lou troszkę o Tobie, że zawsze mieliśmy na pieńku i w ogóle, a tak właściwie Zayn to nie podejrzewałem, że jesteś gejem.
-No to jak widzisz jestem- odburknął
- Ktoś z CH wie  ?
--yyy nie – opuścił swoją głowę na znak rezygnacji
-To wszystko jasne, tu będziesz gejem, kochający chłopakiem, a gdy już wrócisz do domu wszystko wróci do normy.
-Nie mów tak. Nie znasz mnie.
-Co jest inaczej ? Powiedz mi co takiego się w Tobie zmieniło, przecież poza Nill’em nie kochałeś żadnego chłopaka !!!!!
-Kochałem idioto !!

Zayn obrócił się i wybiegł. Stałem rozkojarzony wpatrując się w lustrujące mnie oczy Lou. Chłopak wydawał się być bardzo zamyślony, jakby myślał nad tym co właśnie usłyszeliśmy.

Jestem totalnym idiotom. Mogłem zachować się normalnie, a nie od razu wyrzucać wszystkie swoje zażalenia. Brawo Styles.

„Oczami Niall’a”


Zayn wybiegł z kręgielni jak oparzony zostawiając mnie totalnie osłupionego po jego kłótni z Harry’m.

Co to w ogóle było ? Ja tu przyprowadzam swojego nowego chłopaka, a tu taka akcja. No nie mogę uwierzyć.


 Przysiadłem zmęczony na skraju krzesła opierając się i ciężko oddychając. Gdzieś głęboko czułem pustkę. Jestem idiotom, powinienem za nim pójść, a nie siedzieć tu i przymulać. Mój puls był szybki i nierówny. Z każdą następną chwilą czułem się coraz gorzej. Ciśnienie rozsadzało mi żyły. Mózg pulsował z bólu. Wziąłem duży łyk wody odstawiając kubeczek niezdarnie na stolik.

-Może zamówimy coś do jedzenia?-odezwała się zażenowana całą sytuacją Dan
-Nie mam ochoty.
-Niall, ja przepraszam. Nie chciałem tak na niego naskoczyć. Proszę Cię nie gniewaj się na mnie. Zadzwonię, wyjaśnię mu wszystko tylko nie bądź zły.
-Nie jestem Harry. Jestem zły na Siebie, bo zamiast za nim pójść, olałem go i zostawiłem samego.
-Wiesz może powinieneś do niego zadzwonić?
-To nic nie da Lou, teraz na pewno nie odbierze.
-To idź do niego i wyjaśnijcie wszystko, a nie siedzisz tu tak bezczynnie!!!
-Idę, tylko nie krzycz na mnie.
-Oj no Niall.

Ruszyłem powolnym krokiem w stronę wyjścia czując jak nogi się pode mną uginają. Podniosłem jedną by postawić krok i upadłem uderzając o coś głową.



„Oczami Louis’ego”


Niall postanowił pójść do Zayn’a, ale nie skończyło się to dobrze. Gdy tylko podniósł się z miejsca zachwiał się niepewnie i upadł uderzając głową o kant stołu. Wszyscy łącznie ze mną zamarliśmy. Można było jedynie usłyszeć głośne krzyki Liam’a na tle dogłębnej ciszy. Chłopak krzątał się jak opętany chcą za wszelką cenę pomóc przyjacielowi. Ukląkł przy nim z łzami w oczach. Patrzyłem na tą scenę z lekkim szokiem.

Po około dziesięciu minutach przyjechała karetka. Natychmiast zabrali Niall’a do szpitala. Jednogłośnie postanowiliśmy pojechać do szpitala. Przejąłem się sprawą przyjaciele, lecz w głowie wciąż miałem słowa Zayn’a, które wykrzyczał Hazza’ie prosto w twarz. Co miało znaczyć to, że kochał jakiegoś chłopaka przed naszym Niall’erem. To dogłębnie wygryzało we mnie dziurę rozgoryczenia. Nagle mój umysł pojaśniał. Boże on kochał Harry’ego.

Tylko dlaczego mu nie powiedział ? Aż tak bał się odrzucenia. No może Harry nie jest jakimś wielkim romantykiem, ale na pewno nie wyśmiałby kogoś kto go kocha. Jeśli by tak zrobił wyśmiałby również mnie, ale tego nie zrobił. Już nic nie rozumiałem. Czułem się przytłoczony tym wszystkim.

-Louissss!!!!!!!!
-Co ?
-No nareszcie ile można.
-Co?
-Krzyczę do Ciebie od dobrych pięciu minut, a ty nie reagujesz tylko przewracałeś oczami.
-Przepraszam, zamyśliłem się.
-Musimy iść zapytać lekarza co z Niall’em.
-Tak, tak chodźmy. Harry ktoś zawiadomił Zayn’a ?
-Nie.
-Mógłbyś zadzwonić. Niall na pewno by ci podziękował.
-Zadzwonię.

Harry szybkim ruchem ręki wyjął telefon i wykręcił wcześniej nie znany mi numer. Czekałem co będzie się działo , gdy usłyszałem krzyk przerażenia i koniec połączenia. Harry złapał moją rękę i zaprowadził wprost do Liam’a i Danielle. Siedzieliśmy na twardych stołkach czekając, aż ktoś wreszcie poinformuje nas co się stało z naszym przyjacielem. Wtulałem się w prawy bok Harry’ego cały czas czując się niepewnie. A co jeśli on dowie się o miłości Zayn’a i będą chcieli być razem ? Nie mógłby mi tego zrobić, chyba. Byłem smutny. Zły i smutny. Ból rozrywał moje małe serce, ale nic nie mogłem poradzić.



„Oczami Harry’ego”


Byłem zły. Na siebie i na Zayn’a, ale przede wszystkim na siebie. Ta całą kłótnia namieszała mi w głowie. Co miały znaczyć słowa, że kochał już kiedyś jakiegoś chłopaka. Dlaczego powiedział to akurat mnie.  Siedziałem wpatrzony w plamkę na ściennie wodząc po niej wzrokiem i obejmując Lou ramieniem. Chłopak też nie czuł się najlepiej. Chodził rozkojarzony i z głową w chmurach. Przytuliłem go bliżej siebie by poczuć więcej ciepła, które od niego biło.

Nagle z wielkim hukiem wbiegł Zayn. Był zdyszany i w samej koszulce. Musiało mu nieźle zależeć jeśli nic na siebie nie nałożył przy takim mrozie. Uniosłem się lekko chcąc podejść do chłopaka, lecz ręka Lou, która trzymała mnie w mocnym uścisku szczególnie mi to uniemożliwiła. Posłałem mu tylko pocieszające spojrzenie i skinieniem pokazałem by przysiadł się do nas. Po dłuższej chwili z dyżurki wreszcie wyszedł lekarz. Wszyscy wyskoczyliśmy na niego.

-Co z nim?
-Wszystko w porządku?
-Dlaczego zemdlał?
-Czy uraz jest poważny?
-Nie tak szybko panowie. Wszystko po kolei, więc pan Horan nie doznał szczególnych obrażeń. Z jego głową wszystko w porządku to tylko lekka rana. Wystarczyło zszyć.
-Ale dlaczego zemdlał ?
-Chłopak ma arytmię i przy wielkim stresie takie rzeczy się zdarzają. On sam czuje się już dobrze.
-Możemy go odwiedzić ?
-Dobrze, ale nie na długo.

Wparowaliśmy do sali jak jakieś stado obijając się przy tym o ściany. Niall leżał na łóżku stojącym na środku pokoju pod lekką, zwiewną kołdrą. Jego wzrok był pusty, a w oczach wciąż można było dostrzec łzy. Pewnie czuł się fatalnie. Do Sali wolnym krokiem wszedł Zayn. Bał się. Było to po nim widać. Stawiał kroki niepewnie.

-Chodź. Nie bój się
-Nie boje się.
-Zayn.- w oczach chłopaka pojawiły się małe iskierki, a po policzkach spłynęły łzy.
-Przepraszam Niall, za wszystko.
-Nie przepraszaj tylko mnie przytul idioto. Wiesz, że Cię kocham.
-Też Cię kocham Niall.
________________________________________________________________________________
Cześć wszystkim. No to dodaje tak jak zaplanowałam. Nie mam napisanego kolejnego rozdział, więc będę musiała się zabrać za nie w weekend choć nie wiem czy zostanie mi jakich czas, gdyż po 2 tygodniowej nieobecności w szkole wracam i muszę po nadrabiać. Zresztą rozdział krótszy od pozostały bo tylko 3 i pół strony, ale myślę, że wam się spodoba. ♥ 

piątek, 9 listopada 2012

Rozdział 7 ♥


„Oczami Harry’ego”

Wciąż pogrążony w wczorajszych wydarzeniach czułem się cudownie. Dziwię się Lou, że zdobył się na tak wielką odwagę. Wyznał mi dlaczego tak cierpi i za razem, że jest we mnie zakochany. To było piękne. Moje serce skakało z radości w tamtym momencie. Fakt, że złożył ten niewinny pocałunek totalnie mnie zszokował. Byłem pogrążony w swoich rozmyślaniach. Sam nie wiem co do niego czułem. To było coś pięknego, a za razem dziwnego. Nie mogłem przyjąć do swojej świadomości, że mogę się w kimś zakochać i być szczęśliwym. W głębi serca bardzo chciałem mieć osobę, która mnie pokocha.

Bez najmniejszej ochoty zwlokłem swoje ciężkie ciało z łóżka pomału udając się do łazienki, aby wziąć gorący prysznic. Ubrałem biały T-shirt i fioletowe rurki. Zamknąłem drzwi i udałem się w stronę parku, gdzie byłem umówiony z Lou.


„Oczami Louis’ego”

Byłem umówiony z Harry’m w parku około ósmej. Pół nocy nie mogłem zasnąć. Chyba za bardzo się wczoraj pospieszyłem z tym pocałunkiem. On nie był jeszcze gotowy, to było widać z każdej strony.  W tamtej chwili nie zastanawiałem się nad tym, potrzebowałem poczuć jego słodkie i ciepłe usta na swoich. Oddał czułość jednak widziałem w jego oczach zaskoczenie. Szybkim krokiem zmierzałem w stronę tej zielonej ławki. Już tam na mnie czekał. Siedział z książką w ręce totalnie odcięty od rzeczywistości. Podbiegłem od tyłu i objąłem go w pasie składając lekkiego buziaka na szyi.

-Lou przestraszyłeś mnie.
-Przepraszam.
-Oj no już choć do mnie.-poklepał ręką miejsce obok siebie.
-Harry chciałem… znaczy bo ja nie wiem jak to.. no
-Pytaj o co tylko chcesz-posłał mi delikatny uśmiech
-Czy my no wiesz… kim my właściwie jesteśmy?
-Louis jesteś całym moim życiem. Kocham Cię i nigdy nie przestanę.
-Hazz

Ujął moją twarz i złożył na moich rozgrzanych ustach słodki, ale namiętny pocałunek. Pogłębiłem czułość czując, że cała krew z mojego ciała spływa do dolnych partii. Harry położył rękę na moim prawy udzie gładząc je w górę i  w dół.  Mój członek robił się coraz twardszy co nie ubiegło uwadze Hazzy. Podsunął dłoń wyżej dotykając mojej erekcji. Wydałem z siebie gardłowy jęcz rozkoszy wprost do jego ust. Nasze języki walczyły w zawziętym uczuciu wśród przechodniów. Co jakiś czas można się było dosłuchać odrażających stęknięć bądź wyrazów odrzucenia. Nie powstrzymywało nas to jednak przed wspólną zabawą.

Usiadłem okrakiem na jego kolanach intensywnie ocierając się o jego krocze nie zaprzestając czułości. Nagle poczułem wibrację, która przerwała nam tą wspaniałą chwilę. Niechętnie wyciągnąłem telefon z kieszeni i odblokowałem go. Wyświetlacz świecił się jak opętany, a na ekranie widniało nazwisko  Niall’a.

-Słucham?
-Stary, gdzie ty jesteś ? Czekam tu na Ciebie już piętnaście minut!!
-Gdzie czekacie ?
-No pod domem.
-Hahahahahha
-Co Cię tak śmieszy? Wstawaj z tego łóżka i chodź do nas.
-Jestem w parku.
-Po jakiego grzyba poszedłeś sam do parku?
-Kto powiedział, że jestem sam.
-Jesteś z Harry’m ?
-Tak
-Lou przepraszam, nie chciałem wam przeszkadzać.
-Spoko Niall nic się nie stało i tak już zbieraliśmy się do szkoły.
-To ja.. no… tego… do zobaczenia.


„Oczami Niall’a”

To już dziś mój chłopak miał przyjechać do Londynu, aż nie mogłem się doczekać. Chciałem jak najszybciej pochwalić się tym faktem przed Lou, ale gdy tylko zadzwoniłem on  odebrał z niemałym rozbawieniem. Staliśmy jak głupki pod jego domem dobre piętnaście minut, a on w najlepsze zabawiał się z Harry’m w parku. Postanowiliśmy wraz z Liam’em iść do szkoły samym. Droga dłużyła nam się niemiłosiernie.

-Liam… czy ty no wiesz chciałbyś poznać mojego chłopaka ?- zapytałem oblewając się rumieńcem
-Pewnie, że bym chciał. Co to za głupie pytania Niall’er.
-No bo nie wiem czy powinienem tak od razu przedstawić mu wszystkich czy lepiej poczekać.
-To już zależy od Ciebie, ale myślę że na pewno czułby się pewniej w szkole znając kogoś prócz Ciebie.
-Może to i dobry pomysł.
-No, a tak właściwie to kiedy on ma tu być ?
-Powinien być już dzisiaj wieczorem.
-To może umówimy się w szóstkę i wybierzemy się gdzieś razem ?
-Może kręgle?
-Dobry pomysł.

Oboje w cudownych nastrojach zbliżaliśmy się do szkoły. Pierwszy jak zwykle angielski. Popchnąłem mosiężne drzwi szkoły, a moim oczom ukazał się rząd równo ustawionych szafek. Skierowaliśmy się do sali, w której miały odbyć się zajęcia. Hazza już siedział na końcu pomieszczenia z przytulonym do siebie ściśle Lou. Oboje wyglądali tak słodko w swoich objęciach.


„Oczami Zayn’a”
Już nie mogłem doczekać się powrotu ze szkoły. Wszystko spakowane czekało nam mnie. Byłem już tylko kilka godzin od ponownego zboczenia mojego ukochanego. Roznosiła mnie energia przez co dostałem dziś już trzy uwagi. Moje myśli nie były jednak ukierunkowane tylko na Niall’u. Od pewnego czasu miałem dziwne sny z Harry’m. Tak, tak podobał mi się, ale to było kiedyś. Teraz nawet nie wiem gdzie mieszka i czy w ogóle jeszcze żyje. Może jest mu lepiej bez tych naszych codziennych bójek. Choć mieliśmy wtedy tylko piętnaście lat ja wiedziałem, że pociąga mnie bardziej ta sama płeć. Nie oczekiwałem jednak od chłopaka deklaracji, że jego też. Boże po za tym nie wyznałem mu swoich uczuć.  Wyciągnąłem telefon i wystukałem z nudów widomość:

„Nudzę się co teraz masz?”

 Po dobry pięciu minutach moja komórka zadrżała.

„Właśnie siedzę na angielskim i strasznie za Tobą tęsknie”
„Ja też tęsknię Niall, ale nie martw się za parę godzin będziemy razem”
„A właśnie mam małe pytanko czy po twoim przyjeździe nie wybrałbyś się z nami na kręgle?”
„Z nami ?”
„No z moimi przyjaciółmi, chciałbym Ci ich wszystkich przedstawić”
„Pewnie, chętnie z wami pójdę”
„To jesteśmy umówieni”
„Tak, wiesz to ja jak tylko dojadę zadzwonię i wtedy się spotkamy okej?”
„Dobrze. Kocham Cię”
„Ja Ciebie też kocham”

-Panie Malik czy ja panu przypadkiem nie przeszkadzam ? – głos nauczycielki rozniósł się z głośnym echem po klasie.
-No czy ja wiem, już raczej nie.
-Zayn co to ma znaczyć ? Nigdy się tak nie zachowywałeś.
-Pani mnie nie zna. Nie jest pani dane oceniać mnie więc tyle w temacie.
-Dostajesz uwagę.!!
-To proszę wpisać, nie problem. Jutro mnie już tu nie będzie.
-Jak to Cię nie będzie ?
-Wyprowadzam się. Zdziwiona ?
-Natychmiast do dyrektora młody człowieku- wrzeszczała cała bordowa
-Dobra już biegnę.

Jednym ruchem ręki zgarnąłem z ławki swoje rzeczy i wyszedłem z klasy. Ani mi się śni iść teraz do dyrektora. Postanowiłem wrócić do domu. Wolnym krokiem zbliżałem się do małego zielonego domku. Otwarłem drzwi i udałem się do swojego pokoju w celu zapakowania reszty pozostawionych rzeczy. Mamy jeszcze nie było, więc musiałem czekać aż wróci z pracy byśmy mogli w końcu pojechać do Londynu.  Położyłem się na łóżku zamykając zmęczone oczy i pogrążając się w błogim śnie.

„Oczami Harry’ego”

Lou leżał w moich ramionach wtulając się w nie jak najmocniej mógł. Niall stukał coś na telefonie, a Liam ukradkiem spoglądał na Danielle. Byli taką piękną parą. No może nie, aż tak piękną jak ja i Louis, ale jednak. Czułem się tak cudownie. Pragnąłem z całego serca pozostać z tym nieziemskim chłopakiem do końca swojego nędznego życia. Trwaliśmy w tym mocnym uścisku koło dwudziestu minut może dłużej, aż do momentu w którym zadzwonił dzwonek. Puściłem ciało Lou i zebrałem swoje zeszyty z ławki. Chłopak uniósł się pomału i oboje wyszliśmy na korytarz trzymają się za ręce.
Niall uśmiechał się od ucha do ucha.

-Coś ty taki szczęśliwy Niall’er-zapytał Lou
-No to tak, idziemy dziś na kręgle ?
-Kręgle, serio?
-No proszę, proszę, proszę.
-Ale po co chcesz iść na kręgle?
-Bo chciałbym wam przedstawić mojego nowego chłopaka.
-Ty masz chłopaka ?- krzyknąłem ze zdziwieniem
-Mówiłem wam !
-Mi nie mówiłeś !
-Jak nie jak tak !
-Lou prawda, że mi nie mówił?
-No w sumie to tak.
-Oj
-No oj.
-Dobrze no przepraszam Haroldzie, że nie poinformowałem Cię o moim nowym związku, ale to jak idziemy na te kręgle czy nie ?
-Pewnie, że idziemy. Nie mogę się doczekać, aż poznam tego szczęściarza.

„Oczami Niall’a”

Minęła osiemnasta, a on wciąż nie dzwonił. Siedziałem cały roztrzęsiony przed telewizorem jedząc chrupki serowe. Co prawda byliśmy umówieni ze wszystkimi na dziewiętnastą, ale fakt że jeszcze nie dzwonił rozpraszał mnie.  Nagle poczułem wibrujący telefon. Szybkim ruchem ręki odebrałem połączenie.
-Hej Niall to gdzie mamy zamiar się spotkać ?
-Zayn nareszcie. Ile można czekać.
-Przepraszam, ze tak późno ale spałem i mama nie miała serca mnie obudzić.
-Dobrze, nic się nie stało.
-To gdzie zamierzasz się ze mną spotkać kocie?
-Może podasz mi adres a ja po prostu przyjdę po Ciebie co ty na to ?
-Pewnie. To w takim razie Avenue Street 35.
-Ok będę za dziesięć minut.

Nałożyłem na swoje ramiona płaszcz i wybiegłem na ulicę. Nie mogłem doczekać się momentu, aż w końcu go przytulę. Przyspieszyłem kroku nie mogąc się doczekać. Nagle moim oczom ukazała się sylwetka ciemnego chłopaka. Stał przed domem i czekał właśnie na mnie. Podbiegłem do niego zarzucając ramiona na jego szyję. Przyciągnął mnie w pasie i okręcił wokół własnej osi.  Postawił mnie na ziemi i złożył soczysty pocałunek na moich gorących ustach. Wolnym krokiem ruszyliśmy w stronę kręgielni. Trzymaliśmy się za ręce. Byłem szczęśliwy. Mój ukochany wreszcie był blisko mnie i kocham go z całego mojego małego serduszka.

-Niall z kim się właściwie mamy spotkać?
-Trzech kolegów i dziewczyna jednego z nich.
-Czyli będzie nas nie mała grupka?
-No na to wyszło.


„Oczami Harry’ego”

Czekaliśmy już w kręgielni na Niall’a i jego nowego chłopaka. Byłem podekscytowany tym, że przyjaciel spotkał kogoś bliskiego jego sercu. Siedzieliśmy w czwórkę przy stoliku sącząc napoje, gdy nagle drzwi otworzyły się. Niall wbiegł pierwszy i od razu przytulił się do mnie.

-Co jest Niall’er? Gdzie ten Twój ukochany?
-Już idzie poszedł wypożyczyć buty.

Nagle moim oczom ukazał się nie kto inny jak Zayn. Ten Zayn, który był po części winny śmierci mojej mamy. To z nim w tym dniu pobiłem się w szkole. Chłopak szedł w naszą stronę z wielkim uśmiechem na twarzy. Zatrzymał się tuż przed stolikiem i zamarł.

-Cześć Zayn. 

środa, 7 listopada 2012

Rozdział 6 ♥


„Oczami Harry’ego”

Nowy dzień, nowe wyzwania. Wstałem całkiem zaspany odrzucając kołdrę na bok. Na dworze było jeszcze dość ciemno, a większą część świata pokrywała mgła. Uniosłem się z łóżka, aby udać się do łazienki. Jak codziennie wykonałem poranne czynności. Ubrany zszedłem po małych schodkach do kuchni. Na stole stały już naleśniki. No to Gem się postarała tym razem. Usiadłem na krześle i wolno przeżuwałem posiłek. Godziny mijały, a ja wciąż tkwiłem w tym samym miejscu.

Całą noc rozmyślałem nad tym co wydarzyło się między Niall’em a Lou przed szkoły. Byli tylko przyjaciółmi, albo tylko mi się zdawało. No, ale mniejsza ten pocałunek nie wyglądał na przyjacielski, może jednak łączy ich coś więcej. W mojej głowie aż roiło się od pytań, których bałem się zadać. Spojrzałem na zegar, była dopiero siódma, więc ruszyłem swoje wielkie dupsko i podreptałem do salonu.

                                                                                     *

„Oczami Niall’a”

Wstałem, a raczej obudził mnie dźwięk dzwoniącego telefonu. Przetarłem oczy spoglądając na świecący ekran. Szybkim ruchem odblokowałem urządzenie czytając tekst wiadomości.

„Hej słonko. Co zamierzasz dziś robić ? Boże nawet sobie nie wyobrażasz jak tęsknie.”

Uśmiech momentalnie malował się na mojej twarzy. Wreszcie komuś na mnie zależało. Poczułem się taki spełniony, ale za razem rozgoryczony tym, że nie możemy się jeszcze spotkać. Nacisnąłem nową wiadomość, by po chwili wystukać tekst na klawiaturze.

„Hej misiu. Dziś jak codziennie będę tęsknił za Tobą i chyba spotkam się z przyjaciółmi. Chciałbym Cię w końcu znowu zobaczyć i przytulić.”

Nacisnąłem wyślij i czekałem na odpowiedź. Już po chwili mój telefon zabrzęczał.

„Jeju nawet nie wiesz jak bardzo też bym tego chciał, ale mam małą niespodziankę. Ubłagałem mamę i na jakiś czas zamieszkam z ciotką w Londynie.”

Moje oczy wyszły z orbit. Mój ukochany miał być tak blisko mnie i to już za niedługo. Niestety teraz musiałem zbierać się do szkoły i zakończyć konwersację z nim. Wystukałem jeszcze jednego krótkiego sms’a .
„Cieszę się bardzo, ale to bardzo. Tylko teraz muszę już zbierać do szkoły. Pogadamy wieczorem. Zadzwonię.”

Szybko wrzuciłem na siebie rurki i koszulkę i byłem gotowy do wyjścia. Nagle w całym domu rozległ się dzwonek. Zbiegłem po krętych schodach otwierając drzwi. Przed moimi oczami ukazał się smutny Lou i Liam. Obaj nie mieli dobrych humorów. Jedynie ja w tej chwili emanowałem szczęściem.

-Chłopaki co wy tacy przygnębieni?
-Mam kryzys z Dan.
-Jaa.. no sam zresztą wiesz.
-Jeju nie załamujemy się, a cieszymy życiem.
-A ty czemu jesteś taki szczęśliwy?-zapytał Li
-Bo no Lou ja Ci wczoraj mówiłem o tym chłopaku pamiętasz prawda?
-No tak pamiętam.
-To dziś się właśnie dowiedziałem, że przeprowadzi się do Londynu.
-Jakie to romantyczne.-po tych słowach Liam lekko się zaczerwienił.
-No może trochę.
-Więc kiedy nam go przedstawisz?
-Jeszcze nie wiem, ale zrobię to jak najszybciej.
-Jak dobrze, że chociaż jeden z nas jest szczęśliwy w tej chwili.- oczy Lou zaszły łzami
-Louu proszę Cię porozmawiaj z nim. Wyjaśnij, on na pewno też czuję się zagubiony w tej sytuacji, a Twoje zachowanie wcale tu nie pomogło.
-Wiem, postaram się dziś, ale nie jestem pewny czy dam radę.
-Dasz! My w Ciebie wierzymy.
-Dobra, dobra.
                                                                               *


                                                                                        
„Oczami Louis’ego”

Powolnym krokiem zbliżaliśmy się do szkoły. Wiedziałem, że jeśli nie wyjaśnię mu swojego zachowania może już nigdy się do mnie nie odezwać. Może to głupi pomysł, ale postanowiłem zaryzykować. Szukałem go w całej szkole lecz nigdzie ale to nigdzie nie było go. Zrezygnowany udałem się do sali od angielskiego. Zająłem swoje miejsce przy ścianie czekając na Harry’ego.
Wpadł do klasy dziesięć minut po dzwonku mocno zdyszany.

-A więc raczył pan przyjść, panie Styles.
-Ależ oczywiście, gdzie bym sobie odpuścił taką cudowną lekcję jaką jest angielski.

Zbliżał się do naszej ławki. Tak przez pewien czas zapomniałem, że ona jest nasza. Usiadł jak najdalej ode mnie mógł. Poczułem się strasznie. Zrobił to tak bezdusznie jakby brzydził się mojej osoby. Wyrwałem małą karteczkę z końca zeszytu i zapisałem na niej wiadomość 
„Spotkaj się ze mną po szkole w bibliotece. Wszystko Ci wyjaśnię”.
Posłałem karteczkę po ławce czekając na jego reakcje.

Ujął ją w rękę i uważnie studiował każde słowo. Odwrócił się do mnie i kiwnął głową na znak, że się zgadza. Nagle w moim sercu zrobiło się bardzo gorąco. Dawno nie czułem czegoś takiego. Boże nigdy nie czułem czegoś takiego.  Rozmarzyłem się na temat tego jak przebiegnie nasza rozmowa, że skończy się cudownie obejmiemy się i będzie pięknie. Mogła ona skończyć się zupełnie inaczej, ponieważ Harry mógłby nie wytrzymać mojego nacisku i po prostu uciec albo zwyczajnie w ogóle nie przyjść. To byłoby najgorsze.

„3 godziny później”

Czekałem już w bibliotece. Siedziałem przy małym stoliku mając nadzieję, że Hazza jednak się zjawi. Wszystko rozpierdalało mnie od środka. Czułem ucisk w sercu. Bałem się, cholernie bałem się tej rozmowy, ale nie mogę dłużej ukrywać uczuć do niego. Drzwi pomieszczenia zaskrzypiały i zza regału wyszedł nie kto inny jak Harry. Zbliżał się do mnie. Wstałem i wskazałem mu miejsce naprzeciwko siebie. Siedzieliśmy patrząc sobie w oczy, żaden z nas nie wiedział jak zacząć tą niezręczną rozmowę. W końcu przełamałem swój strach, bo to w końcu ja poprosiłem go żeby mnie wysłuchał.

-Harry-zacząłem pomału
-Lou widziałem Cię wczoraj z Niall’em- wypalił proso z mostu
-Ja nie wiem co powiedzieć.
-Powiedz to co zamierzałeś. Może po prostu wytłumacz mi swoje zachowanie bo zaczynam się w tym wszystkim gubić.
-Ja nie wiem jak.
-To po jakiego chuja kazałeś mi tu przyjść.? Najpierw obrażasz się na mnie bo nazwałem cię LouLou, potem gdy wszystko teoretycznie wróciło do normy uciekasz z sali zostawiając mnie tam całkiem rozkojarzonym, po czym widzę Cię na schodach przed szkołą namiętnie całującego się z Niall’em.-spojrzał na mnie z wyrzutem podnosząc się do wyjścia.
-Hazz czekaj.
-Na co? Na to, aż wreszcie weźmiesz się na odwagę i powiesz co chciałeś? Nie mam tyle czasu Lou.
-Ja naprawdę chcę Ci wyjaśnić
-No to zaczynaj. Nie mogę się doczekać.-był zdenerwowany
-Nie wiem od czego zacząć.
-Ja pierdole Lou albo teraz albo nigdy. Zacznij od tego czemu obściskiwałeś się z Niall’em może co?!
-My.. znaczy no kiedyś byliśmy jakby razem ale nie do końca.
-Co to znaczy nie do końca ?
-Boże Harry no obciągaliśmy sobie nawzajem to tyle.
-Wow
-Przepraszam nie chciałem, żeby to tak zabrzmiało
-Ale zabrzmiało. To skoro łączyło was coś dlaczego teraz się całowaliście? Lou ja nic już z twego nie rozumiem.
-Opowiem Ci wszystko od początku dobrze, ale to będzie bardzo długa historia
-Dobrze, tylko może nie tu. Dziwnie się czuję, gdy każdy może usłyszeć o czym mówimy.
-Jasne

Wyszliśmy ze szkoły wolnym krokiem kierując się do parku. Usiedliśmy na zielonej ławeczce oddalonej od placu zabaw w głębi zarośli. To była ławka, którą kiedyś pokazał mi Ben. Ten Ben.

-No więc Lou teraz już nikt nas nie usłyszy.
-Dobrze. Dwa lata temu poszedłem do nowej szkoły. Byłem nowy nie znałem nikogo. Już pierwszego dnia w oko wpadł mi pewien chłopak. Wiedziałem tylko, że jest ode mnie starszy. Z każdym dniem moja fascynacja nim rosła. W między czasie poznałem Liam’a  i Niall’a. Staliśmy się przyjaciółmi. Tylko oni wiedzieli, że jestem gejem i podoba mi się ktoś ze szkoły. Pewnego dnia poszliśmy wszyscy na imprezę do dziewczyny ze szkoły. Było bardzo dużo ludzi i w tym on. Bałem się zagadać, choć tak bardzo chciałem. Stałem pod ścianą obserwując każdy jego ruch. Nim się spostrzegłem stał koło mnie.
-Zauważyłem, ze mi się przyglądasz-powiedział
-Yyy ja no tego boo. – jąkałem się jak nigdy
-Nic nie szkodzi młody też jesteś niezły.
Zaskoczył mnie tym, ale bardzo pozytywnie.
-Jestem Ben.
-Louis.
-LouLou jesteś słodki. Chciałbyś bardziej się poznać.
Od tego wszystko się zaczęło. Z każdym dniem zatracaliśmy się w swoim uczuciu coraz bardziej. Kochałem go. Tak bardzo go kochałem. Byliśmy razem dziewięć miesięcy, aż do tego wstrętnego dnia kiedy to Ben musiał jechać do swojej ciotki do Doncaster. Prosiłem, żeby został. Pogoda była wstrętna, padało, była mgła, widoczność na drodze była minimalna. Uparł się. Nie posłuchał mnie. Pojechał. Godzinę później dowiedziałem się, ze miał wypadek i nie żyję. Byłem załamany. Miłość mojego życia, jedyna osoba, którą kochałem nie żyje. Po tym nie umiałem się pozbierać. Obiecałem sobie, ze nigdy więcej się nie zakocham.

Nie będę już cierpiał i to skutkowało, aż do czasu gdy poznałem Ciebie Harry. Zauroczyłeś mnie już pierwszego dnia naszej znajomości. To, ze powiedziałeś nam od razu, że jesteś gejem trochę mnie zdziwiło ale ucieszyłem się. Nawet nie wiesz jak się ucieszyłem po tych słowach. Tylko, że miałem jeden mały problem. Z każdym dniem coraz bardziej przypominałeś mi Ben’a. Te same kręcone włosy, zielone oczy, dołeczki w policzkach. Każdy twój ruch w moją stronę przywoływał te wszystkie wspomnienia. Bolące wspomnienia. Nie chciałem się zakochiwać, ale stało się i nie umiem nic na to poradzić, dlatego już wiesz dlaczego wtedy w szkole zareagowałem tak gwałtownie na to jak powiedziałeś do mnie LouLou. To było pierwsze przezwisko, które Ben mi nadał.

 Byłeś do niego tak podobny i jeszcze nazwałeś mnie w ten sam sposób. Po prostu nie wytrzymałem tej presji. Jeśli zaś chodzi o to co widziałeś przed szkołą to ja i Niall jak wiesz byliśmy ze sobą. No może nie byliśmy, ale no. Byłem załamany, a on jak zawsze mnie przytulił popatrzyłem w jego pełne smutku i troski oczy i nie mogłem się powstrzymać. Ja przepraszam Harry. Naprawdę przepraszam.

Oczy Harry’ego zaszły łzami, które pomalutku spływały po jego gorących policzkach. Nie mógł znieść tego, że Louis tak cierpiał, a to wszystko przez niego. Robił to co prawda nieświadomie ale zawsze.

-Harry nie płacz proszę. Ja przepraszam, jeśli chcesz mogę się już więcej do Ciebie nie zbliżać.
-Lou nawet tak nie mów. Ja nie mogę uwierzyć, że powiedziałeś mi to wszystko.
-Chciałem Ci wyjaśnić
-Dziękuję.- Harry złapał moją twarz w dłonie i lekko musnął moje usta.
-Hazza?-zapytałem zdziwiony
-No przecież sam powiedziałeś mi, że się zakochałeś. Jezu przepraszam. Odebrałem do od razu do siebie, ale ze mnie idiota.
-Nie jesteś idiotą Harry. Jesteś moim słodkim Harry’m.

Ująłem jego gorące policzki dłońmi gładząc kciukami po nich. Zbliżyłem swoją twarz do jego i złożyłem na tych malinowych ustach lekki, ale namiętny pocałunek.

 ________________________________________________________________
Przepraszam, że dodałam wczoraj taki beznadziejny rozdział, ale nie miałam weny. Dzisiaj rano naszło mnie więc postanowiłam napisać coś nowego póki mam czas i dodać aby wynagrodzić to wszystkim, którzy czytają. Myślę, ze ten rozdział troszkę was zaskoczy choć może nie koniecznie. Teraz zacznie się juz prawdziwy Larry i pomału będziemy zbliżać się do końca. Jeśli jutro coś napiszę nowego to postaram się to dodac w jak najbliższym czasie ale nic nie obiecuje. :3♥

wtorek, 6 listopada 2012

Rozdział 5 ♥


Czułem się rozerwany pomiędzy dwa świat. Nie mam pojęcia dlaczego właśnie tak się poczułem, aż do momentu gdy zadzwonił dzwonek znajdowałem się w jakimś magicznym amoku. Po prostu nie mogłem dopuścić do siebie myśli, że czuje coś do tego chłopaka. Wybiegłem z sali jak oparzony zostawiając go tam samego. Bez żadnego wyjaśnienia, a przecież wszystko było w porządku. Poczułem w sercu, że nie wytrzymam tak długo i rozpłaczę się jak mała dziewczynka. Z każdym jego dotykiem czułem się jak dwa lata wcześniej z moim lubym. To nie było dobrze. Wiedziałem, że jeśli chce bądź oczekuje czegoś więcej od Harrego nie mogę wciąż postrzegać go przez pryzmat „jego”.

Wybiegłem ze szkoły jak najszybciej dało się to zrobić. Łzy zbierały się już w kancikach oczu powstrzymywane przeze mnie. Stałem na marmurowych schodach w samym podkoszulku czując dreszcze. Usłyszałem za sobą ciche wołanie, więc odwróciłem się ostrożnie. Niall biegł w moją stronę z niezawodną szybkością.

-Stary co Ci się stało ?
-Ja nie… - łzy, które tak długo czekały na swoją kolej wreszcie zostały wypuszczone
-Co Ty nie ? Louis powiesz mi wreszcie ?!
-Nie umiem …. On tak bardzo przypomina mi Bena- po tych słowach wpadłem w totalną histerię
-Louu. Ja wiem, że to dla Ciebie ciężkie ale musisz pogodzić się z jego śmiercią.
-Niall ja go kocham.! Rozumiesz kocham Go !

Wpadłem w ramiona przyjaciela zanosząc się płaczem. Ja Louis Tomlinson, wielki pan sławny, stałem przed szkołą płaczą w ramionach najlepszego przyjaciela.   Niall gładził ręką moje plecy.

-Wszystko będzie dobrze stary. Poradzimy sobie z tym razem.
-Dziękuję.

Uniosłem wzrok widząc napuchnięte oczy kolegi. Złożyłem dość namiętny pocałunek na jego wargach. Od razu oddał pieszczotę. Zaczęliśmy się całować z coraz to większym pożądaniem. Może chęcią czegoś więcej. Objąłem jego talie przyciągając chłopaka bliżej siebie.

-Lou. – przerwał nagle Niall
-Tak?
-My.. no my nie możemy znowu tego zrobić.
-Ale jak to
-Nie czujesz się z tym źle ?
-Niall co się stało ? – byłem zaskoczony jego zachowaniem
-No bo ja chyba …
-Co chyba ?
-Zakochałem się. – powiedział rumieniąc się.
-A on wie ?
-Po części.
-Chłopie i Ty mi nic nie powiedziałeś. Niall’er jak mogłeś ?!
-Bałem się.
-Czego ?
-No, że będzie zły albo coś.
-Kocham Cię stary, ale jak przyjaciela.
-Ja Ciebie też Lou.

                                                                                  *

Oczami Harrego

Wybiegłem z sali za nim. Biegł przed siebie wpadając co po chwilę na jakieś osoby, których nie znałem.

Co ja znowu takiego zrobiłem ? Nic już nie rozumiem ? Jeśli miałby coś przeciwko powiedziałby mi prawda ?

Tyle pytań krążyło po mojej głowie na które nie mogłem otrzymać odpowiedzi. Powolnym krokiem zmierzałem w kierunku drzwi budynku. To co zobaczyłem przekroczyło wszystkie moje oczekiwania. Niall wraz z Louisem całowali się namiętnie na schodach. Stałem oszołomiony całym tym wydarzeniem.

To co najpierw chce mnie poderwać, a potem zabawia się z Niall’em. Jak on może. Co go do tego nakłoniło?
Nie mogąc dłużej patrzeć na ten widok odwróciłem się wracając do szkoły na lekcje. Moje życie nie było łatwe, ale teraz już kompletnie się pogmatwało.



________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________

Wiem, że krótkie i spóźniłam się prawie 4 dni ale jakoś nie miałam weny na ten rozdział. W następnym postaram się wszystko wyjaśnić i połączyć w jakiś sposób już Larrego.  Do opowiadania wkradnie się też Zayn, ale tego jak już nie zdradzę. Choć mam nadzieję, że niektórzy się domyślą. Pozdrawiam Ewa xoxo
A bo bym zapomniała następny rozdział dodam jakoś w sobotę, ale nic nie obiecuje.

piątek, 26 października 2012

Rozdział 4 ♥


Może życie nie jest takie kolorowe jak się wydaje. Wszystko  na co walczymy całymi latami potrafi zniknąć w jednej chwili. Nasze rodziny rozpadają się przez małą kłótnię, a rodzice giną przez twoją bójkę z kolegą. Czuje się z tym tak podle. Wiem, nie moja wina ale jednak świadomość zostaje na całe życie.

Kiedy otworzyłem oczy było jeszcze ciemno. Spojrzałem na panoramę Londynu na mojej ścianie i ludzi widniejących na niej. Wyglądali na szczęśliwych. Jakby nigdy nic złego im się nie zdarzyło. Leżałem pod puchową kołdrą okrywającą moje ciało i spoglądałem na niebo przez okno w dachu. Słońce jeszcze nie wstało, a gwiazdy wciąż były widoczne.

Kolorowe smugi rozciągały się po całej okazałości nieba. Latarnie świeciły pełną światłości rozświetlając długie ulice. Podniosłem się rozciągając zmęczone mięśnie spoglądając na zegarek. Była 5:15 więc do szkoły jeszcze dużo czasu. Wolnym krokiem udałem się do łazienki chcąc wziąć gorący prysznic. Całkiem goły wróciłem i wskoczyłem pod pierzynę. Okryłem się pod samą szyję jednocześnie ściskając w dłoniach książkę.

Była to powieść dramatyczna. Opowiadała o historii małego chłopca, który stracił wszystko. Został sam na tym świecie. Miał może z 12 może 13 lat i nie miał nikogo. Co takie dziecko może wiedzieć? Ale jakby nie patrzeć ja byłem tylko 2 lata starszy choć wiedziałem już dużo. Czytając ją odpływałem, stawiałem się na jego miejscu, przeżywałem każdy krok, miejsce  gdzie był, to co czuł, co robił ze sobą, a nawet tą tęsknotę za rodziną. Czułem taką samą więc z tym było najłatwiej. Zatracałem się w niej z każdym dniem coraz bardziej. Potrzebowałem kogoś kto by mi pomógł, pokazał że mogę mieć w nim oparcie.

Potrzebowałem przyjaciela. Takiego, który kochałby mnie za to jaki jestem i wspierał w każdej decyzji. Czułem, że moje życie nie potrwa już długo, więc albo coś zmienię, albo pożegnam się z nim. To jedyne wyście.

Zanim się spostrzegłem była już 7:40. Ubrałem pospiesznie ciemnogranatowe rurki, czarną koszulkę z logiem zespołu „Ramones” do tego białe converse i czarny płaszcz. Zabrałem torbę z przedpokoju i szybkim krokiem udałem się do szkoły. Od wczoraj miałem wielką ochotę zobaczyć się z Louisem. Coś tliło się we mnie ale jeszcze nie wiedziałem co.
  
                                                                          *
Oczami Louisa.

Całą noc nie spałem. Myślałem o nim. Dlaczego już pierwszego dnia musiał trafić w tak czuły punkt. To było jak uczarowane. „On” też zrobił to pierwszego dnia naszej znajomości i od tego czasu nikt mnie tak nie nazywał. Dotknęło mnie to tak bardzo. Poczułem jakby „on” wciąż tu był i mógł ze mną być, a tego nienawidziłem. Odkąd obudziłem się około 3 nie spałem. Bałem się kolejnego dnia i tego, że będę musiał znowu go zobaczyć, a co najgorsze siedzieć z nim na angielskim. Mógłbym nie iść na pierwszą lekcję, przecież i tak nikt by nie zauważył, ale nie chciałem kiblować kolejnego roku. Zebrałem się koło 8 pośpiesznie zamykając drzwi za sobą. Niall i Liam już na mnie czekali.

-Co jest stary ?- zapytał zaciekawiony Liam widząc moją minę.
-Weź nie spałem całą noc, czuję się taki wypluty.
-A kto Ci tak zaprząta tą Twoją śliczną główkę- zażartował
-Buhahahhaha – Niall wybuchnął nie pochamowanym śmiechem
-A Tobie co jest idioto ?
-Tylko mi nie mów, że to ten nowy.
-Jaki nowy?- Liam wytrzeszczył oczy
-No, wczoraj do naszej kochanej klasy dołączył nowy kolega. Ma na imię Harry, ma 15 lat i zdecydowanie wpadł Lou w oko.
-Zamknij się.-warknąłem

Czułem jednak gdzieś w środku, że to zupełnie szczera prawda. Nie powinienem mieć problemu. Sam nam wczoraj wyznał, że jest gejem, a ja normalnie przeleciałbym go i zostawił, ale było w nim coś innego, coś przez co nie mogłem tego zrobić.

-Lou nic mi nie mówiłeś ! Dlaczego nic mi nie mówiłeś ?- wrzeszczał Li
-Bo nie ma nic do mówienia
- A i jeszcze powiedział, że jest gejem.- Niall aż rozpromieniał
-Boże czy tylko ja tu wole dziewczyny- lamentował chłopak
-TAK TYLKO TY! – wypowiedzieliśmy równocześnie z Niall’erem.
-To dlaczego po prostu nie zrobisz tego co zawsze ?
-Liam nie umiem. Nie umiem postąpić tak w stosunku do Hazzy. To mnie przerosło, gdy tylko widzę go uśmiechającego się i ten błysk w jego szmaragdowych oczach ściska mnie w żołądku. I wiem, że znam go tylko od wczoraj, ale nie umiem tego odpędzić. Czuję się taki rozbity.- zwiesiłem głowę.

Chłopcy popatrzyli po sobie niepewnie po czy Li przytulił mnie najmocniej jak umiał. Poczułem ciepło napływające z jego ciała. Zrobiło mi się lepiej, ale nie na tyle by być szczęśliwym.


Otwarliśmy drzwi klasy wparowując do niej. Nauczyciel podniósł wzrok na mnie.

-To znowu pan, panie Tomlinson.
-Tak to ja, a to pan, a to Liam i Niall. Możemy już skończyć
-Siadać! Wszyscy spóźnienie.

Harry siedział z głową wpatrzoną w szybę. Zajął moje miejsce. Odsunąłem krzesło i przycupnąłem przy nim.

        
                                                                         *

Oczami Harrego.

Wszedłem wolnym krokiem do sali. Nie było go. Usiadłem w ławce całkowicie zatracając się w krajobrazie. Bazgrałem ołówkiem w zeszycie denne rysunki kotów. Nagle drzwi otworzyły się z gromki hukiem. Louis wraz z Niall’em i jeszcze jednym chłopakiem weszli do klasy. Wymienili parę zdań z nauczycielem, po czym udali się do ławek. Serce biło mi coraz szybciej, gdy tylko on się zbliżał. Odsunął pomału krzesło siadając na nim delikatnie. Obserwował mnie, czułem jego wzrok na swoim ciele. Odwróciłem głową zauważają jego oczy tuż przed swoimi.

Westchnąłem głęboko nie mogąc nic powiedzieć. Lou wpatrywał się w moje oczy, a ja w jego. Świeciły blaskiem, tak topazowego koloru nigdy nie widziałem. Mrugałem co po chwilę, gdy on zbliżał się nie miłosiernie. Spostrzegając się co robi odsunął się nagle, nie pozostawiając po sobie żadnej pamiątki. Złapałem jego dłoń pod ławką mocno zaciskając na niej palce. Odwzajemnił moją czułość. Drugą dłonią gładziłem jego udo chcą aby nie czuł się skrępowany. Było mi wtedy tak dobrze do momentu, gdy nie zadzwonił dzwonek wyrywający nas z transu.
Lou wybiegł  jak oparzony z sali zostawiając mnie totalnie zdezorientowanym. Siedziałem na krześle nie umiejąc się poruszyć. To co było przed chwilą znikło i chyba już nigdy nie wróci. Znowu zjebałem. Po co ? Dlaczego ?
_________________________________________________________________

Normalnie jestem w szoku. Napisałam ten rozdział w troszkę ponad godzinę bez jakiejkolwiek weny. Może nie ma w nim dużo akcji, ale to tylko taka przejściówka. W końcu zanim zacznie się akcja trzeba jakoś zacząć. :D ♥ Chciałabym prosić wszystkich czytających, aby dodawali się do obserwatorów i komentowali. Jest to dla mnie bardzo motywujące i pomaga mi w lepszej pracy.  


piątek, 19 października 2012

Rozdział 3 ♥

Nowy dzień, nowe wyzwania. Około siódmej rano obudził mnie krzyk Gemmy wychodzącej do pracy. Dziś jest mój pierwszy dzień w szkole.

Tak cholernie się boję. Czy wszyscy wiedzą co stało się z moją mamą? Dlaczego się tu przeprowadziłem?


Nie miałem siły podnieść się z łóżka, więc postanowiłem jeszcze trochę poleżeć. Nie wyszło mi to na dobre, ponieważ prawie spóźniłem się na pierwszą lekcję. Spostrzegając zegarek i godzinę na nim wbiegłem do łazienki, opłukałem twarz wodą i umyłem zęby. Założyłem białą, obcisłą koszulkę i kremowe rurki, na wierzch sweter w czerwono-granatowe paski. Zszedłem po stromych schodkach do przedpokoju. Było cicho. Wręcz za cicho.

Udałem się w stronę kuchni łapiąc zaschniętego tosta z dżemem i popijając go sokiem pomarańczowym. Narzuciłem białe converse i trzaskając drzwiami wyszedłem z kamienicy.  Byłem w połowie drogi, a zostało nie całe dziesięć minut. Już wiedziałem, że spóźnię się. Zwolniłem kroku oglądając krajobraz i omijających mnie przechodniów. Doszedłem do szkoły znacznie za późno nie przejmując się tym. Pierwszy angielski. Otwarłem drzwi klasy i ujrzawszy grubawego nauczyciela wparowałem do sali. Mężczyzna zmierzył mnie wzorkiem, a gdy podałem mu kartkę uśmiechnął się.

-Klaso przedstawiam wam nowego ucznia o to Harry Styles. Od dziś jest waszym kolegą.

Po pomieszczeniu rozlały się ciche szepty i piski jakiś dziewczyn. Skierowałem się do tyłu klasy z ciężkim grymasem na twarzy.  Zobaczywszy w ostatniej ławce chłopaka w koszulce w paski rzuciłem torbę tuż koło niego. Zaczerwienił się lekko po czym odwrócił wzrok do okna.

-Jestem Harry, ale to chyba już wiesz
-Louis-odburknął niemile
-Jeśli chcesz mogę sobie pójść, nie problem.
-Nieee, znaczy no nie musisz. Będzie fajnie jeśli chcesz siedzieć ze mną.
- Pewnie, ze chcę przecież nie znam nikogo, a teraz chociaż wiem jak masz na imię.

Chłopak posłał mi znaczący uśmiech po czym położył głowę na torbę, zamykając oczy. Zastanawiałem się dlaczego zareagował tak gwałtownie, gdy chciałem zmienić miejsce. Może wiedział o tym co się wydarzyło, a może po prostu chciał być miły. No cóż cieszyłem się, ze chociaż będę miał się do kogo odezwać.

-Tomlinson, a Ty co odpoczywasz ? – zagadał blondyn i szturchnął chłopaka
-eee Niall’er daj mi spokój
-A co nie spało się w noc ? Koszmary ? Nie było mnie przy Tobie, bardzo przepraszam.- wypowiadając ostatnie słowa nie mógł powstrzymać się od śmiechu
-Nie idioto, obudziłem się o czwartej i później już nie spałem.
-Mały Lou ma koszmarki. Mały Lou ma koszmarki- zaczął wykrzykiwać
-Ty a może zamiast wymyślać dlaczego chce mi się spać przedstawisz się koledze jełopie?
-Koledze ?- zrobił zdziwioną minę
-Cześć. Jestem Harry – wydukałem
-Niall
-Miło mi Cię poznać.
-Lou mogę Cie o coś zapytać?
-Mhm
-Gdzie wyrwałeś takie ciasteczko ?

Czy on właśnie nazwał mnie ciasteczkiem ?

 -
Zamknij się.!!
-No, ale przecież powiedziałem tylko prawdę !
-Czy ja wam nie przeszkadzam – powiedział wkurzony nauczyciel
-Ależ owszem, troszeczkę- skwitowałem

Facet zrobił się cały czerwony i odszedł marudząc pod nosem jakieś przekleństwa.

-Wow, Lou niezła sztuka. Nie dość, że ładna to jeszcze niegrzeczna.
-Czy ty nie możesz trzymać języka za zębami ?
-Ej Louis nie denerwuj się tak. Nie ma czym. – uspokoiłem chłopaka
-Nie przeszkadza Ci to co on mówi ? Nie czujesz się głupio ?
-Dlaczego miałbym. No rozumiem, gdyby mnie obrażał ale jak na razie tylko mi pochlebia.
-No, ale on traktuje Cię jak obiekt SEKSUALNY- wypowiadając to zdanie dał duży nacisk na ostatnie słowo
-Nie, jakoś nie bardzo. Nie wstydzę się swojej seksualności, więc jeśli chcecie mogę od razu powiedzieć, że wolę chłopaków i nie jest to dla mnie problem.

Po tych słowach mina Lou zrzedła. Zrobił się cały czerwony i starał się unikać mojego wzroku.

Może nie potrzebnie to wszystko powiedziałem już pierwszego dnia. Kurwa mać. Zepsułem wszystko. Zaprzepaściłem swoją szanse na nowe życie w innym mieście.
- Jak zajebiście-krzyknął Niall
-Co?- moje zdziwienie rosło coraz bardziej
-No mówię, że zajebiście.
-Nie przeszkadza wam to ?
-Ej ja osobiście jestem bi, więc jest lajt, a Lou musi sam Ci to powiedzieć. Ja się nie wtrącam.
-I dobrze kretynie
-LouLou ?
-Nie mów tak do mnie !!!

Chłopak wybuchnął krzykiem i zabierając szybkim ruchem swoje rzeczy uciekł. Siedziałem zaskoczony wpatrując się w drzwi, cały czas myśląc że on może jednak wróci.

Co ja takiego zrobiłem? To wszystko przez to jak go nazwałem. W sumie powiedział raczej wrzasnął prosto w moje oczy, ze mam tak nie mówić, ale nie musiał od razu tak wybuchać. Ja też nie lubię wielu ksywek związanych z moim imieniem, no ale bez przesady. Choć może to źle mu się kojarzy. Może to tak jak ze mną i z „Hazzuś”. Nie zniósłbym jeśli ktoś bym mnie tak teraz nazwał. To było, jest i będzie zarezerwowane jedynie dla moje mamy. Nikogo więcej .
                                                                             
                                                                                      *
Po trzech lekcjach chodziłem po szkole ciągle rozkojarzony wydarzeniem z pierwszej godziny. Nie byłem pewny czy Lou będzie chciał kiedyś ze mną gadać. Fakt, że poznałem tylko jego i Niall’a nie ruszył go. Snułem się po korytarzach oglądając dziwnie znanych mi ludzi. Dziewczyny chichoczące i poprawiające makijaż, mięśniaki, kujony i skate. Każdy stał pod swoją szafką sam, bądź w większej grupce. Tylko ja nie miałem z kim porozmawiać.  Udałem się wolnym krokiem do szkolnej biblioteki.

 Uwielbiałem to miejsce. Panowała tu cisza, której nikt nie mógł naruszyć. Czasami zdarzały się szepty lub ktoś przesuwał stołek. Obchodząc regały, zatrzymałem się przy fantastyce. Mój ulubiony dział. Złapałem pierwszą lepszą książkę i opadłem na posadzkę. Oparłem się plecami o sąsiedni regał i zacząłem czytać. Pogrążyłem się w marzeniach, których nigdy już nie spełnię. Nie wrócę do domu. Do mojego domu. Nie tego tu, a w Cholmes Hapel gdzie żyłem całe piętnaście lat. Tęskniłem za przyjaciółmi. Co najdziwniejsze nawet za Zayn’em za którym to szczególnie nie przepadałem. Fakt, faktem znaliśmy się od dziecka.

Mieszkaliśmy dom przy domu co nie zmieniło tego, że tłukłem się z nim przynajmniej raz w tygodniu. Powodem mogła być zwykła drobnostka. Czasami sam zastanawiałem się po co on w ogóle nam mnie skakał. Może nie chciał się bić tylko czuł coś czegoś bał się i w ten sposób próbował pokazać mi że nic dla niego nie znaczyłem. Tylko, że ja wiedziałem że to nie prawda. Raz po imprezie u kolegi wygadał się, że chętnie by mnie pocałował. Nie było to coś dziwnego lecz po tych słowach zrobił się czerwony i wybiegł. Pamiętam to jakby to było wczoraj. Podniosłem głowę znad książki, usłyszawszy dość głośne chrząknięcie.

-Mógłbyś się stąd przesunąć ?

Chłopak wpatrywał się w moje oczy z takim bólem i goryczą, której nigdy nie widziałem. Miał ciemne ślady zachodzące prawie na policzki.

-Lou..-zamarłem widząc jego minę- Ja naprawdę przepraszam..-zdołałem wydukać z wielką gulą w gardle.
-Nie masz za co przepraszać. To nie twoja wina. Nie mogłeś wiedzieć.
-Tak, ja wiem ale czuję się bardzo źle z tym.
-Nie myśl o tym, zapomnij po prostu zapomnij. Tak jakby nic się nie stało. Tylko proszę… Nie mów tak więcej okej ?
-Nie będę, masz moje słowo.
- A teraz jeszcze raz mógłbyś się przesunąć potrzebuje książki z dolnej półki, a jak na razie ty mi ją zasłaniasz.
- Już, już.

Podniosłem swoje ciężkie dupsko i  ruszyłem w stronę kontuaru bibliotekarki. Podałem jej powieść i wyszedłem przed budynek zaczerpując świeżego powietrza.
                                                                                           
___________________________________________________

Wiem, że przetrzymałam was 2 dni ale po prostu nie miałam czasu dodać rozdziału. Planuję każdy dodawać w piątek koło tej godziny :D Chciałabym prosić tych którzy czytają, żeby chociaż zostawili po sobie jakiś ślad w postaci komentarza. Byłoby to dla mnie motywujące do dalszej pracy i miałabym świadomość, że ktoś to w ogóle czyta. 

środa, 10 października 2012

Rozdział drugi ♥


Wstałem o siódmej jak każdego dnia. Codziennie przychodzą do mnie Liam i Niall, moi dwaj idioci. Kocham ich ponad życie i nie oddam nikomu. Tylko oni wiedzą o mojej mrocznej tajemnicy i kim tak naprawdę jestem. Jak się już wszyscy domyślają nazywam się Louis Tomlinson i mam siedemnaście lat.


Otworzyłem ciężkie mosiężne drzwi naszej szkoły i wlokąc za sobą torbę powędrowałem do klasy. Pierwszy angielski(nienawidzę tego gościa). Wszedłem do sali, w której byli już wszyscy uczniowie wraz z nauczycielem.

- O widzę, że pan Tomlinson znowu zaszczycił nas swoją obecnością
-Przyszedłem to powinno cieszyć czyż nie.

Nie oczekując odpowiedzi usiadłem w ostatniej ławce tuż za moim przyjaciółmi. Codziennie ta sama gadka. Zawsze pretensje o to że się spóźniam. Nie moja wina, że mam twardy sen i nie słyszę budzika. Czterdzieści pięć minut minęło mi w męczarniach. Wyszedłem na korytarz szukając znajomych. Obiegłem wzorkiem całą przestrzeń między szafkami a łazienką . Niall stał sam pod toaletą ewidentnie na mnie czekając. Wpadłem na niego i ciągnąc za rękaw jego bluzy udałem się do ubikacji.

-Cześć kochanie. – wyszeptał do mojego ucha
-Mrraauu.
-Och Lou, nie rób tak bo czuję się twardy-posłał mi ciepły uśmiech.
-To co chciałbyś się pobawić Niall’er czy może jednak się boisz kociaku ?
- Z Tobą zawsze i wszędzie.

Otworzyłem drzwi jednej z kabin i popchnąwszy go na ścianę wpiłem się w ciepłe wargi. Oddał mój pocałunek z takim oddaniem, które przepełniło mnie od środka. Nie byliśmy zachłanni, nic z tych rzeczy. Całowaliśmy się delikatnie, lekko napierając na swoje ciała. Powoli włożyłem rękę pod jego koszulkę. Jeździłem dłonią po ciepłym i wyrzeźbionym torsie. Niall uniósł swoje ręce do góry pozwalając mi tym samym na ściągnięcie jego odzieży. Odrzucając koszulkę chłopaka zjechałem ręką do rozporka.

-YYY Lou…
-Coś nie tak? – przerwałem pieszczotę
-Jeszcze tego nie robiłem i trochę się boję-powiedział
-Nie musimy jeszcze nic robić jeśli nie jesteś gotowy. Możemy się tylko pobawić
-Dziękuje –powiedział chłopak całując moje usta

Wracając do tego co robiliśmy wcześniej ponownie zjechałem dłonią do rozporka pomału go rozpinając. Chłopak wzdrygnął się czują moją rękę na swojej męskości. Był twardszy niż przypuszczałem. Objąłem go całego i zacząłem posuwać do góry i w dół. Niall’er wydał z siebie gardłowy jęk. Czułem jak krew spływa mi do dolnych części ciała. Mój mały przyjaciel stawał się coraz to bardziej napęczniały. Wykonując ciągle ten sam ruch poczułem, że napływa ten moment kiedy mój kolega zaraz dojdzie. Usadziłem na jego ustach soczystego całusa i wtedy moja rękę zrobiła się ciepła i klejąca. Uśmiechnąłem się do chłopaka. Stał z zadowoloną miną spoglądając na mnie z u kratka. Wyciągnąłem zdobycz i oblizałem ją po całej długości. Niall naparł na moje usta przygryzając mi dolną wargę. Jęknąłem podniecony, a on nie pozostał mi dłużny. Już po chwili klęczał przede mną obciągając mi. Starałem się stłumić emocje gromadzące się w mojej głowie.
                             "Przecież ja go nie kocham. Dlaczego mu to robię ?"
Stłumiłem to uczucie i wytrysnąłem prosto do ust chłopaka. Połknął wszystko oblizując się. Podniosłem go i pocałowałem po raz ostatni. Ubrałem spodnie i wyszedłem zostawiając go samego, aby nikt nie wiedział co wydarzyło się przed chwilą.
                                                                                             
        *

Zmierzałem małymi kroczkami w stronę domu. Nie było to daleko, ale nie lubiłem sam wracać. Chłopcy nie mogli mnie odprowadzić, ponieważ oboje mieli trening. Czułem się jak świnia przypominając sobie poranną akcję z Niall’em. Raniłem go nawet o tym nie wiedząc. Patrzył na mnie z takim uczuciem, a ja go po prostu wykorzystywałem. Umówiliśmy się na samym początku, że to układ czysto seksualny(choć żadnego seksu jeszcze nie było). Było tylko małe, przyjemne obciąganko, którego nie potrafiłem sobie odmówić. Każdego ranka po pierwszej lekcji spotykaliśmy się przed właśnie tą toaletą i korzystaliśmy z tej samej kabiny. Męczyłem się z tym coraz bardziej.  Zbliżałem się do mieszkania. Wszedłem po małych schodkach otwierając wielkie drzwi prowadzące na przedpokój.
-Wróciłem !!!
Nikt nie odpowiedział. Jak zawsze, wszyscy w pracy. Moi rodzice pracowali aż za dość. Nie przeszkadzał fakt, że posiadam cztery młodsze siostry. Mama znalazła opiekunkę dla bliźniaczek, która każdego dnia rano zabierała je, a wieczorem odwoziła.  Poszedłem na górę do swojego przytulnego pokoju.  Rzuciłem plecakiem w kąt i rzuciłem swoje ciało na łóżko. Zabrałem z nocnej szafki laptopa i od razu włączyłem twittera. Podobno mieli dodać zdjęcia na konto szkoły. Wszedłem w obserwatorów, był w nich nowy chłopak. Miał piętnaście lat i właśnie przeniósł się do Londynu.  Obejrzałem wszystkie zdjęcia jego profilu. Miał kręcone, ciemne, dość długie włosy. Oczy koloru szafirów. Policzki lekko wydęte. Usta różowe i pełne. Był piękny. Pierwszy raz w życiu widziałem kogoś takiego.  Fakt, że był młodszy nie zmieniał tego iż będziemy w jednej klasie. Byłem osobą, która miała głęboko i szeroko zdanie innych, a szkołę to już w szczególności. Zawsze zawalałem egzaminy końcowe. Zamknąłem laptopa odkładając go na podłogę. Przymrużyłem oczy pozostawiając swojej świadomości czas na przetrawienie tego wszystkiego. Całej sytuacji z Niall’em i tego co wstąpiło w moje ciało, gdy tylko ujrzałem zdjęcie chłopca.

                                                                            *

Obudziłem się dobrze po północy. Mozolnie zwlokłem ciało z posłania i powolnym krokiem zmierzałem w stronę łazienki. Rozpinając guziki koszuli zauważyłem malinki na moim torsie i lekkie ślady zębów.  Czułem się okropnie. Każdym choćby mały skrawek pokryty był wstydem i uczuciem zbrukania.  Niall był miły i słodki, ale nie uważałem go za kogoś w kim mógłbym się zakochać. Wszedłem do wanny zanurzając się w malinowej pianie. Oparłem głowę o zagłówek i pogrążyłem swoje ciało i umysł w myślach.
               Moje kochanie dawno zniknęło. Nigdy go nie zobaczę. Powinienem pogodzić się ze stratą i żyć dalej, ale nie potrafię. Był moją pierwszą i ostatnią miłością. Choć wyznam szczerze, że na widok zdjęcia tego nowego zrobiło mi się gorąco. Był młody, niedoświadczony, na pewno nie zna życia. To wszystko będzie bez sensu jeśli zagadam do niego jutro z jednego powodu.”

Rozejrzałem się po pomieszczeniu. Siedziałem tu już dobre dwie godziny, więc postanowiłem wyjść. Po osuszeniu się ubrałem bokserki i poczłapałem do salonu. Dochodziła już czwarta nad ranem. Włączyłem telewizor na kanał z wiadomościami. W centrum był wypadek, w którym zginęło piętnaście osób.  Nagle usłyszałem głos mamy

-Louis!!! Louis !!!
-Jestem na dole!
-Muszę powiedzieć Ci coś ważnego synku
-Synku ? – zapytałem zaskoczony
-Oj no nie denerwuj się tym. To bardzo ważne.
-No to…. Może w końcu powiesz mi o co chodzi ?
-To nie powiedziałam ?
-Nie !
-Więc, ja i tata wyjeżdżamy  na dwa tygodnie..
-Nic nowego.-odburknąłem
-Nie tym razem. Dziewczynki pojadą z nami, a Tobie zostawiamy cały dom.
-Serio ??
-Tak kochanie, jesteś już na tyle dorosły .
-Dziękuję, dziękuję.-ucałowałem rodzicielkę i pobiegłem na górę ubrać jakieś ciuchy.

Zebrałem wszystkie książki do plecaka wkładając na siebie bardzo dopasowany T-shirt w biło-niebieskie paski, czerwone rurki i białe tomsy. Mój własny styl. Uczesałem włosy choć szczerze mówiąc do uczesania było temu daleko. Zabrałem torbę i udałem się do kuchni po kilka marchewek na śniadanie i kawę zbożową.

                                                                             *

Następny dzień, następny dzień. Postanowiłem powiedzieć Niall’owi, że nic do niego nie czuję i nic z nas nie będzie. Pewnie i tak się nie odważę i znowu się zabawimy, a ja będę czuł się gorzej i pociągnę się do czegoś złego. Nie chce nawet sobie tego wyobrażać, ale tak może się stać. Mimo iż jestem dość popularną i charyzmatyczną osobą w wyznawaniu uczuć jest ze mnie ciota. Mam wielki uraz. Pierwszą osobą , którą wyjawiłem co czuję był ON. Nie skończyło się to najlepiej dla naszej dwójki. W ten sam dzień postanowiłem, że skończę z miłym i kochanym Louis’em i moją ciotowatą stroną. Teraz coraz częściej jednak czuje, że wtedy byłem lepszym człowiekiem na którego można było liczyć. To jest takie… cholernie upokarzające. Całe życie i świat.
___________________________________________________________________________________________________________________________________________
Więc tak drugi rozdział miałam dodać dopiero w piątek ale na specjalne życzenie mojej przyjaciółki jest już dziś. Mam nadzieję, że się spodoba, a następny naprawdę obiecuje dłuższy. Teraz miałam dużo nadrabiania wiec wyszedł dość króciutki, ale mam pocieszenie dla wszystkich zaczęłam następny i już mam 3 strony a to nie koniec :D Wow i w ogóle  dziękuje wszystkim za to 107 wejść to dla mnie dużo znaczy, a wasze komentarze motywują mnie do pracy. *___*



piątek, 5 października 2012

Rozdział pierwszy


             
Dlaczego życia jest takie trudne. Przysparza tylko kłopoty, które ciężko rozwiązać. Po co się urodziłem? Dlaczego świat istniał ? Przecież to nie potrzebne. Wszystko jest bez sensu. Tak, wiele pytań każdego dnia pojawiało się w mojej głowię. Dudniły nasilając podły humor, roztrzaskiwały moją czaszkę na miliony kawałeczków.  Wiem, że nie znam się na życiu. Te słowa słyszałem wiele razy. Jesteś na to za młody. A co ty wiesz człowieku. Zapytaj kiedy dorośniesz, ale ja nie jestem już mały dzieckiem. Wręcz przeciwnie, jestem młodym chłopakiem, który został sam na świecie. No może nie całkiem sam bo przecież mam siostrę, ale mamy już nie odzyskam. Tak  jak się pewnie już wszyscy domyślają nazywam się Harry Styles i właśnie tu chciałem opowiedzieć wam moją historii.

                                                                                               
Odkąd pamiętam mieszkałem w Cholmes Hapel. Życie wiodło mi się jak każdemu nastolatkowi szkoła, dom, znajomi. Jednak wszystko zmieniło się po tym cholernym wypadku.
                Tak, uważam że to moja wina i do końca swoich dni będę tak myślał

Moja mama została wezwana do szkoły z powodu mojej bójki z kolegą. Było pochmurnie, więc niechętnie wsiadła w samochód i udała się wprost do placówki. Jechała krajową ósemką odbierając telefon od Gemmy.

-Mamo będę dziś później, nie czekaj z kolacją
-Dobrze kochanie, nic się nie stało. Właśnie jadę po Harrego znowu bił się z Zaynem.
-Czy on kiedyś nauczy się go ignorować ?!- powiedziała poirytowana
-Bardzo bym tego chciała, ale teraz już kończę.
-Widzimy się wieczorem.
Rozłączyła się rzucając komórkę na przednie siedzenie.  Podniosła wzrok i zobaczyła jadącego z pełną prędkością tira, którego kierowca nie mógł zapanować nad kierownicą. Mama próbowała zahamować, ale było za późno. Zderzyli się ze sobą. Zginęła na miejscu. Ja, nieświadomy tego co właśnie się stało czekałem podenerwowany siedząc na drewnianym krześle przed gabinetem dyrektora. Nagle rozebrzmiał głos telefonu. Widziałem, że twarz sekretarki pobladła. Podeszła do mnie wolnym krokiem i powiedziała, że ma mi coś ważnego do powiedzenia.

-No to niech pani mówi-uniosłem się
-Harry..-zatrzymała głos – Twoja mama miała wypadek.
-Co kurwa !!!
-Wiem, że to trudne ale musisz się z tym pogodzić
-Jak to miała wypadek! Jaja sobie robisz ! Przecież miała tu zaraz być !- wrzeszczałem przerażony
-Tak wiem, ale zderzyła się z tirem na autostradzie i … Bardzo mi przykro
-Co! Przykro Ci ! Jak może Ci być kurwa przykro ! Moja mama nie żyję !- płakałem

Pierwszy raz od kiedy tata nas zostawił, a było to bardzo dawno temu. Zostałem sam. Totalnie sam. Co ze mną będzie ? Pójdę do domu dziecka ? Gemma nie zajmie się mną, ona ma swoją pracę, chłopaka.  Gdyby nie ta bójka z Zaynem moja rodzicielka nie musiała by po mnie przyjeżdżać. Dlaczego znowu to zrobiłem ? A przecież prosiła mnie. Myśli kłębiły się w mojej głowie. Z każdą następną popadałem w większy płacz. Sekretarka odeszła. Wróciła do swojej pracy. W sumie co kobieta mogła zrobić mają przed sobą załamanego piętnastolatka, który wpadł w histerię. Pozostało mi teraz tylko czekać, aż ktoś po mnie przyjedzie jeśli w ogóle coś takiego miało się zdarzyć.  Po niecałych piętnastu minutach zjawiła się moja kochana siostra. Była w opłakanym stanie. Ręce trzęsły jej się nie miłosiernie. Widziałem, ze nie wie co powiedzieć. Zanim cokolwiek zrobiłem wydukała te kilka słów.

- Ja po Harre'go Styles
- A tak pani to Gemma jak mam rozumieć ? – zapytała kobieta
-Tak proszę pani- spuściła głowę nie chcą utrzymywać większego kontaktu
-Może go pani zabrać
Wstałem z krzesła biorąc ją za ramię i prowadząc na korytarz. Tego co się stało chyba nikt by się nie spodziewał. Rzuciła się na moje ramiona mocno je obłapując. Choć była ode mnie starsza o prawie dziesięć lat mama nadal uważała ją za dziecko.  Przytuliłem siostrę i powolnym krokiem ruszyliśmy do samochodu stojącego na szkolnym parkingu. Bałem się zapytać jak teraz będzie wyglądało moje życie. Do tej pory nie było zbyt kolorowe, ale podobało mi się. Kumple, rodzina coś normalnego a teraz ? W oczach Gemmy wciąż błyskały pojedyncze łzy .

- Harry – zaczęła nieśmiało
- Tak ?
- Pojedziesz ze mną do Londynu.
- Co ?- wrzasnąłem
- Hazz spokojnie, to jedyne wyjście. Nie mogę przecież zostawić Cię tu samego ani oddać do domu dziecka tego bym sobie nie wybaczyła. Więc postanowiłam, że zabiorę Cię do Londynu.
- Skąd wiesz, że tego właśnie chcę ? Nigdy nie obchodziło Cię moje życie, a teraz nagle jak mamy już nie ma chcesz naprawić wszystkie relacje ?!
-Hazza nic Cię tu nie trzyma! Sprzedamy domu i razem ze mną pojedziesz do stolicy. To jedyne wyjście.
-Ale ja nie chcę. Mam tu przyjaciół, wychowałem się w tym mieście. Tu jest mój dom Gemma.
- Wiem i bardzo żałuję, ale nie mam innego wyjścia. Jeśli nie pojedziesz ze mną opieka społeczna odda cię do jakiejś rodziny zastępczej, a tego nie chcemy prawda ?
-Prawda- przytaknąłem rozgoryczony
-Pojedziemy do domu, spakujesz się, zjemy kolację i jedziemy – ucałowałam czule moje czoła po czym wsiadła do samochodu.
Jechaliśmy w ciszy oglądając krajobrazy za oknem, których więcej nie zobaczę. To było coś strasznego. Moje całe życie wywróciło się do góry nogami przez jeden jebany wypadek. Wiem, że z Gemmą nie będzie tak źle, ale Londyn. Nowe miasto, nowa szkoła, nowi znajomi. Będę sam. Tu byłem znany, każdy chciał ze mną zamienić chociażby słówko a żeby potem chwalić się przed znajomymi jak to rozmawiał z wielkim panem Stylesem. Po około piętnastu minutach znaleźliśmy się pod małym domkiem z cegły.  Otwarłem drzwi  i zacząłem powoli wspinać się po schodach. Jeszcze rano było tu czuć ten piękny zapach dymu i świeżych naleśników. Wyciągnąłem z małej szafki plecak i wkładając do niego najpotrzebniejsze rzeczy oglądałem każdy skrawek pokoju. Było tak cicho, nikt nic nie mówił, nie grała muzyka. Podszedłem do nocnego stolika na którym stała kolekcja zdjęć. Włożyłem każde z nich do torby lekko owijając ubraniami. Jeszcze raz obiegłem oczami pomieszczenie po czym zatrzasnąłem drzwi.


Trzy godziny później byłem już w stolicy. Stanęliśmy przed starą kamienicą pokrytą odpadającym tynkiem. Okolica nie była za ciekawa, ale pewnie się do niej przyzwyczaję. Gemma otworzyłam bagażnik, a ja wyciągnąłem z niego walizkę i wielkie pudło. Skierowaliśmy się do drugiej klatki. Wchodząc po schodach czułem smród zdechłych zwierząt i nieświeżej atmosfery.
- Harry, ja wiem że może tu nie jest i nie będzie jak w domu ale postaraj zaakceptować się to że będziesz ze mną mieszkać . Dobrze ?
- Pewnie. Na pewno będzie fajnie – powiedziałem wymuszając lekki uśmiech
-Dziękuję- powiedziała i otworzyła mahoniowe drzwi

Stanąłem w korytarzu spoglądając na salon. Był przytulny, pomalowany na ciepłe kolory.  Wszystko wokół było takie ładne i przyjemne. Położyłem karton na posadzkę wchodząc w głąb mieszkania. Usiadłem na kanapie i włączyłem telewizor. Właśnie leciała powtórka X-Factor'a. Uwielbiałem ten program. Zawsze można się pośmiać z ludzi, którzy przychodzą i myślą że są wielce utalentowani. 
-Hazz może chciałbyś zobaczyć swój pokój ?
-To ja mam pokój ? – wytrzeszczyłem oczy
-Oczywiście, ze masz a myślałeś, że będziesz spać na kanapie.
-Szczerze ? Właśnie tak.
-Chodź, zaprowadzę Cię.

Weszliśmy po małych schodkach w korytarzu prowadzących na poddasze. Na końcu korytarza były 3 pokoje i 2 łazienki. Spojrzałem znacząco na siostrę. Kierowaliśmy się dalej prosto, aż nagle Gemma skręciła w prawo. Wparowała do dużego, niebieskiego pokoju z panoramom Nowego Jorku na ścianie.
-Może być ?
-Jest cudowny- zdołałem wydukać
- Cieszę się, że ci się podoba kochanie. Może chciałbyś się zdrzemnąć ?
-Powinno to dobrze mi zrobić.
-To ja już pójdę przygotować kolacją, a ty się rozgość.

Opadłem zmęczony na wielkie wodne łóżko. Pokój wydawał się ogromny. Pod oknem stało biuro, na nim mała lampka i kilka fotografii. W drugi końcu znajdowała się ciemno brązowa szafa i dwie komody. Na środku stało łóżko okryte kolorową pościelą.  Zamknąłem oczy i odpłynąłem do krainy Morfeusza czekając na nowe wydarzenia kolejnych dni.